692579
Wszystko to fikcja – odcinek 10.
Odcinek 10.
Wichura na dworze nie ustawała. Śnieg dawno już zasypał ulicę Myśliwiecką, samochody sunęły tędy wolno i z powagą. Przez zaspy w kierunku rozgłośni, od dwóch godzin przebijał się druh zastępowy Owczarek. Zacięty, zawzięty i nieprzejednany w swej determinacji dotarcia do celu.
Na parking rozgłośni usiłowała wjechać czarna limuzyna, buksując bezradnie kołami na podjeździe. Kierowca auta uchylił drzwi i przez świst wichury próbował coś wołać. Druh zrozumiał, że znów jest potrzebny. Jego zimowe pionierki okazały się ponownie niezawodne. Z tylnych drzwi samochodu wysiadł prezes Smolder.
– Daj mu pięć złotych – burknął do kierowcy i nie spojrzawszy nawet na zziajanego harcerza, zniknął we frontowych drzwiach gmachu.
Na salę prezes wszedł niezauważony bocznym wejściem. Zaraz też wyjął komórkę i zdegustowanym głosem coś do niej mamrotał. Po chwili, jak rażony piorunem zza stołu wstał Ucho i machając rozpaczliwie rękami wykrzykiwał – Proszę o uwagę! Ja proszę... – Ucho nie wiedział co zrobić, i ponieważ wrzawa na sali nie ustawała, złapał kolorowy balon i bezskutecznie próbował przekłuć go widelcem. W sukurs przyszła mu Monika Olejnik, która jednym dotknięciem zakończonego ostrym pazurem palca, spowodowała eksplozję. Ten moment wykorzystał Prezas i podniesionym głosem przywitał się z towarzystwem.
– Nie przerywajcie sobie zabawy. Dosłownie na chwileczkę! – rzucił wymowne spojrzenie na Wałka, przed którym na talerzu podskakiwał wielki niebieski balon, a sam Wałek z nożem i widelcem zabierał się właśnie do konsumpcji.
– Ja również, tak jak i wy CIESZĘ SIĘ z powrotu redaktora Wałkuskiego i mniemam, że podczas przyjęcia nie zabraknie DOBREJ rozmowy na temat kontynuowania korzystnych zmian w Programie Trzecim.
Bum!!! Huknął balon. Wałek zrobił minę bardzo a propos.
Dopiero teraz zebrani dostrzegli strój prezesa: czarna peleryna, kapelusz na głowie a na twarzy niewielka maseczka przesłaniająca ledwie oczy.
– Carramba – rozniósł się po sali zimny oddech grozy. Prezes z krainy deszczowców zniknął w zupełnie prozaiczny sposób – wyszedł drzwiami. W korytarzu natknął się jeszcze na druha Owczarka, który studiował mapę terenową.
– Do sali to tędy? – wskazał drzwi Owczarek.
– Nie wiem – burknął prezes Carramba.
W środku Wałek trzymając ręką uniesiony wysoko w górę widelec ze zwłokami balonu, zarecytował.
– Manndalf i Gandalf w jednym pletli radiu.
Mandalf talentny, więc w niejednym medium,
Żartami świszczał i prychał niezmiennie,
a Gandalf w tym dzielnie wspierał go na scenie.
I jak w bór charty, tak tu żarty.
Znam od dziecka! - Wałek wstał i wodząc wzrokiem po obecnych, zatoczył ręką zamaszysty łuk i domknął rym wyrzucając to jedno słowo
- MYŚLIWIECKA - ściany sali potroiły je echem.
Gdy zapadła cisza dodał twardo
- Panowie i panie i tak niech zastanie.
Wiwat Trójka, wiwat wolne żarty!
Ucho ziewnął.
Wichura na dworze nie ustawała. Śnieg dawno już zasypał ulicę Myśliwiecką, samochody sunęły tędy wolno i z powagą. Przez zaspy w kierunku rozgłośni, od dwóch godzin przebijał się druh zastępowy Owczarek. Zacięty, zawzięty i nieprzejednany w swej determinacji dotarcia do celu.
Na parking rozgłośni usiłowała wjechać czarna limuzyna, buksując bezradnie kołami na podjeździe. Kierowca auta uchylił drzwi i przez świst wichury próbował coś wołać. Druh zrozumiał, że znów jest potrzebny. Jego zimowe pionierki okazały się ponownie niezawodne. Z tylnych drzwi samochodu wysiadł prezes Smolder.
– Daj mu pięć złotych – burknął do kierowcy i nie spojrzawszy nawet na zziajanego harcerza, zniknął we frontowych drzwiach gmachu.
Na salę prezes wszedł niezauważony bocznym wejściem. Zaraz też wyjął komórkę i zdegustowanym głosem coś do niej mamrotał. Po chwili, jak rażony piorunem zza stołu wstał Ucho i machając rozpaczliwie rękami wykrzykiwał – Proszę o uwagę! Ja proszę... – Ucho nie wiedział co zrobić, i ponieważ wrzawa na sali nie ustawała, złapał kolorowy balon i bezskutecznie próbował przekłuć go widelcem. W sukurs przyszła mu Monika Olejnik, która jednym dotknięciem zakończonego ostrym pazurem palca, spowodowała eksplozję. Ten moment wykorzystał Prezas i podniesionym głosem przywitał się z towarzystwem.
– Nie przerywajcie sobie zabawy. Dosłownie na chwileczkę! – rzucił wymowne spojrzenie na Wałka, przed którym na talerzu podskakiwał wielki niebieski balon, a sam Wałek z nożem i widelcem zabierał się właśnie do konsumpcji.
– Ja również, tak jak i wy CIESZĘ SIĘ z powrotu redaktora Wałkuskiego i mniemam, że podczas przyjęcia nie zabraknie DOBREJ rozmowy na temat kontynuowania korzystnych zmian w Programie Trzecim.
Bum!!! Huknął balon. Wałek zrobił minę bardzo a propos.
Dopiero teraz zebrani dostrzegli strój prezesa: czarna peleryna, kapelusz na głowie a na twarzy niewielka maseczka przesłaniająca ledwie oczy.
– Carramba – rozniósł się po sali zimny oddech grozy. Prezes z krainy deszczowców zniknął w zupełnie prozaiczny sposób – wyszedł drzwiami. W korytarzu natknął się jeszcze na druha Owczarka, który studiował mapę terenową.
– Do sali to tędy? – wskazał drzwi Owczarek.
– Nie wiem – burknął prezes Carramba.
W środku Wałek trzymając ręką uniesiony wysoko w górę widelec ze zwłokami balonu, zarecytował.
– Manndalf i Gandalf w jednym pletli radiu.
Mandalf talentny, więc w niejednym medium,
Żartami świszczał i prychał niezmiennie,
a Gandalf w tym dzielnie wspierał go na scenie.
I jak w bór charty, tak tu żarty.
Znam od dziecka! - Wałek wstał i wodząc wzrokiem po obecnych, zatoczył ręką zamaszysty łuk i domknął rym wyrzucając to jedno słowo
- MYŚLIWIECKA - ściany sali potroiły je echem.
Gdy zapadła cisza dodał twardo
- Panowie i panie i tak niech zastanie.
Wiwat Trójka, wiwat wolne żarty!
Ucho ziewnął.
powrót ::