692575
Czerwono-Czarni, Tygodnik Medialny, nr 174
FELIETON WŁAŚCIWIE RADIOWY
W 1995 miałem jeszcze taką nadzieję Nadzieję na to, że kiedy - uwaga, teraz będą wielkie i zarazem śmieszne słowa - odzyskaliśmy wreszcie wolność, to nastanie długo oczekiwany czas niezależności w działaniu. Nic bardziej błędnego! Prosty rachunek wskazuje, iż władzę oddaje się po to, aby ją znów przejmować, pod taką czy inną flagą. Tak więc, skoro czerwonym powiedzieliśmy won, to w logice przeciętnego Polaka, oznaczało to, że natychmiast należy znów ich wybrać i znów narzekać. Ot, co!
Jednak z perspektywy prawie dziesięciu lat, muszę otwarcie powiedzieć: mogło być gorzej. Bo przecież czym są dzisiejsze stacje pod egidą purpuratów, które dawno i całkiem niedawno namnożyły się jak gówno po odwilży. Są tylko konsekwencją układania się czerwonej i niemrawej władzy z kimś, kto pozycję w naszym kraju zawsze miał silną. A sposobów na jej wywalczenie było mnóstwo: jak nie stosy, to wyprawy krzyżowe i straszenie, że jak schowamy słońce to może już się więcej nie pokazać!.
Władza - jaka by nie była - z naszego przecież nadania - zawsze miała w dupie wolne i pluralistyczne media z jednego powodu: czerwoni nie wiedzą z czym to się je i po co to jest potrzebne skoro miałoby zagrozić czemuś nad czym mamy przecież dokońcaświatową kontrolę (publiczne media), a czarni ? Cóż oni Nigdy nie lubili i pewnie nigdy nie polubią wolności światopoglądowej - tym bardziej w mediach - bo to co wolne, jest nieprzewidywalne, czyli niebezpieczne .
Tym sposobem doszliśmy do sedna dzisiejszego felietonu: czemu w Polsce nie mamy wolnego radia i mieć nie będziemy Jest jednak pewna iskierka na horyzoncie w postaci kapitału UE, przed którym drzwi tego kraju zawsze staną otworem, jak kiedyś przed bratnią pomocą ZSRR. Niewiele to jednak da naszym rodzimym planistom, którzy pomysł na radio mają, a jakże! Oni mogą się cmoknąć w nos, bo dużej koncesji na wywrotowy format nie dostaną. Jeden powód to wyżej opisany schemat, a drugi to technologia. No bo czymże możemy w tym kraju dzielić w paśmie od 88,5 do 108 ? Niczym. Bo niewiele tam jest do dzielenia. Ktoś kiedyś głośno mówił o uwolnieniu częstotliwości, ale jak to bywa, skończyło się na uwaleniu.
Z każdej sytuacji należy jednak wyciągnąć pozytywne wnioski: do Polski przyjdą - i to jest pewne - pieniądze i pomysły na radio. Nie będą to naturalnie pomysły nowe, bo tych Polakom, akurat nie brakuje. Z pieniędzmi też nie byłoby problemu. Jeden i drugi czynnik będzie miał łatwiejszy start, gdyż nie będzie skażony polskim rodowodem. Idąc z zachodu, w tym kraju można znacznie łatwiej załatwić mnóstwo rzeczy. Może nauczymy się od Sir Jamesów i Herr Helmutów czegoś co moglibyśmy zrobić sami? Ba ! Może nawetdostaniemy robotę, bo przecież taniej jest zatrudnić wyrobnika z Polski nawet w tym naszym zawodzie.
