692575

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

Andrzej Długosz do Danuty Waniek

Warszawa, 17 listopada 2003r.

Ośmielony Pani wypowiedzią w czasie spotkania w Radio na temat konieczności pisemnej prezentacji uwag do założeń nowej ustawy o mediach elektronicznych oraz nowelizacji innych ustaw zaprezentowanych w tzw. „Zielonej księdze” opracowanej przez grono ekspertów i KRRiTV, pozwalam sobie przekazać swoje uwagi i przemyślenia na ten temat. Są one wynikiem moich doświadczeń związanych z rynkiem mediów w Polsce, z perspektywy członka rady nadzorczej medium publicznego.

Uważam siebie za patriotę mediów publicznych. Uważam, że istnienie mediów publicznych ma głęboki sens i uzasadnienie. Nie mam żadnych wątpliwości, że ich obecny kształt jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie, zarówno ze względu na niefunkcjonalną strukturę, braki stabilnych źródeł utrzymania, jak i nie zawsze merytoryczny dobór kadr. W debacie na temat zasad ich funkcjonowania padło i pada nadal wiele słów. Totalna krytyka, podobnie jak bezkrytyczne uwielbienie to dwie strony tego samego medalu. Nie ulega wątpliwości, że istnienie silnych mediów publicznych, zwłaszcza silnej Telewizji, ma istotny wpływ na cały rynek medialny w Polsce i budzi największe kontrowersje wśród nadawców komercyjnych. Telewizja kontroluje dzisiaj ok. 55% rynku oglądalności i aż 65% wpływów z rynku reklamy telewizyjnej. Polskie Radio mając ok. 20% rynku słuchalności kontroluje zaledwie 7 - 8% wpływów z reklamy radiowej. To zestawienie wyjaśnia bardzo wiele. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że w przypadku, w którym Telewizja utraciłaby albo oglądalność, albo wpływy, a zapewne najbardziej pożądanym przez konkurentów byłoby utracenie przez nią jednego i drugiego, temperatura sporu natychmiast uległaby znacznemu obniżeniu.

Po wejściu naszego kraju do struktur Unii Europejskiej nastąpią nieuchronne zmiany właścicielskie na polskim rynku mediów komercyjnych. Obecnie obowiązujące ograniczenie kapitałowe (33%) wcześniej czy później zostaną zniesione (raczej wcześniej, sądząc po tzw. małej nowelizacji). Oznacza to, że obecną konkurencję na lokalnym (z punktu widzenia zjednoczonej Europy) polskim rynku między wąską grupa kilku firm zastąpi konkurencja dużych i silnych grup medialnych o zasięgu przekraczającym jeden kraj. Dzisiejsze spory zostaną zastąpione nowymi, rozgrywanymi z perspektywy Londynu, Paryża, Rzymu czy Nowego Jorku. Osobiście cieszę się z tej zmiany, ale warto pamiętać, że znaczna część deklaracji dzisiejszych graczy obecnych na rynku składanych w procesie legislacyjnym będzie weryfikowana za chwilę przez nowych właścicieli. Może się zdarzyć, iż nie koniecznie będą podzielać pełny entuzjazm dzisiejszych decydentów wobec samego faktu istnienia mediów publicznych. Obserwując konflikty w krajach Unii można wysnuć wręcz przeciwny wniosek. Zgodnie z zasadą, że nie osądza się zwycięzców, warto przygotować się do nowej sytuacji, jaka zacznie się po otwarciu polskiego rynku mediów na swobodny przepływ kapitału. W związku z powyższym, uważam, że naszym wspólnym obowiązkiem jest przygotowanie mediów publicznych do wyzwań, z jakim będą musiały się już wkrótce zmierzyć. Rozumiem i akceptuję prawo nadawców komercyjnych do walki o swoją pozycję i korzystne regulacje prawne, dające im szansę na rozwój. Przyznaję sobie jednak prawo walki o regulacje, które nie pozbawią mediów publicznych szans trwania i wypełniania zadań opisanych w ustawie o radiofonii i telewizji. Aby to było możliwe konieczne są daleko idące zmiany, zarówno prawa określającego zadania i sposoby ich realizacji, jak również zmiany w samych instytucjach mediów publicznych.

