692575

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

Czerwono-Czarni, Tygodnik Medialny, nr 174


FELIETON WŁAŚCIWIE RADIOWY


W 1995 miałem jeszcze taką nadzieję… Nadzieję na to, że kiedy - uwaga, teraz będą wielkie i zarazem śmieszne słowa - odzyskaliśmy wreszcie wolność, to nastanie długo oczekiwany czas niezależności w działaniu. Nic bardziej błędnego! Prosty rachunek wskazuje, iż władzę oddaje się po to, aby ją znów przejmować, pod taką czy inną flagą. Tak więc, skoro czerwonym powiedzieliśmy „won”, to w logice przeciętnego Polaka, oznaczało to, że natychmiast należy znów ich wybrać i znów… narzekać. Ot, co!

Jednak z perspektywy prawie dziesięciu lat, muszę otwarcie powiedzieć: mogło być gorzej. Bo przecież czym są dzisiejsze stacje pod egidą purpuratów, które dawno i całkiem niedawno namnożyły się jak gówno po odwilży. Są tylko konsekwencją układania się czerwonej i niemrawej władzy z kimś, kto pozycję w naszym kraju zawsze miał silną. A sposobów na jej wywalczenie było mnóstwo: jak nie stosy, to wyprawy krzyżowe i straszenie, że „jak schowamy słońce to może już się więcej nie pokazać!”.
Władza - jaka by nie była - z naszego przecież nadania - zawsze miała w dupie wolne i pluralistyczne media z jednego powodu: czerwoni nie wiedzą z czym to się je i po co to jest potrzebne skoro miałoby zagrozić czemuś nad czym mamy przecież „dokońcaświatową” kontrolę (publiczne media), a czarni…? Cóż oni… Nigdy nie lubili i pewnie nigdy nie polubią wolności światopoglądowej - tym bardziej w mediach - bo „to co wolne, jest nieprzewidywalne, czyli niebezpieczne” .

Tym sposobem doszliśmy do sedna dzisiejszego felietonu: „czemu w Polsce nie mamy wolnego radia i mieć nie będziemy” Jest jednak pewna iskierka na horyzoncie w postaci kapitału UE, przed którym drzwi tego kraju zawsze staną otworem, jak kiedyś przed bratnią pomocą ZSRR. Niewiele to jednak da naszym rodzimym planistom, którzy pomysł na radio mają, a jakże! Oni mogą się cmoknąć w nos, bo dużej koncesji na wywrotowy format nie dostaną. Jeden powód to wyżej opisany schemat, a drugi to technologia. No bo czymże możemy w tym kraju dzielić w paśmie od 88,5 do 108 ? Niczym. Bo niewiele tam jest do dzielenia. Ktoś kiedyś głośno mówił o „uwolnieniu częstotliwości”, ale jak to bywa, skończyło się na „uwaleniu”.
Z każdej sytuacji należy jednak wyciągnąć pozytywne wnioski: do Polski przyjdą - i to jest pewne - pieniądze i pomysły na radio. Nie będą to naturalnie pomysły nowe, bo tych Polakom, akurat nie brakuje. Z pieniędzmi też nie byłoby problemu. Jeden i drugi czynnik będzie miał „łatwiejszy start”, gdyż nie będzie skażony polskim rodowodem. Idąc z zachodu, w tym kraju można znacznie łatwiej załatwić mnóstwo rzeczy. Może nauczymy się od Sir James’ów i Herr Helmut’ów czegoś co moglibyśmy zrobić sami? Ba…! Może nawetdostaniemy robotę, bo przecież taniej jest zatrudnić wyrobnika z Polski nawet w tym naszym zawodzie.