Smutne jest natomiast to, że banda amatorów spod znaku KRRiT, która na mediach zna się tak jak ja na złożoności struktury poliakrylonitrylu - a wiedza to bardzo ważna, co by nie mówić - nie zrobiła nic, aby rynek mediów w Polsce pod jakimkolwiek względem ustabilizować. I to zarówno od strony możliwości realizacji programu jak i techniki. Bo po co? Lepiej gnić w starych łachach, bo jak się je zdejmie, to może zacząć śmierdzieć. Z jednej strony słusznie, bo KC KRRiT, przez lata zaoszczędził nam jeszcze większego smrodu niż mogłoby zrobić stado lwów, biegające po gabinetach to premiera, to naczelnego. Z drugiej jednak strony, moralny obowiązek - znowu śmieszne słowa - i zdrowy rozsądek już dawno nakazywały dać prawo swobodnego wypowiadania się w wolnych mediach pokoleniu, które do końca nie dało sobie wypalić krowiego znaku sierpa i młota na środku dupy. Takiej szansy, Nam jednak nie dano.
Od 15 lat każdy kolejny rząd bawi się z nami w sprawy wagi wyższej. Prawica dawała co mogła - mowa naturalnie o częstotliwościach - purpuratom, a lewacy nie dawali nic, lub wzmacniali swoją własną - publiczną - sitwę, lub też wzorem kolegów z prawa, wchodzili facetom w spódnicach, tam gdzie słońca nie widać. Wolny wniosek: do dupy z taką władzą, która nie dba o kondycję psychiczną własnego narodu, dając mu w radiu do wyboru: sygnały dnia, albo ksenofobię Ojca Tadeusza, nie licząc wspólnego brzmienia eremefu i zetki. Co to za wybór? Wybór godny Polaka!
Bo tak naprawdę, Polacy nie potrzebują różnorodności w środkach masowego przekazu, co bezpośrednio przekłada się na tzw. poszerzenie horyzontów światopoglądowych. A człowiek poszerzony, to człowiek bardziej świadomy bytu i bogactwa różnorodności z niego wynikających. W obecnej chwili Polakom potrzebny jest powrót do mody lat 80tych w stylu Papa Dance i Kombi z okrasą pogodnego radia. Komuno wróć!, zdają się krzyczeć wyniki preferencji dzisiejszego słuchacza radia.
Polacy nie chcą i nie widzą potrzeby, aby się rozwijać, chociażby przez kontakt z różnorodnością oferty po włączeniu telewizora i radia, bo to - według badań - ich jedyny lufcik na świat. To tylko My, ludzie tv i radia, przez pryzmat tego czego już się dowiedzieliśmy z tego czy innego źródła, chcemy czegoś więcej. Może chcemy nawet czegoś nowego? Nowego w naszym kraju, bo przecież nie za naszą zachodnią granicą.
Czasem moi przyjaciele z Hiszpanii czy USA pytają mnie: czemu u was wszystkie stacje grają to samo, i czemu jest ich tak mało? Spieszę z odpowiedzią! Respondentowi takich czy innych badań, niczego więcej - poza obecnym stanem radia i tv - do szczęścia już nie potrzeba. Respondent jest skanałowany przez życie, nie widzi potrzeby rozwoju, a jego jedyną ambicją są niedzielne zakupy w supermarkecie przy odmóżdżających rytmach z głośników rozwieszonych pod sufitem. Co więcej: respondent w badaniach wypada jakopraktykujący Polak-katolik, tak więc najbardziej cool powinny być stacje o formacie ducha nie gaście Jednak nie są i to jest kolejna zagadka socjologiczna A czemu w naszym eterze gra tak mało stacji? A po co więcej? I tak już KRRiT ma wystarczająco dużo problemu z trzymaniem za gębę tego, co gra w chwili obecnej. Nie miała baba (przewodnicząca) kłopotu
Idą jednak zmiany...
Wejście Polski do struktur UE z pewnością je wymusi. I tu jest dla nas szansa! Wiemy przecież, że Polak-katolik, kocha wszystko co pochodzi zza naszej zachodniej granicy, nie mówiąc o Stanach. I to bez względu na to, czy jest to gipsowy odlew Emipre State Building, czy też kupa z napisem mejdinamerika lub junajtedjurop. Jeśli więc sprytnie ten gambit rozegramy - możemy przynajmniej polizać talerz po nowoeuropejskiej bibie!