Nowa ustawa o radiofonii i telewizji publicznej. Po pierwsze, wydaje mi się konieczne wyłączenie z obecnie obowiązującej ustawy o radiofonii i telewizji całości spraw poświęconych Polskiemu Radiu i Telewizji w odrębną ustawę „O radiofonii i telewizji publicznej”. Charakter tych spółek, ich specyfika i zadania uprawniają myślenie o stworzeniu odrębnej ustawy, na podobieństwo innych podmiotów o istotnym znaczeniu dla Państwa Polskiego (np. PKP, Porty Lotnicze). Takie działanie pozwoli uczytelnić relacje między mediami publicznymi i komercyjnymi, miedzy Polski Radiem i Telewizją, a Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Zakończy się spór dotyczący tego, czy KRRiTV powinna dbać o rozwój całego rynku, czy tylko mediów publicznych. Uelastyczni proces zmiany prawa w przypadku obu ustaw. Dzisiaj każda zmiana powoduje mobilizację wszystkich środowisk, w wyniku, czego proces legislacyjny jest bardzo powolny i powoduje, że polskie przepisy są niedostosowane do postępu technologicznego i wyzwań rynku. Ustawa regulująca funkcjonowanie całego rynku mediów elektronicznych będzie prawem dla wszystkich podmiotów obecnych na rynku, wyjątki regulujące specjalną pozycję mediów publicznych znajda się w ustawie specjalnej. Ustawa „O radiofonii i telewizji publicznej” pozwoli doprecyzować zapisy, które obecnie rodzą szereg wątpliwości w związku ze specyfiką działalności mediów z jednej strony, a zapisami Kodeksu Spółek Handlowych z drugie (np. czy spółki medialne będące spółkami prawa handlowego powinny koncentrować swoją działalność na wypracowywaniu zysku, czy jednak powinny realizować misję opisaną w ustawie o radiofonii i telewizji, przeznaczając całość pozyskanych środków na program). Specjalna ustawa pozwoli na zachowanie struktury organizacyjnej spółki akcyjnej, wyłączając lub ograniczając działanie części zapisów KSH. Nie chcę się rozwodzić nad szczegółowymi zapisami, choć w razie zainteresowania tym problemem gotów jestem dostarczyć konkretne propozycje. Pozwalam sobie od razu odrzucić wszelkie uwagi purystów o rzekomym psuci systemu prawa, które miałem już okazję wysłuchać w związku z tą propozycją. Prawo jest dla obywateli, nie dla prawników. Jest stanowione po to, aby skutecznie regulować procesy społeczne i gospodarcze. Wnioski z okresu obowiązywania ustawy o radiofonii i telewizji pokazują, że warto się poważnie zastanowić nad tą propozycją.

Nowa struktura mediów publicznych. Drugim elementem, który moim zdaniem wymaga jak najszybszej decyzji to obecna struktura mediów publicznych. Dzisiaj media publiczne w Polsce to 19 spółek - Telewizja Polska S.A., Polskie Radio S.A. i 17 spółek regionalnych Polskiego Radia. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, gdzie struktura ta jest tak rozdrobniona. Powstała ona w czasie, kiedy rozbicie wszechmocnego Radiokomitetu było hasłem, z którym nikt nie dyskutował. Podzielenie na radio i TV miało zakończyć mroczna erę PRL-owskiej kontroli nad mediami. Jednocześnie wydzielenie regionalnych spółek miało być widomym dowodem emancypacji regionów. Przypomnę, że inicjatywa odnośnie ośrodków telewizyjnych zakończyła się fiaskiem, co z ulgą przyznają nawet ówcześni zwolennicy takiego rozwiązania. To, co było konieczne 10 lat temu, dzisiaj nie przystaje do gwałtownie przyśpieszającej rzeczywistości. Ostatnia zmiana podziału administracyjnego Polski spowodowała, że struktura spółek radiowych jest niedostosowana do faktycznego podziału administracyjnego. Więcej, błędem jest wiązanie struktury tych mediów wyłącznie z podziałem administracyjnym, który może i faktycznie ulega stałym zmianom. Tendencja światowa, obserwowana również na polskim rynku komercyjnym jest dokładnie odwrotna - koncentracja różnych typów mediów w ramach jednej grupy. Wojna Agory z Rządem o zachowanie prawa do nabycia telewizji jest tego najlepszą ilustracją. Pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego część środowisk walczy o pozostawienie nieefektywnej, kosztownej struktury, niedostosowanej do wyzwań rzeczywistości, dlaczego politycy (przynajmniej ich część) akceptują prawo mediów komercyjnych do fuzji, nie chcąc podjąć debaty nad takim prawem dla mediów publicznych? 19 Spółek oznacza konieczność utrzymywania kilkuset osób wykonujących te same obowiązki w ramach Rad Nadzorczych, Zarządów oraz funkcji wykonawczych (głównych księgowych, głównych inżynierów, służb marketingowych, etc.). Oznacza to, że środki publiczne pochodzące z abonamentu zamiast być przeznaczanymi na program kierowane są na pokrycie kosztów obsługi tej rozbudowanej struktury. Z chwilą wejścia Polski do UE pojawi się obowiązek informowania przez spółki na temat sposobów wykorzystania środków pozyskiwanych w ramach tzw. pomocy publicznej (a taki ma charakter abonament). Obawiam się reakcji obywateli, którzy mogą zadać pytanie - dlaczego musimy tyle wydawać na administrację w mediach? Nieustanny atak na system abonamentowy, którego jesteśmy świadkami od dłuższego czasu zyska tym samym kolejny argument.

