692569
Grzegorz Powęzowski odpowiada Adamowi Fijałkowskiemu
Szanowny Panie Dyrektorze!
W odpowiedzi Panu Ł. Tischnerowi (Tygodnik Powszechny, nr 21, 25 maja 2003) był Pan łaskaw wyrazić zdumienie w imieniu Zespołu Programu Trzeciego jak i słuchaczy, a zapewne i swoim, że radiowa Trójka zredukowała audycję Trzy kwadranse jazzu do dwóch. Otóż chciałbym - jako słuchacz - uświadomić Panu Dyrektorowi, że redaktor TP napisał prawdę i mnie owa informacja nie wprawiła w zdumienie, dlatego też uprzejmie proszę słuchaczami nie podpierać swoich wyrazów zdziwienia. Swego czasu audycja, o której mowa, zwała się Trzy kwadranse jazzu i rzeczywiście tyle trwała. Codziennie tyle trwała (poza weekendami). Podkreślam słowo codziennie, ponieważ nieco dalej tłumaczy Pan, że obecnie audycja trwa aż dwie godziny, a autor nazywa ją ... do kwadratu (w rzeczywistosci: ...niemal do potęgi). Ale nie raczy Pan dodać, że tylko w poniedziałek i w dodatku w porze dla nietoperzy. Myślę, że elementarna wiedza matematyczna z zakresu pierwszych klas szkoły podstawowej pozwoli przemnożyć minuty, kwadranse i godziny i dni i uświadomić subtelną róznicę czasową. Czas to nie wszystko. Niezorientowani mogą przełknąć Pańskie wyjaśnienia i dziwić się Redaktorowi Tischnerowi, że robi z igły widły. Ale ja pamiętam nie tak dawną jeszcze ramówkę Trójki, w której w ramach emitowanych w rozsądnej wieczornej porze Trzech kwadransów... prezentowali oprócz Ptaszyna i M. Kydryńskiego jeszcze Jan Borkowski, czy Edward Steinhagen, każdy swój gatunek i to zróżnicowanie bardzo wyrafinowanej niekiedy muzyki wychodziło na dobre renomie audycji. Obecnie dwaj ostatni nie mają ani minuty, a Trzy kwadranse... (jedna z najbardziej zasłużonych i firmowych audycji Programu Trzeciego) istnieje jedynie jako tytuł-wspomnienie (wraz z sygnałówką) w programie Ptaszyna. Czyli wywalono na śmietnik kilkadziesiąt lat dobrej tradycji i to w stylu, który uwłacza zarówno słuchaczom jak i autorom. Pojawiły się za to w ramówce audycje (np. Świat na topie) w których Ich Troje jeszcze wprawdzie nie słychać, ale niejaką Shakirę i owszem - różnica zaiste nie jest wielka. Redaktor TP zastosował skomplikowany zabieg stylistyczny zwany potocznie skrótem myślowym i sądzę, że człowiek inteligentny zrozumiał jego intencję. Nota bene nagrania Ich Troje były w Trójce niestety prezentowane, choćby przez Redaktora Olszańskiego, Panie Dyrektorze ds. programowych. Omawiana sytuacja Trzech kwadransów... jest tylko jednym z wielu symptomów choroby, jaka dotknęła Trójkę (i szerzej media publiczne). Coraz mniej w programie znaleźć można pozycji ambitnych, fascynujących, coraz więcej miałkiej komercji. Ruchy kadrowe i programowe zdaniem wielu słuchaczy są w większości zupełnymi nieporozumieniami, co sprawia, że coraz mniej osób identyfikuje się z rozgłośnią a Trójka przestaje być rozpoznawana w eterze i staje się programem jednym z wielu. Jej słuchalność przestaje być oparta na zawartości a zaczyna być oparta na promocji (na razie zresztą zdaje się, chybionej), co powoduje np. sytuacje, w których prowadzący musi przerwać zaproszonemu gosciowi wypowiedź, albo wycisza się unikatowy utwór, bo koniecznie trzeba wyemitować spot reklamowy. W odczuciu dawnych fanów Trójki są to sytuacje żenujące.
Do niedawna czułem, że jestem przez Trójkę szanowany. Obecnie czuję się niechciany (nie myślę tu o konkretnych autorach, czy audycjach, lecz o polityce programowej rozgłośni). Nie ja jeden uważam, że w przypadku radia publicznego, a już w przypadku tak specyficznej rozgłośni jak Trójka, która zawsze jak pamiętam, mogła się poszczycić słuchaczem wiernym, to na dłuższą metę droga donikąd.
PS. A Redaktorów TP zajmujących się działem kulturalnym bardzo proszę: poruszajcie sprawę Trójki mocno i często jak się da. Słuchacze naprawdę na to czekają, Trójka jest warta zachodu, a głos TP liczy się wyjątkowo.