Smutne jest natomiast to, że banda amatorów spod znaku KRRiT, która na mediach zna się tak jak ja na złożoności struktury poliakrylonitrylu - a wiedza to bardzo ważna, co by nie mówić - nie zrobiła nic, aby rynek mediów w Polsce pod jakimkolwiek względem ustabilizować. I to zarówno od strony możliwości realizacji programu jak i techniki. Bo po co? Lepiej gnić w starych łachach, bo jak się je zdejmie, to może zacząć śmierdzieć. Z jednej strony słusznie, bo KC KRRiT, przez lata zaoszczędził nam jeszcze większego smrodu niż mogłoby zrobić stado lwów, biegające po gabinetach to premiera, to naczelnego. Z drugiej jednak strony, moralny obowiązek - znowu śmieszne słowa - i zdrowy rozsądek już dawno nakazywały dać prawo swobodnego wypowiadania się w wolnych mediach pokoleniu, które do końca nie dało sobie wypalić krowiego znaku sierpa i młota na środku dupy. Takiej szansy, Nam jednak nie dano.

Od 15 lat każdy kolejny rząd bawi się z nami w „sprawy wagi wyższej”. Prawica dawała co mogła - mowa naturalnie o częstotliwościach - purpuratom, a lewacy nie dawali nic, lub wzmacniali swoją własną - publiczną - sitwę, lub też wzorem kolegów z prawa, wchodzili facetom w spódnicach, tam gdzie słońca nie widać. Wolny wniosek: do dupy z taką władzą, która nie dba o kondycję psychiczną własnego narodu, dając mu w radiu do wyboru: sygnały dnia, albo ksenofobię Ojca Tadeusza, nie licząc wspólnego brzmienia eremefu i zetki. Co to za wybór? Wybór godny Polaka!

Bo tak naprawdę, Polacy nie potrzebują różnorodności w środkach masowego przekazu, co bezpośrednio przekłada się na tzw. poszerzenie horyzontów światopoglądowych. A człowiek poszerzony, to człowiek bardziej świadomy bytu i bogactwa różnorodności z niego wynikających. W obecnej chwili Polakom potrzebny jest powrót do mody lat 80tych w stylu Papa Danc’e i Kombi z okrasą pogodnego radia. Komuno wróć!, zdają się krzyczeć wyniki preferencji dzisiejszego słuchacza radia.

Polacy nie chcą i nie widzą potrzeby, aby się rozwijać, chociażby przez kontakt z różnorodnością oferty po włączeniu telewizora i radia, bo to - według badań - ich jedyny lufcik na świat. To tylko My, ludzie tv i radia, przez pryzmat tego czego już się dowiedzieliśmy z tego czy innego źródła, chcemy czegoś więcej. Może chcemy nawet czegoś nowego? Nowego w naszym kraju, bo przecież nie za naszą zachodnią granicą.

Czasem moi przyjaciele z Hiszpanii czy USA pytają mnie: „czemu u was wszystkie stacje grają to samo, i czemu jest ich tak mało?” Spieszę z odpowiedzią! Respondentowi takich czy innych badań, niczego więcej - poza obecnym stanem radia i tv - do szczęścia już nie potrzeba. Respondent jest skanałowany przez życie, nie widzi potrzeby rozwoju, a jego jedyną ambicją są niedzielne zakupy w supermarkecie przy odmóżdżających rytmach z głośników rozwieszonych pod sufitem. Co więcej: respondent w badaniach wypada jakopraktykujący Polak-katolik, tak więc najbardziej „cool” powinny być stacje o formacie „ducha nie gaście” Jednak nie są i to jest kolejna zagadka socjologiczna… A czemu w naszym eterze gra tak mało stacji? A po co więcej? I tak już KRRiT ma wystarczająco dużo problemu z trzymaniem za gębę tego, co gra w chwili obecnej. Nie miała baba (przewodnicząca) kłopotu…

Idą jednak zmiany...
Wejście Polski do struktur UE z pewnością je wymusi. I tu jest dla nas szansa! Wiemy przecież, że Polak-katolik, kocha wszystko co pochodzi zza naszej zachodniej granicy, nie mówiąc o Stanach. I to bez względu na to, czy jest to gipsowy odlew Emipre State Building, czy też kupa z napisem mejdinamerika lub junajtedjurop. Jeśli więc sprytnie ten gambit rozegramy - możemy przynajmniej polizać talerz po nowoeuropejskiej bibie!

