692577
Niedźwiedzia przysługa – METRO, nr 271, 6 lutego 2004
Moje pokolenie miało kilku muzycznych suflerów. Takich dźwiękowych podpowiadaczy, co to dbali o poziom naszej płytowej edukacji. Bez przesady i popadania w wypas na odcinku patosu mogę stwierdzić, że najpilniejszymi uczniami byliśmy podczas muzycznych lekcji Marka Niedźwieckiego i Piotra Kaczkowskiego. To była nasza ulubiona III klasa. Czyli "Trójka", przy której się urodziłem, i która mnie wykształciła.
Dziś jestem stary, a pan Marek jest legendą. Dyżurnym dobrym człowiekiem eteru. Zabawnym i nastrojowym. Ze swoim klimatem. "Niedźwiedź" to instytucja. Jednoosobowe radio i znak jakości. W dobie szargania wszystkiego i kontrowersyjności na silę on jest konstruktywną opozycją normalności. Misiowego ciepła. Pokolenia przemijają, a on trwa na posterunku. Uzbrojony w mikrofon i talent. Stacje komercyjne zarzynają już kolejnego prezentera, a tu bez zmian. Jakość nie przechodzi w ilość słuchaczy, ale ten głos gwarantuje ukojenie duszy.
Jedna z muzycznych stacji eksploatuje "Niedźwiedzia" jako didżeja Listy Przebojów Wszech Czasów czy Czegoś Równie Poważnego. Program ma formułę katastrofalną. Na foteliku siedzi pan w sweterku o gawędzi o przeszłości. Krzesełko i człowiek z wąsami. Niemłody już i pozbawiony swojego radiowego żaru. Oto scenariusz i format dzieła. Po obejrzeniu dwóch odcinków miałem myśli samobójcze i gwałtowną potrzebę przeczesania apteczki w poszukiwaniu leków na depresję. Jak można radiowe zwierzę z matecznika studia umiejscowić w tak groteskowej sytuacji. Pozbawić go wszelkich atutów. Wyprać z magii i wystawić na śmieszność.
Redaktor MN to fantastyczny gaduła i opowiadacz. Nie wykorzystać tego to stan pomroczności mało jasnej. Producent tej nicości powinien być ścigany przez Instytut Pamięci Narodowej. To jest gwałt na osobowości radiowej. A że radio ciągle publiczne, to i osobowość publiczna. Tak więc i ja publicznie apeluję. Nie krzywdzić "Niedźwiedzia"!!!
Kuba Wojewódzki
2004-02-17
powrót ::