________________________
List jest odpowiedzią na artykuł W obronie radiowej Trójki autorstwa dyrektora Adama Fijałkowskiego, zamieszczony w Tygodniku Powszechnym nr 21, 25 maja 2003
W odpowiedzi Panu Ł. Tischnerowi (Tygodnik Powszechny, nr 21, 25 maja 2003) był Pan łaskaw wyrazić zdumienie w imieniu Zespołu Programu Trzeciego jak i słuchaczy, a zapewne i swoim, że radiowa Trójka zredukowała audycję Trzy kwadranse jazzu do dwóch. Otóż chciałbym - jako słuchacz - uświadomić Panu Dyrektorowi, że redaktor TP napisał prawdę i mnie owa informacja nie wprawiła w zdumienie, dlatego też uprzejmie proszę słuchaczami nie podpierać swoich wyrazów zdziwienia. Swego czasu audycja, o której mowa, zwała się Trzy kwadranse jazzu i rzeczywiście tyle trwała. Codziennie tyle trwała (poza weekendami). Podkreślam słowo codziennie, ponieważ nieco dalej tłumaczy Pan, że obecnie audycja trwa aż dwie godziny, a autor nazywa ją ... do kwadratu (w rzeczywistosci: ...niemal do potęgi). Ale nie raczy Pan dodać, że tylko w poniedziałek i w dodatku w porze dla nietoperzy. Myślę, że elementarna wiedza matematyczna z zakresu pierwszych klas szkoły podstawowej pozwoli przemnożyć minuty, kwadranse i godziny i dni i uświadomić subtelną róznicę czasową. Czas to nie wszystko. Niezorientowani mogą przełknąć Pańskie wyjaśnienia i dziwić się Redaktorowi Tischnerowi, że robi z igły widły. Ale ja pamiętam nie tak dawną jeszcze ramówkę Trójki, w której w ramach emitowanych w rozsądnej wieczornej porze Trzech kwadransów... prezentowali oprócz Ptaszyna i M. Kydryńskiego jeszcze Jan Borkowski, czy Edward Steinhagen, każdy swój gatunek i to zróżnicowanie bardzo wyrafinowanej niekiedy muzyki wychodziło na dobre renomie audycji. Obecnie dwaj ostatni nie mają ani minuty, a Trzy kwadranse... (jedna z najbardziej zasłużonych i firmowych audycji Programu Trzeciego) istnieje jedynie jako tytuł-wspomnienie (wraz z sygnałówką) w programie Ptaszyna. Czyli wywalono na śmietnik kilkadziesiąt lat dobrej tradycji i to w stylu, który uwłacza zarówno słuchaczom jak i autorom. Pojawiły się za to w ramówce audycje (np. Świat na topie) w których Ich Troje jeszcze wprawdzie nie słychać, ale niejaką Shakirę i owszem - różnica zaiste nie jest wielka. Redaktor TP zastosował skomplikowany zabieg stylistyczny zwany potocznie skrótem myślowym i sądzę, że człowiek inteligentny zrozumiał jego intencję. Nota bene nagrania Ich Troje były w Trójce niestety prezentowane, choćby przez Redaktora Olszańskiego, Panie Dyrektorze ds. programowych. Omawiana sytuacja Trzech kwadransów... jest tylko jednym z wielu symptomów choroby, jaka dotknęła Trójkę (i szerzej media publiczne). Coraz mniej w programie znaleźć można pozycji ambitnych, fascynujących, coraz więcej miałkiej komercji. Ruchy kadrowe i programowe zdaniem wielu słuchaczy są w większości zupełnymi nieporozumieniami, co sprawia, że coraz mniej osób identyfikuje się z rozgłośnią a Trójka przestaje być rozpoznawana w eterze i staje się programem jednym z wielu. Jej słuchalność przestaje być oparta na zawartości a zaczyna być oparta na promocji (na razie zresztą zdaje się, chybionej), co powoduje np. sytuacje, w których prowadzący musi przerwać zaproszonemu gosciowi wypowiedź, albo wycisza się unikatowy utwór, bo koniecznie trzeba wyemitować spot reklamowy. W odczuciu dawnych fanów Trójki są to sytuacje żenujące.
Do niedawna czułem, że jestem przez Trójkę szanowany. Obecnie czuję się niechciany (nie myślę tu o konkretnych autorach, czy audycjach, lecz o polityce programowej rozgłośni). Nie ja jeden uważam, że w przypadku radia publicznego, a już w przypadku tak specyficznej rozgłośni jak Trójka, która zawsze jak pamiętam, mogła się poszczycić słuchaczem wiernym, to na dłuższą metę droga donikąd.
Grzegorz Powęzowski,
Poznań
Poznań
PS. A Redaktorów TP zajmujących się działem kulturalnym bardzo proszę: poruszajcie sprawę Trójki mocno i często jak się da. Słuchacze naprawdę na to czekają, Trójka jest warta zachodu, a głos TP liczy się wyjątkowo.
________________________
List jest odpowiedzią na artykuł W obronie radiowej Trójki autorstwa dyrektora Adama Fijałkowskiego, zamieszczony w Tygodniku Powszechnym nr 21, 25 maja 2003
powrót ::