Po pierwsze nie silmy się na ambitne osiągnięcia w dziedzinie radia - to nie popłaca, a już z pewnością nie w kraju nad Wisłą. Pomyślmy raczej o komercyjnym, nie odkrytym obszarze nowoeuropejskiej radiofonii. Załóżmy, ze taki mamy. Co dalej? Zorientujmy się czy mamy kasę. Mamy? OK! Zatem do dzieła!

Czym prędzej zarejestrujmy spółkę-krzak w jakimś Berlinie lub Lizbonie z kapitałem o nieistotnej wysokości. Jak już ją zarejestrujemy, poszukajmy szybko kolegi mieszkającego we wspomnianym mieście… Hm. Czasem warto zrobić odwrotnie: najpierw znaleźć kolegę w mieście od dawna stowarzyszonym z UE, a potem montować firmę. Nieważne - zrobicie jak chcecie.

Jak już mamy firmę i kolegę, koniecznie musimy go zrobić prezesem lub kimś tam ważnym - nasze polskie nazwisko nie może figurować w żadnych listach intencyjnych, a już - broń Boże - we wniosku koncesyjnym, czy czymś w tym rodzaju.

Kiedy już Hans „jakiś” zostanie oficjalnie prezesem naszego krzaka, przystępujemy do frontalnego ataku. Wsadzamy prezesa z instrukcjami w najbliższy samolot do Warszawy i każemy mu udać się do biura KRRiT. Łamaną polszczyzną prezes stwierdza, że „chcieć w Polska otworzyć rejdio stejszym” itd… Dalej wszystko toczy się z polską logika i - naturalnie - polską gościnnością…
W ruch idzie Polska Maszyna Włazidupstwa. Nikt o nic nie pyta prezesa, poza nieistotnymi formalnościami - daje mu jakieś bzdurne kwity do wypełnienia, których i tak nie trzeba wypełniać, i w końcu - choć bardzo szybko - prezes ma koncesję na całą Europę, a jutro na cały Świat z opcją intergalaktyczną.

Nasz plan został osiągnięty: zza pleców podstawionego Niemca, otworzyliśmy wolną stację radiową, o formacie niemożliwym do zrealizowania polskimi rękami w Polsce. Nadajemy i kosimy szmal. Tuż obok naszego planu - zupełnie nieprzypadkowo - ziścił się plan polskich urzędników: znów weszliśmy w dupę komuś, kto jest Kimś, bo nie ma polskiego paszportu! Najpierw daliśmy markety bez podatku dochodowego, a teraz dokładamy do tego stacje radiowe, których - w formacie nowoeuropejskim - nigdy nie pozwolilibyśmy uruchomić żadnemu z naszych rodaków.

Zresztą, cel polskich urzędników - co więcej - polskiej racji stanu, został osiągnięty w 300%! Nie tylko w ciągu ostatnich kilku lat weszliśmy w dupę amerykanom, jak kiedyś sowietom, ale zażegnaliśmy konflikt z europejską klasą polityczną i biznesową - z którą właśnie się sprzymierzyliśmy w ramach UE - wkurzoną bardzo naszym proamerykańskim włazidupstwem. Konflikt zatem zażegnany, ale poprzez „co”?

Poprzez otwarcie drzwi specom od mediów z UE, na tak „znaczącą gałąź gospodarki narodowej”, czyli na wspomniane media.

Swoim nie daliśmy, ale w ramach głęboko zakorzenionej przyjaźni między narodami europejskimi, Unici wejść na nasze pole mogą! Niech orają, niech zbierają - nam lepiej pachnie euro niż wiekowe złotówki, które tylko z nazwy są złotówkami!

...a my - czyli w pełni narodowi inwestorzy zza pleców Niemca - możemy sobie cicho powiedzieć, licząc mamonę: Vendi, Vidi, Vici...
No, chyba, że jakiś nadgorliwy urzędas przejrzy nasz chytry plan i krzyknie: „Na nich - to jednak nasi!”

Pozostaję w kontestacji
Kontestator Rzeczywistości
2004-01-27

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.