W związku z powyższym, proponuje rozważenie możliwości zmiany obecnej struktury mediów publicznych w kierunku ograniczenia ilości istniejących spółek połączone z odgórnym, ustawowym zobowiązaniem do współpracy między nimi. Zgodnie z projektem poprzedniej nowelizacji, rząd postulował wydzielenie z Telewizji Polskiej S.A. nowego podmiotu pod nazwą Polska Telewizja Regionalna S.A. Uznając ten pomysł za rozsądny, proponuję, aby rozważyć możliwość podobnego rozwiązania w odniesieniu do 17 spółek regionalnych Polskiego Radia i zastąpienie ich jednym podmiotem Polskiego Radia Regionalnego S.A. Dzięki temu powstałby silny podmiot, gwarantujący zachowanie regionalnego charakteru nadawanych programów (główny zarzut przeciwników fuzji w mediach to groźba utraty regionalnego charakteru audycji nadawanych przez radia regionalne i dążność Polskiego Radia do przejęcia kontroli nad nimi), przy jednoczesnym uproszczeniu struktur. Dzisiejsze spółki regionalne stałyby się oddziałami Polskiego Radia Regionalnego. Możliwość tzw. rozszycia programowego (zniesionego przez KRRiTV w odniesieniu do nadawców komercyjnych, jednak możliwa ze względów technicznych i uzasadniona programowo do zastosowania w odniesieniu do mediów publicznych) stwarzałaby szanse optymalnego dostosowania sieci nadawczej takiej spółki do struktury regionalnej Polski. Struktura nadawcza takiego programu byłaby znacznie lepiej dostosowana do potrzeb słuchaczy niż ma to miejsce dzisiaj. Przekazanie nadajników dużej mocy programom ogólnopolski, przejecie nadajników mniejszej mocy, tak, aby zapewnić pokrycie nadawanym programem terenu poszczególnych województw, z zachowaniem reprezentatywności poszczególnych regionów na antenie wydaje się być optymalnym kierunkiem, choć wymagającym dokładnego sprawdzenia pod względem technicznym. W tym celu należałoby dokonać przeglądu sieci nadawczych znajdujących się w gestii całej radiofonii publicznej i sprawdzenia, czy zaproponowany podział miałby sens. Jeżeli badanie dałoby pozytywny efekt, wówczas należałoby na nowo podzielić te częstotliwości między podmioty. Jedna spółka Radia Regionalnego, z rozszyciami programowymi w ciągu dnia, zasilana środkami abonamentowymi i częścią dochodów z dużych spółek (w ramach struktury Holdingu) - taka konstrukcja pozwoli utrzymać program regionalny na rynku o rosnącej konkurencyjności. Pozwoli też uniknięcia zagrożeń związanych z przejęciem programów regionalnych przez tzw. Warszawę.

Dzięki optymalizacji sieci nadawczych nastąpi likwidacja zjawiska nadawania na terenach województw będących terenem działań innych stacji regionalnych oraz głębsza regionalizacja niż ma to miejsce dzisiaj. Efektem takiego działania byłoby uwolnienie części częstotliwości, które można by było przeznaczyć na uzupełnienie sieci nadawczych Polskiego Radia S.A. Jest to jeden z największych problemów, z jakimi boryka się Polskie Radio. Problem ten jest szczególnie istotny w przypadku programu I, który jest odbierany na UKF-ie na terenie ok. 50% powierzchni kraju. Zgodnie z deklaracjami KRRiTV możliwości pozyskania nowych częstotliwości zbliżają się do 0. W związku z powyższym konieczne jest poszukiwanie sposobów na lepsze wykorzystanie sieci nadawczych będących w gestii całej radiofonii publicznej.

