692579
Wszystko to fikcja – odcinek 23.
Odcinek 23.
Zaśnieżoną ulicą wolno toczył się policyjny radiowóz. Gruby gliniarz kierujący pojazdem podśpiewywał sobie kiwając się rytmicznie na fotelu. Była to jednak zupełnie inna melodia niż ta, która dobiegała z radiowych głośników.
– Bum bum! Ratatata! – podskakiwał grubas – Wy to teraz w radiu nareszcie na wszystkich stacjach gracie to samo – rzucił badawcze spojrzenie na Wałka.
– W zasadzie ma pan rację, ale jak dla mnie to wszędzie grają za wolne kawałki – Wałek wyzywająco spojrzał za okno samochodu, żeby sprawdzić czy aby na pewno jeszcze jadą.
– Bum bum! Ratatata ! Najgorzej to jak gadają, bo wtedy nie da się słuchać i nie słyszeć naraz. Wyczuwasz pan niuans? – kierowca podgłośnił radio i głosem stylizowanym na Armstronga zachrypiał
– I miss you, I love you? – popatrzył na Wałka zalotnie.
– O! Tutaj, niech mnie pan tu wyrzuci, na tym przystanku – Wałek odpiął pasy sygnalizując zamiar wysiadania. Samochód zjechał do zatoczki i stanął.
– Niech pan powie gdzie pan występujesz, to kiedy posłucham i wzrośnie wam słuchalność!
– Lepiej niech władza sama poszuka, a jak znajdzie to wzrośnie wam wykrywalność! – Wałek trzasnął drzwiami. Radiowóz oddalił się majestatycznie. Kiedy redaktor przykucnął aby zawiązać sznurowadło dostrzegł leżący na ziemi banknot, obok leżały dwa następne.
– O! Bum bum! Ratatata – schylił się i zaczął zbierać porozrzucane pieniądze. Dyrektor Słupkowski czuł się dzisiaj jakoś nie w sosie. Jak mawiają Rosjanie – Są takie dni że nie smakuje nawet wódka. Od godziny kręcił się po domu i sam nie wiedział czego mu trzeba. Niedawno dzwoniła do niego Agnes, żona prezesa i skarżyła się że Carramba, który wrócił już do domu, zwariował. Podobno strzela do swoich chińskich waz i nie mniej cennych obrazów, z broni myśliwskiej, a ona boi się też o siebie.
– A niech ją ukatrupi – pomyślał zwięźle.
– A może kuferek? – ten pomysł zdecydowanie rozjaśnił mu oblicze. Już po paru minutach siedział przy stole a przed nim stał otwarty czarny kuferek. Ostrożnie wyjął z niego stare radio o drewnianej obudowie , położył je przed sobą i włączył wtyczkę do kontaktu. Z magicznej skrzynki wydobył się dziwny dźwięk. Brzmiało to jakby trzy albo nawet cztery stacje radiowe nadawały na tej samej fali. Z urządzeniem wyraźnie było coś nie tak. Co jakiś czas następowała jednak przedziwna synchronizacja jazgotu i wtedy na chwilę okazywało się, że wszystkie cztery stacje grają ten sam utwór z play-listy. Tak, cudownie, takiego radia słuchał dyr. Słupkowski jeszcze w dzieciństwie, nawet odbiornik był ten sam. Bo to było jego autentyczne pierwsze radio. Powoli popadał w ekstazę, w tym kociokwiku można było usłyszeć jednocześnie strzępy jakiś reklam, łomot zderzonych ze sobą pop kawałków a czasami nawet fragmenty serwisu. Dyr. Słupkowski wyciągnął przed siebie obie ręce i zaczął najpierw powoli a potem coraz szybciej dyrygować.
Po chwili do ogólnej kakofonii dołączyła jego komórka – dzwonił Maszynista. Dyrektor odebrał telefon jedną ręką, drugą nie przerywając machania. Głos w słuchawce oznajmił – Mam ważną wiadomość, Ptasznik nie żyje. Całą noc przekonywałem go, aby uwierzył w świat dobra, piękna i szlachetności, zasad, cnót i moralności. Ptasznik nie żyje, narodził się nowy człowiek, Dobromir Ptasiński, mój duchowy brat i serdeczny przyjaciel. Słupkowski, który nie przestawał dyrygować, otarł łzy i wyszeptał – Jakie to piękne, jakie piękne.
Czas na uzgodnienia.
Wydaje mi się że w tych okolicznościach przyrody Hellen rzuci w diabły mięczaka Ptasińskiego(?)
Czy nie za dużo tych nawróceń?
Czy prezes Smolder-Carramba ustrzeli Agnes? A może ona jego?
Pomysłowy Gajowy nic nie wie o przemianie Ptasznika i zdaje się, że ma złe zamiary. Chyba że mu powiemy?
