692568

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

KaczorKtóryDałPolsceRocka - Machina 11/1999


Piotr Kaczkowski, zwany Kaczorem, w latach 60. i 70. Był prawdziwym radiowym bogiem. Kształtował gusta muzyczne kilku generacji. Jego audycji słuchali wszyscy i wszyscy je nagrywali. Po 36 latach pracy w radiu został dyrektorem Programu III Polskiego Radia.

Z Piotrem Kaczkowskim rozmawia Grzegorz Brzozowicz

Od czasów szkolnych zbierasz płyty. Ile ich masz i jak je wszystkie mieścisz w mieszkaniu?

Nie wiem, ile mam płyt. Czarnych długogrających kilkanaście metrów, dwójek kilka metrów, kompaktów nikt nie zliczy. Układałem je na pólkach, które sam robię. W zaprzyjaźnionym tartaku kupuję deski, tnę, a następnie za pomocą młotka i gwoździ je zbijam. Oszczędzając miejsce, mogę „zawiesić” na ścianie, od podłogi do sufitu, do osiemnastu pięter muzyki.

Kształtowałeś rockowy gust kilku pokoleń polskich słuchaczy. Byłeś uwielbiany i nagle poszedłeś w „urzędniki”...

Zgodziłem się być dyrektorem „Trójki”, bo po trzydziestu latach na Myśliwieckiej miałem ze wszystkich tu pracujących największą gulę. Dokładnie wiedziałem, co jest źle i co trzeba zmienić. Po kilkunastu miesiącach mojej pracy podwoiła się w „Trójce” ilość reklam, a słuchalność wzrosła o 50%. Żaden bank tyle nie daje. Odkąd zostałem „dyżurnym”, nie mam czasu na nic. Pięć dni w tygodniu pracuję jako urzędnik, a szóstego i siódmego jako prezenter.

Nie upubliczniasz twarzy. Trochę to dziwi, zważywszy, że twój ojciec był znanym fotografikiem.

Ojciec, jeden z założycieli Związku Polskich Artystów fotografików, był dla mnie wzorem. Nauczył mnie patrzenia, układania kompozycji i harmonii w życiu. Publikował zdjęcia w „Kobiecie i Życiu”, „Przekroju”, a także w niedzielnym dodatku do „Życia Warszawy”/ Robił również zdjęcia mnie i moim siostrom. Już mając trzy, cztery lata, byłem na okładkach gazet. Gdy zostałem prezenterem „Popołudnia z młodością”, znowu byłem na okładkach. Także w kronice filmowej i telewizji, gdzie poprowadziłem nawet własny program, ale po pierwszym powiedziałem: „nigdy więcej”. Wtedy zrozumiałem, ze „pokazywanie twarzy” nie ma nic wspólnego z radiem.

Jakie były twoje relacje z rodzicami?

Rodzice pozostawili mi dużo swobody, nie wskazywali mi jedynie słusznej drogi. Kiedy powiedziałem, ze nie chce już chodzić do szkoły muzycznej, nie protestowali. Oznajmiłem: „Będę jeździł cały dzień na rowerze”, rodzice odpowiadali: „Dobrze”. Nigdy nie powiedzieli: Nie”. Kiedy miałem 14 lat, oświadczyłem, że idę na koncert Stana Getza. Tez było dobrze, choć wiem, że mama nie spała, dopóki nie wróciłem nad ranem.

Nie od razu twoja pasja stało się radio.

Moja główna pasja był rower. W liceum zjeździłem na nim całą Polskę. W ósmej klasie koleżanka spytała mnie, czy słucham „Luksemburga”. „Kto to jest?” - odparłem. Tego wieczoru, w 1961 roku, po raz pierwszy złapałem Radio Luksemburg i od tamtej pory zacząłem prowadzić zeszyt z notowaniami listy przebojów. Wtedy Polskie radio nadawało tygodniowo najwyżej dwie nieprawomyślne piosenki. Nie było, oczywiście, żadnych pism. Z „Luksemburga” dowiedzieliśmy się, że tygodnik „New Musical Express” przysyła darmowe egzemplarze, żeby zachęcić do prenumeraty. Po kolei każdy ze szkoły wysyłał wstępne zamówienie. Rozmawiamy o czasach, kiedy cokolwiek związanego z muzyką rockową kosztowało fortunę. Płyta była warta tyle, ile 60 biletów do kina! Pierwszą, Stan Getz/Charlie Bird „Jazz Samba”, kupiłem za 300 złotych. Trzeba było cos mieć, by potem móc się wymieniać. Dobry longplay potrafił obejść siedem domów w ciągu jednej doby. Pożyczało się go na dwie godziny z dojazdem.