Po pierwsze nie silmy się na ambitne osiągnięcia w dziedzinie radia - to nie popłaca, a już z pewnością nie w kraju nad Wisłą. Pomyślmy raczej o komercyjnym, nie odkrytym obszarze nowoeuropejskiej radiofonii. Załóżmy, ze taki mamy. Co dalej? Zorientujmy się czy mamy kasę. Mamy? OK! Zatem do dzieła!
Czym prędzej zarejestrujmy spółkę-krzak w jakimś Berlinie lub Lizbonie z kapitałem o nieistotnej wysokości. Jak już ją zarejestrujemy, poszukajmy szybko kolegi mieszkającego we wspomnianym mieście Hm. Czasem warto zrobić odwrotnie: najpierw znaleźć kolegę w mieście od dawna stowarzyszonym z UE, a potem montować firmę. Nieważne - zrobicie jak chcecie.
Jak już mamy firmę i kolegę, koniecznie musimy go zrobić prezesem lub kimś tam ważnym - nasze polskie nazwisko nie może figurować w żadnych listach intencyjnych, a już - broń Boże - we wniosku koncesyjnym, czy czymś w tym rodzaju.
Kiedy już Hans jakiś zostanie oficjalnie prezesem naszego krzaka, przystępujemy do frontalnego ataku. Wsadzamy prezesa z instrukcjami w najbliższy samolot do Warszawy i każemy mu udać się do biura KRRiT. Łamaną polszczyzną prezes stwierdza, że chcieć w Polska otworzyć rejdio stejszym itd Dalej wszystko toczy się z polską logika i - naturalnie - polską gościnnością
W ruch idzie Polska Maszyna Włazidupstwa. Nikt o nic nie pyta prezesa, poza nieistotnymi formalnościami - daje mu jakieś bzdurne kwity do wypełnienia, których i tak nie trzeba wypełniać, i w końcu - choć bardzo szybko - prezes ma koncesję na całą Europę, a jutro na cały Świat z opcją intergalaktyczną.
Nasz plan został osiągnięty: zza pleców podstawionego Niemca, otworzyliśmy wolną stację radiową, o formacie niemożliwym do zrealizowania polskimi rękami w Polsce. Nadajemy i kosimy szmal. Tuż obok naszego planu - zupełnie nieprzypadkowo - ziścił się plan polskich urzędników: znów weszliśmy w dupę komuś, kto jest Kimś, bo nie ma polskiego paszportu! Najpierw daliśmy markety bez podatku dochodowego, a teraz dokładamy do tego stacje radiowe, których - w formacie nowoeuropejskim - nigdy nie pozwolilibyśmy uruchomić żadnemu z naszych rodaków.
Zresztą, cel polskich urzędników - co więcej - polskiej racji stanu, został osiągnięty w 300%! Nie tylko w ciągu ostatnich kilku lat weszliśmy w dupę amerykanom, jak kiedyś sowietom, ale zażegnaliśmy konflikt z europejską klasą polityczną i biznesową - z którą właśnie się sprzymierzyliśmy w ramach UE - wkurzoną bardzo naszym proamerykańskim włazidupstwem. Konflikt zatem zażegnany, ale poprzez co?
Poprzez otwarcie drzwi specom od mediów z UE, na tak znaczącą gałąź gospodarki narodowej, czyli na wspomniane media.
Swoim nie daliśmy, ale w ramach głęboko zakorzenionej przyjaźni między narodami europejskimi, Unici wejść na nasze pole mogą! Niech orają, niech zbierają - nam lepiej pachnie euro niż wiekowe złotówki, które tylko z nazwy są złotówkami!
...a my - czyli w pełni narodowi inwestorzy zza pleców Niemca - możemy sobie cicho powiedzieć, licząc mamonę: Vendi, Vidi, Vici...
No, chyba, że jakiś nadgorliwy urzędas przejrzy nasz chytry plan i krzyknie: Na nich - to jednak nasi!
Pozostaję w kontestacji
Kontestator Rzeczywistości
2004-01-27
powrót ::