692582
Mów do mnie jeszcze – Gazeta Telewizyjna, 28 maja 2004
Filip Łobodziński 28-05-2004Jestem częstym i chętnym słuchaczem radia. Szczególnie nadstawiam ucha, gdy mówią ludzie, bo lubię wiedzieć, co słychać.
Żywe słowo w eterze, przy obecnym sformatowaniu rozgłośni i pasm, automatycznie kojarzy się z serwisami informacyjnymi, bo tam, najczęściej o równych godzinach, człowiek na pewno do mnie przemówi. Co prawda od jakiegoś już czasu nawet wtedy, także w radiu publicznym, bzyczy muzyka w tle, nie wiem zgoła, po co, ale widać tak wyszło z badań, że ludzie chętniej słuchają, jak im coś z tyłu przeszkadza. Ciekawe, czy to znaczy, że podczas projekcji filmu w kinie należy dyskretnie puszczać jeszcze na ekran slajdy? Czy podczas koncertu w filharmonii wolelibyśmy, gdyby oprócz występujących muzyków nadawał jeszcze głośniczek z - dajmy na to - wynikami totalizatora? Czy gazeta lepiej się sprzeda, jeśli pod literami wydrukuje tło z partytury?
Oczywiście nie tylko serwisy gwarantują kontakt z ludzkim głosem, są jeszcze (rzadkie) dyskusje, wywiady, utrzymuje się przy życiu zanikający gatunek słuchowiska. Dla nietoperzy niektóre rozgłośnie nadają blisko północy audycje autorskie, również nie pozbawione gadania. A skąd to moje zauroczenie słowem?
Ano stąd, że tylko w ten sposób jeszcze radio jest mnie w stanie zaskoczyć, poruszyć, zainteresować. Jeśli chodzi o muzykę, ściślej - tzw. muzykę niepoważną, właściwie przestałem mieć nadzieję. Pamiętam jeszcze ponure czasy, kiedy właściwie jedynym źródłem orientacji, co dzieje się w muzyce, było radio właśnie. Ale wtedy w radioodbiorniku rządziły osobowości, ludzie. Dziś rządzą reguły promocji. Jaki skutek? Ano taki, że włączając radio niemal ze stuprocentowym prawdopodobieństwem trafiam na piosenkę, którą słyszałem na tych czy innych falach poprzedniego dnia. Zestaw nadawanych w ciągu tygodnia utworów jest zadziwiająco skromny jak na ogromne dziedzictwo światowej twórczości. W dodatku piosenka sprzed trzech lat uznawana jest za "starą" (to jak nazwać Sinatrę albo klasycznych Rolling Stonesów?!). Pieśni spoza promocyjnego kanonu z kolei pochodzą najczęściej z tak zwanej bezpiecznej szuflady - muszą być znane. Czyli imperium Mamony sprzęgnięte z reżimem Mamonia.
Frank Zappa powiedział kiedyś: "Jeśli coś podoba się kilkudziesięciu milionom ludzi, to nie znaczy automatycznie, że to jest dobre". Prawdą jest z pewnością twierdzenie odwrotne - jeśli o czymś wie niewielu, to nie znaczy, że to jest złe.
Ale może niepotrzebnie się czepiam, w końcu spece wieszczą zmierzch muzyki w ogóle. Mam tylko nadzieję, że nie nastąpi zmierzch rozmowy.
Filip Łobodziński
Fotografie Wojciech Surdziel / AG
Fotografie Wojciech Surdziel / AG
____________
Tekst dostępny w internecie na stronach Gazety Wyborczej.
2004-05-30
powrót ::