Od 1962 roku zacząłeś współpracować z Rozgłośnią Harcerską. Na początku było to twoje hobby. Kiedy pomyślałeś, ze może to być sposób na życie?

Gdy miałem 19 lat. We wrześniu 1965 roku rozpocząłem współpracę z audycja programu pierwszego - „Studio rytm”. Zaproponowano mi 1200 złotych miesięcznie. Już wkrótce, razem z honorariami za prace przy innych programach, miałem 2500 - wtedy duże pieniądze. Rok później zarabiałem już cztery. Mama mojej dziewczyny jako pani dyrektor miała tylko o tysiąc złotych większą. 1 lutego 1966 roku ruszyło w „jedynce” „Popołudnie z młodością”, nadawane codziennie od 16 do 19. Wymyślono, że będzie je prowadziła para nastolatków. Nie dostałem się na studia i jeszcze przez miesiąc byłem nastolatkiem, więc... Popularność tego programu można porównać z sukcesem Telexpressu na początku lat 80.

Czy popularność i pieniądze pozwoliły ci znaleźć czas na studia?

Próbowałem pięć razy. Z roku na rok zdawałem na coraz łatwiejsze kierunki. Zaczynałem od SGPiS-u (teraz SGH), a w końcu zostałem studentem Instytutu Lingwistyki Stosowanej na UW. Nie groziło mi powołanie do wojska, bo przeszedłem zapalenie kłębuszków nerwowych czy tez nerkowych. Na studiach miałem 40 godzin zajęć tygodniowo, równoległe przygotowywałem osiem audycji radiowcy, a weekendy prowadziłem dyskoteki w Warszawie, Szczecinie i Sopocie. Zarobione pieniądze umożliwiały mi łączenie studiów z praca w radiu. Przykładowo, we wtorek o ósmej rano miałem wykład z geografii, a przed dziewiątą musiałem być w radiu, więc jadąc na uczelnię, brałem taksówkę, która przez 45 minut czekała na mnie pod gmachem. Do radia wpadałem za pięć dziewiąta, dziewiąta trzy zaczynałem audycję, kończyłem za piętnaście dziesiąta, łapałem taksówkę i o dziesiątej piętnaście byłem na ćwiczeniach z gramatyki angielskiej. Problemy skończyły się, kiedy w wieku 23 lat wygrałem na książeczkę oszczędnościową samochód syrena 104.

Po „świeże” płyty wielu z was, prezenterów, jeździło do Londynu.

W czasach, gdy zdobycie płyty graniczyło z cudem, przywoziłem z wakacji w Anglii walizeczkę albumów. Musiały mi wystarczyć do wiosny, dlatego nie mogłem sobie pozwolić na kupowanie złych płyt. Tylko czasem ryzykowałem. Płytę Budgie kupiłem, bo zafascynowała mnie okładka i dzięki temu staliśmy się jedynym na świecie krajem, który tak mocno pokochał te grupę. Wracając z Londynu, płakałem, ale moje życie było tutaj.

W latach 70. Twoja sztandarową audycją był Minimax, gdzie prezentowałeś całe albumy.