Zespoły artystyczne Polskiego Radia jako odrębna spółka. W wyniku przyjęcia proponowanych zmian strukturalnych otrzymalibyśmy strukturę złożona z 4 spółek, zamiast 19. Piątym podmiotem, którego powołanie proponuję rozważyć, to spółka grupująca jednostki artystyczne Polskiego Radia, czyli Narodową Symfoniczną Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie, Kameralną Orkiestrę Polskiego Radia w Poznaniu, Polską Orkiestrę Radiową w Warszawie i Chór Polskiego Radia w Krakowie. Do chwili podziału Radiokomitetu, jednostki te były utrzymywane przez cały system mediów publicznych i wykonywały zadania artystyczne na potrzeby zarówno Radia, jak i Telewizji. Z chwilą podziału, włączono je w struktury organizacyjne Polskiego Radia S.A. zakładając, że pozostałe podmioty mediów publicznych będą nadal zamawiać usługi wpływając na poziom wynagrodzeń pracowników tych jednostek (poprzez dodatkowe wynagrodzenie z tytułu honorariów). Rzeczywistość, jak Pani doskonale wie po naszym ostatnim spotkaniu w Radio, niestety odbiega od założeń twórców ustawy z roku 1992. Dzisiaj, jako pracownicy Polskiego Radia S.A., otrzymującego 20% ściąganego abonamentu, podlegają całemu szeregowi ograniczeń, co odbija się na niskim poziomie wynagrodzeń. To zaś rodzi frustrację. Ze smutkiem musze stwierdzić, że sukces i poziom artystyczny jest dokładną odwrotnością poziomu wynagrodzeń artystów. Polskie Radio nie może zwiększyć wynagrodzeń artystów, gdyż jako spółka skarbu państwa związana jest odgórnie ustalanym poziomem wzrostu wynagrodzeń, jaki może mieć miejsce w danym roku oraz koniecznością akceptacji zmian ze strony związków zawodowych działających w firmie. To powoduje, że nawet mając środki na ten cel nie możemy podnieść pensji do satysfakcjonującego artystów poziomu. Powołanie odrębnej spółki z jednoczesnym zobowiązaniem pozostałych podmiotów do współpracy (na podstawie licencji programowej) jest najlepszym sposobem uregulowania tej trudnej i nabrzmiewającej sprawy.

Holding, ale jeden. Kolejnym elementem, który powinien się znaleźć w nowej ustawie dotyczy zachęty spółek mediów publicznych do bliższej współpracy, z możliwością utworzenia wspólnej struktury holdingowej. Propozycja z „zielonej księgi”, aby tworzyć dwa holdingi jest moim zdaniem niecelowa. Pomijając problem - po co przekształcać jednorodną spółkę, jaką jest TVP w strukturę holdingową (nawet zakładając wydzielenie Telewizji Regionalnej mającej być spółką zależną od TVP), należy stwierdzić, holding ma sens tam, gdzie proces koncentracyjny danej działalności lub istniejące różnice w poszczególnych podmiotach mających wejść w skład holdingu uzasadniają konieczność dania sobie czasu na faktyczne połączenie. Przyglądając się walce Agory o prawo do przejmowania kolejnych podmiotów medialnych, obserwując działania podmiotów na rynku amerykańskim, nie mam wątpliwości, że mediom publicznym konieczny jest proces konsolidacji. Wyzwania, jakie staną przed nami po roku 2004 wskazują, że podzieleni staniemy się łatwym łupem dla dużych i silnych podmiotów komercyjnych. I nie pomogą wyłącznie zabezpieczenia ustawowe. Rozwój technologiczny, związane z tym nakłady finansowe pokazują, że należy zrobić wszystko, aby media publiczne otrzymały szansę działania wspólnego. Jedna struktura holdingowa spinająca pod swym parasolem dzisiejszą strukturę mediów (warto rozważyć możliwość włączenia do holdingu Polskiej Agencji Prasowej, jako spółki zależnej od TVP i Polskiego Radia), nowe podmioty, jakie należałoby utworzyć, aby efektywnie obsługiwać rynek nowych technologii, dają szansę na aktywne trwanie mediów publicznych w pejzażu medialnym Polski po wejściu do Unii Europejskiej.