Zapraszam.
Zaśnieżoną ulicą wolno toczył się policyjny radiowóz. Gruby gliniarz kierujący pojazdem podśpiewywał sobie kiwając się rytmicznie na fotelu. Była to jednak zupełnie inna melodia niż ta, która dobiegała z radiowych głośników.
– Bum bum! Ratatata! – podskakiwał grubas – Wy to teraz w radiu nareszcie na wszystkich stacjach gracie to samo – rzucił badawcze spojrzenie na Wałka.
– W zasadzie ma pan rację, ale jak dla mnie to wszędzie grają za wolne kawałki – Wałek wyzywająco spojrzał za okno samochodu, żeby sprawdzić czy aby na pewno jeszcze jadą.
– Bum bum! Ratatata ! Najgorzej to jak gadają, bo wtedy nie da się słuchać i nie słyszeć naraz. Wyczuwasz pan niuans? – kierowca podgłośnił radio i głosem stylizowanym na Armstronga zachrypiał
– I miss you, I love you? – popatrzył na Wałka zalotnie.
– O! Tutaj, niech mnie pan tu wyrzuci, na tym przystanku – Wałek odpiął pasy sygnalizując zamiar wysiadania. Samochód zjechał do zatoczki i stanął.
– Niech pan powie gdzie pan występujesz, to kiedy posłucham i wzrośnie wam słuchalność!
– Lepiej niech władza sama poszuka, a jak znajdzie to wzrośnie wam wykrywalność! – Wałek trzasnął drzwiami. Radiowóz oddalił się majestatycznie. Kiedy redaktor przykucnął aby zawiązać sznurowadło dostrzegł leżący na ziemi banknot, obok leżały dwa następne.
– O! Bum bum! Ratatata – schylił się i zaczął zbierać porozrzucane pieniądze. Dyrektor Słupkowski czuł się dzisiaj jakoś nie w sosie. Jak mawiają Rosjanie – Są takie dni że nie smakuje nawet wódka. Od godziny kręcił się po domu i sam nie wiedział czego mu trzeba. Niedawno dzwoniła do niego Agnes, żona prezesa i skarżyła się że Carramba, który wrócił już do domu, zwariował. Podobno strzela do swoich chińskich waz i nie mniej cennych obrazów, z broni myśliwskiej, a ona boi się też o siebie.
– A niech ją ukatrupi – pomyślał zwięźle.
– A może kuferek? – ten pomysł zdecydowanie rozjaśnił mu oblicze. Już po paru minutach siedział przy stole a przed nim stał otwarty czarny kuferek. Ostrożnie wyjął z niego stare radio o drewnianej obudowie , położył je przed sobą i włączył wtyczkę do kontaktu. Z magicznej skrzynki wydobył się dziwny dźwięk. Brzmiało to jakby trzy albo nawet cztery stacje radiowe nadawały na tej samej fali. Z urządzeniem wyraźnie było coś nie tak. Co jakiś czas następowała jednak przedziwna synchronizacja jazgotu i wtedy na chwilę okazywało się, że wszystkie cztery stacje grają ten sam utwór z play-listy. Tak, cudownie, takiego radia słuchał dyr. Słupkowski jeszcze w dzieciństwie, nawet odbiornik był ten sam. Bo to było jego autentyczne pierwsze radio. Powoli popadał w ekstazę, w tym kociokwiku można było usłyszeć jednocześnie strzępy jakiś reklam, łomot zderzonych ze sobą pop kawałków a czasami nawet fragmenty serwisu. Dyr. Słupkowski wyciągnął przed siebie obie ręce i zaczął najpierw powoli a potem coraz szybciej dyrygować.
Po chwili do ogólnej kakofonii dołączyła jego komórka – dzwonił Maszynista. Dyrektor odebrał telefon jedną ręką, drugą nie przerywając machania. Głos w słuchawce oznajmił – Mam ważną wiadomość, Ptasznik nie żyje. Całą noc przekonywałem go, aby uwierzył w świat dobra, piękna i szlachetności, zasad, cnót i moralności. Ptasznik nie żyje, narodził się nowy człowiek, Dobromir Ptasiński, mój duchowy brat i serdeczny przyjaciel. Słupkowski, który nie przestawał dyrygować, otarł łzy i wyszeptał – Jakie to piękne, jakie piękne.
Czas na uzgodnienia.
Wydaje mi się że w tych okolicznościach przyrody Hellen rzuci w diabły mięczaka Ptasińskiego(?)
Czy nie za dużo tych nawróceń?
Czy prezes Smolder-Carramba ustrzeli Agnes? A może ona jego?
Pomysłowy Gajowy nic nie wie o przemianie Ptasznika i zdaje się, że ma złe zamiary. Chyba że mu powiemy?
Zapraszam.
powrót ::