W Minimaksie i Muzycznej Poczcie odtwarzałem 75 płyt rocznie. Byliśmy na czasie. Myślę, że co druga z nich była warta zaprezentowania. Wtedy ktoś mądry wymyślił, by audycję o złowrogiej muzyce rockowej emitować w czwartek o dwudziestej. Nikomu nie przeszkadzała, ponieważ o tej właśnie porze wszyscy oglądali w telewizji „Stawkę większą niż życie”, „Kobrę” czy „Kojaka”. Audycja polegała na tym, że najpierw mówiłem krótko, potem szła cała płyta, a na koniec mówiłem długo, wiec ludzie włączali magnetofon i szli oglądać film. Ja nie, bo w tym czasie nagrywałem audycje na przyszły tydzień. Jestem więc jednym z nielicznych Polaków, którzy długi nie widzieli Kapitana Klossa.

Mówisz, że byliśmy na czasie, ale jednak początkowo punk rock nie gościł na antenie „Trójki”.

Płyty punkowe nie pojawiały się w Trójce, bo nie życzyła sobie tego szefowa działu muzycznego. Musisz pamiętać, że do połowy lat 90. Odtwarzałem tylko płyty, które sam kupiłem bądź od kogoś pożyczyłem. Jeżeli tobie czegoś brakowało w radiu, to dlatego, że mnie brakowało pieniędzy. Jeśli stałem przed wyborem czy kupić Deep Purple, Yes, Floydów czy XTC i Exploited, a miałem pieniądze tylko na trzy albumy, to kupowałem pierwsze trzy. Dziele muzykę na tę „na dziś” i „na zawsze”. Gdybym w połowie lat 70. Mieszkał w Londynie, to może oszalałbym na punkcie panku, ale i w tym wypadku miałbym świadomość, że to nie jest muzyka na zawsze.

Słynny jest twój styl radiowy - pauzy, słowa, powiedzenia...

Dla mnie, odwrotnie niż wszyscy sądzą, muzyka jest czymś, co się dzieje w radiu. Radio jest najważniejsze, bo przenosi i muzykę, i słowo, i ciszę. Te pauzy, półtony, powiedzenie czegoś głośno albo szeptem, tego nauczyłem się jeszcze w szkole muzycznej. Przez lata używałem określeń: jazda obowiązkowa, strona pierwsza, utwór pierwszy, ładnie grali panie doktorze, perła, muzyka z oklaskami. Teraz wycofuje się z nich, bo słyszę je u innych prezenterów. Ja nie mówię o muzyce. Mówię o emocjach, o człowieku, który stworzył płytę, o własnych odczuciach i skojarzeniach. Parę osób pytało mnie, czy piszę pod pseudonimem do gazety, bo czytają zadania wypowiadane przeze mnie na antenie. Nawet moja siostra dała się na tym złapać.

W Anglii nie zostałeś, ale 20 lat później zdecydowałeś się na ucieczkę do Ameryki.

Nie uciekłem, byłem cały czas obecny na antenie. Podczas pobytu w Ameryce zrobiłem w Polsce dwieście audycji. Wysyłałem kasety, płyty, komentowałem je przez telefon. Jeszcze przed wyjazdem nagrałem Minimax na półtora roku z góry. Na początku lat 80. Zdałem sobie sprawę, że mówię o zespole Yes, a nie zanosi się, bym miał go zobaczyć. To jakby opowiadać o smaku pomarańczy. Drugim powodem wyjazdu była kobieta, trzecim kształt nowej polskiej budki telefonicznej, ale o tym sam kiedyś napiszę. W 1987 roku wyjechałem na 22 miesiące do Ameryki. Pracowałem w hotelu jako recepcjonista, szef recepcji, kierownik działu sprzedaży, a potem w wydawnictwie książkowym. Równocześnie grałem w dyskotece. W Nowym Jorku mieszkałem na St. Marks Place, gdzie życie zaczynało się wieczorem i kończyło o świcie. Maiłem dwa przystanki metrem na koncert Keitha Emersona lub Gary Moore�a, natomiast pięć na U2, The Cure, Rogera Watersa czy Petera Gabriela. Zobaczyłem 200 koncertów. Sklepów z płytami czynnych do północy tylko na moim odcinku ulicy były trzy. Wyszperałem w nich 1800 płyt.

Wspomniałeś o kobiecie. Czy Piotr Kaczkowski bywa zakochany?