Dzisiaj dwie spółki - Polskie Radio S.A. i TVP S.A. wykazują zyski, a część spółek radiowych w regionach przeżywa problemy finansowe. Struktura holdingowa pozwalałaby efektywnie wykorzystywać pozyskiwane środki finansowe. Nadwyżki wypracowywane w dużych spółkach, mogłyby zasilać budżety spółek regionalnych (Telewizji i Radia Regionalnego), które z góry są skazane na dotowanie. Tym samym środki z zysku, zamiast do budżetu państwa byłyby przeznaczane na program. Niezrozumiała i trudna do zaakceptowania jest sytuacja, w której Państwo opodatkowuje ponownie pieniądze z abonamentu (które są już raz opodatkowane podatkiem dochodowym płaconym przez obywateli) zbierane w celu realizacji misji opisanej w ustawie. Drugim argumentem na rzecz stworzenia prawnie określonych pól współpracy między podmiotami mediów publicznych jest konieczność aktywnego działania tych firm na polu tzw. nowych mediów (Internet, UMTS, nadawanie cyfrowe). Oznacza to konieczność ponoszenia dużych nakładów, zaangażowanie potencjału ludzkiego, który dzisiaj jest ulokowany w różnych miejscach. Współpraca pozwoli także na uniknięcie zjawiska wydawania kilkakrotnie środków publicznych na ten sam cel. Nadawanie cyfrowe (które jest nieuchronną przyszłością mediów) będzie się odbywać za pomocą wspólnych dla radia i TV multipleksów. Postępująca koncentracja w mediach komercyjnych wymusi na mediach publicznych nawiązywanie współpracy. Nie zapobiegnie temu stanowisko kilku czy kilkudziesięciu osób broniących obecnego status quo. Uważam, że lepiej, aby te procesy zapoczątkowano jak najszybciej w sytuacji, kiedy wciąż nie pojawiła się silna konkurencja europejska, kiedy stan finansów firm jest w miarę stabilny i pozwala na kształtowanie stosunków między mediami publicznymi według wzorca wypracowanego wspólnie, a nie w związku z pogarszającą się sytuacją finansową firm. Jestem przekonany, że sformułowanie przepisów zezwalających na taką współpracę przyspieszy procesy, które i tak nastąpią. Tyle, że wówczas możemy nie mieć ani czasu, ani pieniędzy, ani realnych możliwości kształtowania sytuacji.

Licencje programowe. Propozycja zawarta w „zielonej księdze” dotycząca wprowadzenia licencji programowych jest bardzo ciekawym rozwiązaniem, wartym poparcia. Licencje z jednej strony doprecyzują definicje misji mediów publicznych i przełożą ją na język konkretów. Z drugiej strony dadzą większy wpływ przedstawicielom opinii publicznej wpływania na kształt programów mediów publicznych. Nie bez znaczenia będzie fakt, że licencje takie mają być ustalane na czas trwania kadencji zarządów. Dzisiaj, spółki działają w perspektywie roku obrachunkowego. To rytm walnych zgromadzeń wyznacza horyzonty czasowe pracy, także programowej. Dzięki proponowanej zmianie osoby odpowiedzialne za program uzyskają większe możliwości zwłaszcza w obszarze długofalowej polityki programowej, choć wiązać się to będzie z większą odpowiedzialnością. Za jak najbardziej rozsądną uważam propozycję likwidacji Rad Programowych w ich obecnym kształcie i utworzenie jednego ciała opiniodawczego przy KRRiTV. Ważne jednak, aby nowi członkowie zrozumieli, że mają jedynie głos opiniodawczy, decyzje i związana z nimi odpowiedzialność pozostaje przy władzach spółek. Moje obserwacje związane z funkcjonowaniem organów spółek mediów publicznych pokazują, że najlepsza struktura w zamyśle jej twórców może nie przetrwać konfrontacji z ambicjami i kreatywnością poszczególnych osób desygnowanych do tych organów. Dlatego niezwykle ważne jest precyzyjne zdefiniowania zadań i możliwości członków takiej Rady. Sugestia, aby włączyć Rady Nadzorcze w proces zawierania licencji i monitorowania wypełniania jej zapisów ma sens o tyle, o ile zostaną przywrócone Radzie Nadzorczej możliwości oddziaływania na członków Zarządu, odebrane ustawą kominową. Dzisiaj, Rada Nadzorcza może albo odwołać Zarząd lub poszczególnych członków (co czasami może przypominać strzelanie z armaty do muchy), albo nie wnioskować o udzielenie nagrody rocznej dla członków Zarządu (co również ma ograniczone znaczenie). Tymczasem prace programowe to działalność stała. Ocena jakości pracy powinna być poparta możliwością nagradzania. Wszyscy, choć trzeba przyznać, że niezbyt głośno, artykułują potrzebę zniesienia zapisów ustawy kominowej wobec mediów publicznych. Pytanie, czy nie należy wykorzystać okazji i doprowadzić sprawę do końca.

