692568
Marek Niedźwiecki - Gala, czerwiec 2002
Kiedy 20 lat temu ruszała jego Lista przebojów, w radiu nie było miejsca na luz. Niedźwiedź to zmienił: stworzył audycję, którą słuchacze pokochali miłością wielką i wierną. Dziś losy Listy niepokoją i jej twórcę, i fanów. Piątek, godzina 19.00. Dla sporej grupy Polaków to magiczna pora, początek ich ulubionej audycji w radiowej Trójce. Trzy godziny świetnej muzyki z inteligentnym, dowcipnym komentarzem.
Gala: Jak miewa się Lista?
MAREK NIEDŹWIECKI: Na razie dobrze. Chociaż zmiany, jakie zachodzą w Trójce, odbijają się i na niej. Nierzadko już na początku audycji dostaję "emalie" ze złośliwymi szpilami. Trudno potem prowadzić cztery godziny programu na luzie i w dobrym humorze.
Może kilkoma szpilami nie warto się martwić?
Pewnie bym się nie martwił, gdybym był urzędnikiem. O 15.00 zamykał biurko i zostawiał pracę za plecami. Ale to, co robię, jest najpierw moją pasją, hobby, a dopiero potem zawodem i źródłem zarobkowania. Żyję tym 24 godziny na dobę.
Boją się pana ruszyć?
Nie wiem, czy boją. Ale na pewno udało mi się wypracować autonomię i przeżyłem już niejedno kierownictwo w tej firmie.
Nie chce się pan zmieniać, unowocześniać?
Zależy w jakim kierunku. Nie podoba mi się muzyka pod serwisem, niepotrzebne dżingle. Nie widzę powodu, aby naśladować stacje, które mają najwyżej 10 lat, jeśli za nami stoi 40 lat tradycji. W dodatku na świecie panuje teraz przeciwna tendencja. Najlepsze audycje buduje się na nostalgii.
Tylko że w ten sposób nie pozyska pan młodych słuchaczy. Nie zależy panu na nich?
Bardzo chciałbym, żeby Listy słuchało jak najwięcej osób w różnym wieku, ale nie za wszelką cenę. Nie mogę udawać kogoś, kim nie jestem, bo tego słuchacze na pewno nie zniosą. Nie jestem wesoły Romek i nie zawsze jest niedziela. Nie będę tykał i poklepywał po plecach słuchaczy, bo po drugiej stronie odbiornika są też babcie, które pewnie sobie tego nie życzą.
A może w razie najgorszego nie trzeba będzie porzucać Listy. Przykład Moniki Olejnik, za którą podążyło do Zetki wielu słuchaczy, najlepiej chyba świadczy, że audycja wiąże się z jej autorem, a nie anteną.
Chyba ma pani rację. Mimo wielu propozycji jeszcze niedawno nie brałem takiej opcji pod uwagę. Ale ostatnio przyzwyczajam się pomału do tej myśli.
Może rzeczywiście nadszedł czas na zmiany. Widzi pan ewentualnego następcę?
Przyznaję, że do tej pory jeszcze się dobrze nie rozejrzałem, choć powinienem to zrobić. Jeśli na moje miejsce przyjdzie ktoś niepowołany, zarżnie audycję w trzy miesiące.
Co chciałby pan tym młodym powiedzieć?
Żeby przede wszystkim szukali pomysłu na siebie. Jeżdżąc po kraju, spotykam wiele klonów Kaczora (Piotra Kaczkowskiego) czy Niedźwiedzia (Marka Niedźwieckiego) i oczywiście jest mi miło, ale nie tędy droga. Radio nie znosi udawania.
Gala: Jak miewa się Lista?
MAREK NIEDŹWIECKI: Na razie dobrze. Chociaż zmiany, jakie zachodzą w Trójce, odbijają się i na niej. Nierzadko już na początku audycji dostaję "emalie" ze złośliwymi szpilami. Trudno potem prowadzić cztery godziny programu na luzie i w dobrym humorze.
Może kilkoma szpilami nie warto się martwić?
Pewnie bym się nie martwił, gdybym był urzędnikiem. O 15.00 zamykał biurko i zostawiał pracę za plecami. Ale to, co robię, jest najpierw moją pasją, hobby, a dopiero potem zawodem i źródłem zarobkowania. Żyję tym 24 godziny na dobę.
Boją się pana ruszyć?
Nie wiem, czy boją. Ale na pewno udało mi się wypracować autonomię i przeżyłem już niejedno kierownictwo w tej firmie.
Nie chce się pan zmieniać, unowocześniać?
Zależy w jakim kierunku. Nie podoba mi się muzyka pod serwisem, niepotrzebne dżingle. Nie widzę powodu, aby naśladować stacje, które mają najwyżej 10 lat, jeśli za nami stoi 40 lat tradycji. W dodatku na świecie panuje teraz przeciwna tendencja. Najlepsze audycje buduje się na nostalgii.
Tylko że w ten sposób nie pozyska pan młodych słuchaczy. Nie zależy panu na nich?
Bardzo chciałbym, żeby Listy słuchało jak najwięcej osób w różnym wieku, ale nie za wszelką cenę. Nie mogę udawać kogoś, kim nie jestem, bo tego słuchacze na pewno nie zniosą. Nie jestem wesoły Romek i nie zawsze jest niedziela. Nie będę tykał i poklepywał po plecach słuchaczy, bo po drugiej stronie odbiornika są też babcie, które pewnie sobie tego nie życzą.
A może w razie najgorszego nie trzeba będzie porzucać Listy. Przykład Moniki Olejnik, za którą podążyło do Zetki wielu słuchaczy, najlepiej chyba świadczy, że audycja wiąże się z jej autorem, a nie anteną.
Chyba ma pani rację. Mimo wielu propozycji jeszcze niedawno nie brałem takiej opcji pod uwagę. Ale ostatnio przyzwyczajam się pomału do tej myśli.
Może rzeczywiście nadszedł czas na zmiany. Widzi pan ewentualnego następcę?
Przyznaję, że do tej pory jeszcze się dobrze nie rozejrzałem, choć powinienem to zrobić. Jeśli na moje miejsce przyjdzie ktoś niepowołany, zarżnie audycję w trzy miesiące.
Co chciałby pan tym młodym powiedzieć?
Żeby przede wszystkim szukali pomysłu na siebie. Jeżdżąc po kraju, spotykam wiele klonów Kaczora (Piotra Kaczkowskiego) czy Niedźwiedzia (Marka Niedźwieckiego) i oczywiście jest mi miło, ale nie tędy droga. Radio nie znosi udawania.
powrót ::