Na mojej drodze pojawiały się anioły nie kobiety, ale nawet anioł ma swój limit dobroci. Parę razy byłem zakochany i prawie zawsze jest koło mnie kobieta. Mam jednak świadomość, że nie mogę żadnej dać tego, czego by oczekiwała. Jestem altruistą i egocentrykiem zarazem. Podobno zdarza się być dobrym, czułym, zakochanym, ale z drugiej strony zapominam o imieninach, urodzinach, nie mogę obiecać, że będę na Wigilii, Sylwestrze. Moja pierwsza miłość odeszła, trzasnąwszy drzwiami, kiedy powiedziałem, że wakacje spędzimy w Sopocie, gdzie będę grał na dyskotece. Kobietom już nie składam obietnic, bo wiem, że w którymś momencie i tak mnie znienawidzą.

Skończyłeś 50 lat i wciąż zajmujesz się „niepoważną” muzyką. Czy nie czas dorosnąć?

Z całym szacunkiem dla mistrzostwa świata, jakim jest muzyka poważna, mówiąc oględnie jest to rzecz zamknięta. Nie ma szans, że nagle objawi się nowy Mozart czy Bach, albo że ktoś odnajdzie ich nieznane partytury. Kolekcja płyt u miłośnika muzyki poważnej wyróżnia się nie ilością tytułów, lecz wykonań. Przeciętnie inteligentny człowiek jest w stanie posiąść wiedzę o muzyce klasycznej. W muzyce popularnej jest to niemożliwe. Nie tylko ze względu na mnogość gatunków. Co jakiś czas pojawia się młody człowiek i mówi: „nie, tak dalej być nie będzie”, i wywraca wszystko do góry nogami.

Jeżeli nie muzyka to co jest dla ciebie najważniejsze?

Najważniejsze doznania to drżenia serca: np. Na górze Fuji albo na pustym oceanie w 12-metrowej lódzi. Była noc, burza, moja wachta. Sam na pokładzie, bo dwóch pozostałych spało, trzymałem się kurczowo ster, bałem się i ze strachu śpiewałem. To właśnie jest cudowne. Kocham patrzeć w dal, w nieznane. Gdy przybywam w nowe miejsce, najważniejszy jest dla mnie jego zapach i smak. Większość ludzi z mojego pokolenia ma domy, biznesy. Ktoś zapytał mnie, czy Kaczkowski w ogóle istnieje. Jeżeli tak, to dlaczego nie ma jakiegoś talk show, nie ma biznesu?

Twoje życie jest skoncentrowane wokół radia. To nieco przerażające.

Radio jest straszliwie pazernym medium. Nagle po zakończeniu programu zdajesz sobie sprawę, że cały dzień bolał cię ząb, że jeszcze nic nie jadłeś, że od kilku dni miałeś cos zanieść, odebrać, zrobić. Cena za to wszystko było zawsze pewne osamotnienie. Nie ma możliwości, by rodzina i przyjaciele zaakceptowali mój styl życia. Raz wszedłem do domu - widzę żonę, moich rodziców, jakichś ludzi - przebrałem się i wybiegłem. Kiedy wróciłem, dowiedziałem się, że było to przyjęcie imieninowe mojej żony. Moi znajomi zastanawiają się, dlaczego mieszkając od dwóch lat w nowym mieszkaniu, wciąż nie mam umywalki, pralki.. Usiłuję to wytłumaczyć mojej córce, bo przez lata musiałem ja głęboko i boleśnie krzywdzić. Zawsze wpada się na chwilę do radia, nawet z podróży, bo tu jest dom. zamiast piętnastu minut zostaje się sześć godzin, z czego człowiek nie zdaje sobie w ogóle sprawy. Brak życia osobistego jest pierwszym biletem, jaki się kupuje, wstępując do radia. Każdemu młodemu zapaleńcowi mówię: „Synku, córuchno, czy wiesz, na co się porywasz?”. Siadając przed mikrofonem, człowiek podpisuje cyrograf, sprzedaje duszę, sprzedaje wszystko, co ma. Prywatne szczęście osiągnie tylko wtedy, kiedy ten górze nie widzi.
 

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.