Współpraca z nadawcami niezależnymi. Współpraca ze środowiskiem producentów niezależnych jest niewątpliwie ważnym elementem budowania szeroko rozumianego rynku medialnego. Jednak propozycje zawarte w „Zielonej księdze” w tej części są, moim zdaniem, oparte o mylne przesłanki. W zaproponowanym modelu regulator staje się elementem procesu decyzyjnego i relacji gospodarczych miedzy dwoma niezależnymi podmiotami - medium i producentem. Relacje z kontrahentami zewnętrznymi (kształt warunki umów, zasady współpracy, kwestie cen) należą do wyłącznej kompetencji Zarządu. Próba włączenia regulatora w ten proces musi się skończyć dużymi problemami. Zwłaszcza w przypadku przyznania regulatorowi prawa do arbitrażu. Polski system prawny przewiduje już istnienie instytucji arbitrażu, po co kolejne przepisy?. Istnieje przecież system rozpatrywania sporów gospodarczych przez sądy, istnieje arbitraż w ramach organizacji samorządu gospodarczego. Nadanie regulatorowi kompetencji quasi sądowych w tej kwestii jest w związku z tym nieuzasadnionym rozbudowaniem kompetencji w obszarze, który nie powinien być przedmiotem zainteresowania regulatora. Także propozycja kwot produkcyjnych dla producentów spoza Warszawy wygląda mało poważnie. Obejście takiego przepisu jest bardzo proste. Każda firma producencka będzie rejestrowała swoje filie poza Warszawą, aby uzyskać zlecenia przypisane do tzw. kwot poza warszawskich. Po co więc tworzyć fikcję? Wydaje się, że wystarczy przepis mówiący o konieczności zlecania określonej ilości produkcji na zewnątrz nadawcy. Choć i w tym przypadku obejście jest dość proste, zwłaszcza w przypadku nadawców komercyjnych, którzy rejestrując formalnie niezależne spółki mogą obchodzić ten przepis.

Odpolitycznienie władz mediów publicznych. Postulat ze wszech miar słuszny tyle, że jego realizacja jest niezwykle trudna. Dzisiejszy model powoływania członków Rad Nadzorczych oparty jest o wpływy poszczególnych partii politycznych w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Wybór członków KRRiTV przez Sejm, Senat i Prezydenta zawsze będzie się wiązał z jakimś wpływem ludzi polityki na ludzi mediów. Układ w KRRiTV jest pochodną wyników kolejnych wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Można powiedzieć, że jest on w tym sensie demokratyczny. Jako członek Rady Nadzorczej Polskiego Radia trzeci raz z rzędu miałem dość czasu, aby zgromadzić doświadczenie w tym względzie. W dyskusjach o sprawach spółki polityka pojawia się przede wszystkim w sprawach kadrowych. Wciąż pokutuje przeświadczenie, że „nasi” są lepsi od „onych”, niezależnie od rzeczywistych kwalifikacji. Winę za upolitycznienie mediów ponoszą przede wszystkim politycy i to niezależnie od tego czy z lewa czy z prawa. Z perspektywy polityków liczą się przede wszystkim programy informacyjne i publicystyczne. Pytanie czy nowy sposób wyłaniania władz zmniejszy presję świata polityki na media publiczne? Jestem przekonany, że im więcej będzie kanałów i stacji, tym presja będzie mniejsza. Zmieniająca się sytuacja na rynku medialnym oraz doświadczenia ostatnich lat wymuszą na władzach mediów dobór kandydatur wyłącznie według klucza kompetencji. Wiem, że z dzisiejszej perspektywy brzmi to mało wiarygodnie, ale wierzę, że tak się stanie. W innym przypadku, media publiczne podzielą los wielu państwowych firm zarządzanych przez „swoich”, które musiały się zderzyć z konkurencją rynkową. Warto pamiętać, że po 1 maja 2004 roku pojawi się nowy strażnik pieczęci - Unia Europejska ze swoimi strukturami i procedurami. Propozycje zmian wyboru władz i włączenie w ten proces nowych podmiotów - samorządu branży teleinformatycznej (dlaczego nie reprezentantów całego samorządu gospodarczego?), Polskiej Rady Ekumenicznej, stowarzyszeń dziennikarskich oraz twórców i producentów audiowizualnych (dlaczego nie stowarzyszeń widzów i słuchaczy?) jest, jak rozumiem, próbą odpolitycznienia procesu. Obawiam się, że skończy się na upolitycznieniu tych właśnie ciał.

Abonament. Wyniki spisu powszechnego pokazują, że zarówno radioodbiornik, jak i telewizor należą do urządzeń posiadanych przez niemal każda polską rodzinę i nie mają już charakteru dóbr luksusowych. Poziom ściągalności abonamentu wskazywałby na zupełnie inne wyniki. W związku z powyższym konieczne jest rozważenie przez Rząd zmiany statusu poboru abonamentu. Mam świadomość wielu ograniczeń w tym zakresie, ale to Rząd musi zdecydować, czy nadal warto utrzymywać fikcję, jaką jest obecny system, przy narastającej krytyce samego faktu poboru abonamentu z jednej strony, z drugiej domaganie się ograniczeń dla mediów w zakresie pozyskiwania środków poza abonamentowych (m.in. reklama, sponsoring). Być może warto publicznie stwierdzić, że abonament radiowo-telewizyjny jest podatkiem od faktu posiadania radioodbiorników i telewizorów (tak jak posiadacze psów uiszczają stosowny podatek z tego tytułu) i nie ma nic wspólnego z tym, czy oglądamy programu TVP i słuchamy Polskiego Radia oraz czy nam się one podobają czy nie. Jednoznaczna decyzja w tej sprawie stworzy szansę zablokowania pogłębiającej się schizofrenii zarówno wśród obywateli, jak i pracowników mediów publicznych. Propozycją o charakterze marginalnym, ze względu na całość regulacji, ale ułatwiającą pracę mediów byłby zapis w ustawie, który pozwalałby Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji przekazywać pozyskane środki abonamentowe, zgodnie z istniejącym parytetem, w transach miesięcznych. Dzisiaj środki te powinny zostać przekazane w ciągu 7 dni od ich pozyskania, co skutkuje sytuacją, w której w styczniu i lutym spółki wykazują duży zysk (jest to okres regulowania abonamentu przez większość płatników) i muszą z tego tytułu odprowadzać podatek dochodowy. W kolejnych miesiącach dochody nie wystarczają na pokrycie wszystkich kosztów. Odzyskanie nadpłaconych środków z tytułu podatku dochodowego zajmuje sporo czasu. Poprzez zezwolenie udzielone Krajowej Radzie na przetrzymywanie pieniędzy na kontach tej instytucji zracjonalizowano by wykorzystanie środków. Taka regulacja nie zmieni jednak konieczności nowego podejścia do zasad poboru abonamentu.

Prawo do reklamy. Najwięcej emocji budzi prawo mediów publicznych do utrzymania reklamy. Rozumiem nadawców komercyjnych, którzy chcą się pozbyć niewygodnego konkurenta, jakim jest Telewizja Polska. Byłbym nawet gotów podzielić część z tych argumentów, gdyby tą dyskusję zaczęto w roku 1993, a nie dzisiaj. Od maja 2004 roku polski rynek stanie się częścią jednego dużego rynku europejskiego. Należy, więc patrzeć na niego właśnie z takiej perspektywy. Po nieuchronnych fuzjach i przejęciach, jakie będą miały miejsce w polskim sektorze komercyjnym okaże się, że udział TVP w rynku, jej znaczenie i wpływ na sytuację zostanie bardzo szybko zmarginalizowany. Polska staje się częścią Unii nawet, jeżeli przez pierwsze lata będziemy głębokimi peryferiami. Głosy domagające się ograniczenia prawa do reklamy w mediach publicznych w zamian za jakieś formy opodatkowania się będą padały cały czas. To prawo każdego podmiotu. Jednak ustawodawca i regulator muszą widzieć sytuację rynku również za kilka lat. A ta sytuacja będzie dla mediów publicznych bardzo trudna. Potencjał gospodarczy dużych podmiotów obecnych na europejskim rynku mediów elektronicznych, ich możliwości zakupów programów pokazują, że dzisiejsze spory będą toczyły się według nowych reguł. Dokładając cały szereg ograniczeń prawnych nałożonych na media publiczne, wpływ polityki na ich funkcjonowanie, odbierając pieniądze na funkcjonowanie można być pewnym, że nie będą miały żadnych szans na utrzymanie się. Kto i w jaki sposób skompensuje dzisiejsze wpływy mediów publicznych z reklamy przekraczające 1 mld PLN? Czy nowi gracze, jacy pojawią się już wkrótce zechcą dotrzymać dzisiejszych obietnic? Wątpię. Patrząc na ten problem z perspektywy wyłącznie Radia mógłbym powiedzieć - zgoda. Zakładając jednak, że moja propozycja dotycząca prawa konsolidacji także w obszarze mediów publicznych stanie się faktem, nie widzę powodów, dla których należałoby podjąć decyzję o ograniczeniach reklamy.

Jest jeszcze jeden argument na rzecz utrzymania prawa do reklamy - mobilizacja w dążeniu do utrzymania dużego zainteresowania programem, a tym samym jego jakością. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że reklama wymusza komercjalizację. Misja nie musi oznaczać nudy. Wymaga to kreatywności i pomysłowości, ale jest możliwe, choć muszę z pokora przyznać, że dzisiaj różnie z tym bywa. Jednak bez reklamy możemy bardzo szybko doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie będzie chciał oglądać i słuchać programów mediów publicznych, więc w ciągu kilku lat ktoś zaproponuje ich faktyczną likwidację. Dlatego prawo do reklamy dla mediów publicznych powinno pozostać w dzisiejszym brzmieniu.

Fundusz kompensacyjny. Idea istnienia takich funduszy zakłada, że wycofujący się z danego rynku dotychczasowy monopolista jest zasilany z wpływów, jakie osiągają podmioty konkurencyjne wchodzące na obszar jego dotychczasowej działalności. Idea demonopolizacji oraz nie wspierania takich podmiotów środkami publicznymi, jaka stoi za tym rozwiązaniem nie ma zastosowania, moim zdaniem, w przypadku rynku mediów elektronicznych w Polsce. Rynek ulega postępującej demonopolizacji szczególnie, jeżeli chodzi o część radiową. Po wejściu Polski do Unii i otwarciu rynku będzie trzeba patrzeć na niego właśnie z takiej perspektywy. Wówczas udziały TVP (bo o nie cały czas trwa spór) nie będą już tak kłuły w oczy. Uważam, że wprowadzenie idei Funduszu do systemu prawnego będzie początkiem rozsadzenia całego systemu abonamentowego, jako takiego i skończy się likwidacją abonamentu podmiotowego (zbieranego na rzecz konkretnych podmiotów, w naszym przypadku na rzecz TVP i Polskiego Radia). W zamian pojawi się abonament przedmiotowy, czyli każdy podmiot realizujący określony przez regulatora format programowy będzie miał prawo wystąpić i otrzymać środki z takiego funduszu. W krótkim czasie może się okazać, że nie warto podtrzymywać struktury mediów publicznych, skoro media komercyjne z powodzeniem, w zamian za środki z Funduszu, mogą realizować zadania publiczne. Jest to działanie niebezpieczne. Zastrzeżenie pomysłodawców, że ze środków Funduszu będą mogli korzystać tylko nadawcy publiczni i społeczni, przy założeniu, że na Fundusz będą się składali nadawcy komercyjni i publiczni oznacza, że jedynymi beneficjentami tego rozwiązania są nadawcy społeczni. Dlatego uważam, że sam pomysł Funduszu powinien zostać odrzucony.

Archiwa. Ostatnią sprawą, która moim zdaniem, powinna zostać jednoznacznie rozstrzygnięta to sprawa własności archiwów. Dzisiejszy status tych archiwów (własność Skarbu Państwa, w zarządzie TVP i PR) będzie pogłębiał degradację zasobów, w związku z tym, że brak jednoznacznego uregulowania sprawy własności wpływa na szybkość przenoszenia ich zawartości na nowe nośniki (limitowane środki przekazywane przez KRRiTV, brak możliwości przeznaczenia dodatkowych środków na ten cel z budżetów spółek) oraz stanowi istotne ograniczenie w efektywnym ich wykorzystaniu. Najwięcej emocji budzą archiwa telewizyjne, ale nie mniej istotna jest sprawa archiwum radiowego. W trakcie debaty zorganizowanej przez Ministerstwo Kultury padła propozycja utworzenia odrębnej spółki, zarządzającej archiwami. Uważam, że propozycja ta jest obliczona na odłożenie w czasie samej decyzji. Nadawcom komercyjnym chodzi o zablokowanie możliwości tworzenia kanałów tematycznych przez TVP i zagwarantowanie sobie dostępu do zgromadzonych tam materiałów. Mają prawo do takich propozycji, ale naszym prawem jest domagać się innego rozstrzygnięcia. Im szybciej decyzję w sprawie przekazania na własność archiwów Polskiemu Radiu i Telewizji Polskiej podejmie ustawodawca, tym lepiej.

Szanowna Pani Przewodnicząca!

Ograniczam się w swoim piśmie wyłącznie do spraw związanych z funkcjonowaniem mediów publicznych i komentarzem rozwiązań zaproponowanych w „zielonej księdze”, które wymagają, moim zdaniem, zmian. Mam nadzieję, że moje propozycje spotkają się z zainteresowaniem. Jestem gotów do uszczegółowienia poszczególnych punktów. Jako osoba współodpowiedzialna za los Polskiego Radia jestem żywotnie zainteresowany dobrą regulacją, przyjętą w sposób czytelny i jasny. Pozwalam sobie przekazać kopie tego listu autorom „zielonej księgi” w celu wykorzystania moich uwag i wniosków w debacie nad ostatecznym kształtem ustawy.
2004-01-15

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.