692610

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

„Ucieczka od kapci” – Wywiad z Pawłem Sito – Dziennik Polski, 30 lipca 2004


Z PAWŁEM SITĄ, dyrektorem programowym polskiej telewizji interaktywnej 4fun.tv, współzałożycielem Radiostacji – rozmawia Paweł Gzyl

– Uważasz, że działając w świecie mediów, połączonym różnymi układami i układzikami, możliwe jest zachowanie uczciwości i wierności swoim poglądom?

– Mam swoją wizję mediów i staram się ją realizować w różnych miejscach. Zdarzało się, że za to, iż byłem uparty i krnąbrny, dostawałem po głowie i byłem wyrzucany z pracy, ale nie zmieniło to mojej postawy. Nigdy nie myślałem, aby sobie odpuścić i zgodzić się na coś, co mi nie odpowiadało. Rozumiem bowiem, że są ludzie o różnych potrzebach i o ile 80 czy 90 procentom społeczeństwa odpowiadają typowo komercyjne media w rodzaju Super Expressu czy Zetki, które otwarcie są nastawione przede wszystkim na robienie kasy, to istnieje jednak ten 20- czy 10-procentowy margines, który chce czegoś innego. I dla niego realizuję swoje pomysły. Jak na razie jestem zadowolony z tego, co udało mi się zrobić i nie mam ochoty spasować. To jednak nie oznacza, że każdy, kto się weźmie za robienie mediów dla młodzieży, musi odnieść sukces.

– Istnieje opinia, że należysz do grupy ludzi, którzy znakomicie sprawdzają się w rozkręcaniu różnych inicjatyw medialnych, ale potem nie potrafią lub nie chcą poradzić sobie z komercyjnymi wymogami rynku.

– Raczej to drugie. Był taki moment, kiedy zacząłem się martwić, iż w moim życiu powtarza się scenariusz polegający na tym, że zaczynam budować jakieś przedsięwzięcie, rozkręcam je, a potem nagle przychodzą "specjaliści", wszystko wywracają do góry nogami i znów muszę zaczynać od początku coś zupełnie innego. Stwierdziłem jednak, że właśnie to może być moją specjalnością. Postanowiłem więc założyć własną firmę, która zajmie się tworzeniem nowych mediów. Kiedy tygodnik "Przekrój" przeniósł się z Krakowa do Warszawy, podjąłem się zorganizowania działu rozrywki. Po czasie prób i przymiarek, wymyślaniu różnych rubryk i zatrudnieniu odpowiednich ludzi, trzeba było zająć się administrowaniem całości – to jednak już mnie nie interesowało. Moja praca polega na tym, że zamykam oczy i wyobrażam sobie, jak dane radio czy telewizja ma wyglądać. Potem zamieniam swoją wizję w rzeczywistość.

– Nie stresuje Cię to ciągłe zaczynanie wszystkiego od nowa?

– Oczywiście. Ale jednocześnie bardzo ekscytuje. Zdaję sobie sprawę, że mając 39 lat, powinienem już być ustawiony i dorobiony, ale taka stabilizacja mnie nie pociąga. Tym bardziej że w wielu przypadkach wiązałaby się ona właśnie z ugięciem się wobec koncepcji, które mi nie odpowiadają. I to nie znaczy, że te koncepcje nie są słuszne, tylko po prostu rozmijają się z moją wizją.

– Jak to się dzieje, że mając 39 lat, nadal jesteś patronem inicjatyw medialnych dla odbiorców w wieku od 15 do 25 lat?

– No, nie do końca. Kiedy pracowałem w "Przekroju", moimi współpracownikami byli tacy ludzie, jak Stefania Grodzieńska mająca 87 lat czy Jerzy Bralczyk około 60.

– Myślę tu przede wszystkim o Twoich radiowo-telewizyjnych projektach...

– Media młodzieżowe są najbardziej fascynujące. Trudno mi jest rozmawiać o muzyce ze znajomymi w moim wieku. Oni zatrzymali się na etapie Perfectu i nie interesuje ich, co wydarzyło się później. Jeśli idą na jakiś koncert, to na Joe Cockera czy Marillion. W ogóle się nie rozwijają. W momencie, kiedy założyli domowe kapcie, sami stali się kapciami. A mnie fascynuje energia społeczna, czyli to, co kręci ludzi. I dlatego robię takie media, które wyzwalają tę energię. A trudno o lepszy materiał do tego typu działań niż młodzież. Bez względu na to, czy chodzi o tych, którzy mają 15 czy 30 lat. Interesują mnie ludzie, którzy, banalnie mówiąc, czują się młodo.

– Zawsze stawiasz na muzykę niepokorną i niezależną. W czasach Rozgłośni Harcerskiej był to punk i nowa fala, a w czasach Radiostacji – hip-hop. Co Cię w niej pociąga?

– Prawda. I to, że ktoś chce ją wbrew wszystkim i wszystkiemu wykrzyczeć. No, i niezgoda na to, co ci, którzy są już "ustawieni", chcą młodzieży wcisnąć do głów. Nie interesuje mnie robienie mediów dla kretynów, którzy zgadzają się na wszystko, co się im podsuwa. Muzyczna alternatywa to nie żadne "szarpidruty", "narkomani" czy "brudasy", ale najbardziej świadoma część młodego środowiska artystycznego. Kiedyś byli to twórcy nowej fali, dziś – hip-hopu.

– Co sprawiało Ci większą trudność w prezentacji tego rodzaju muzyki – komunistyczna cenzura czy kapitalistyczna dążność do komercjalizacji wszystkich dziedzin sztuki?

– Komuniści byli większymi debilami. Choć czepiali się wszystkiego, co im się źle kojarzyło, to czasem nieświadomie pozwalali na przemycanie podejrzanych treści w odpowiednio zakamuflowany sposób. Kiedy puszczaliśmy w Rozgłośni Harcerskiej zespół Trybuna Brudu, który swą nazwą otwarcie kpił z ówczesnego organu komunistów – "Trybuny Ludu", zapowiadaliśmy go raz jako Trybunę B., a drugi raz jako T. Brudu. Ktoś, kto regularnie słuchał naszej rozgłośni, wiedział, o co chodzi.

Przedstawiciele nowego systemu są bardziej cwani. Mają badania rynku, dzięki którym mogą każdemu zamknąć usta: Proszę bardzo, mamy tu analizy, z których wynika, że nikogo nie interesuje radio dla młodych i inteligentnych ludzi, spragnionych nowoczesnej muzyki. Badani przez nas chcą, żeby wszędzie były złote przeboje i plotki z wyższych sfer. Kiedy się z tym nie zgadzam i chcę zrobić coś dla tych, którzy mają inne potrzeby, to oni mi mówią: To niech pan znajdzie pieniądze i założy to, co chce. A ja nie mogę znaleźć pieniędzy, bo potencjalni inwestorzy podsuwają mi pod nos wspomniane wcześniej analizy. I w ten sposób tworzy się błędne koło, z którego nie można się wyrwać.

– Czyli wszystkiemu winne są badania rynku?

– Nie jestem przeciwny takim analizom. Sam studiowałem socjologię, więc trochę się na tym znam. Sondaże opinii publicznej sprawdzają się, jeśli chodzi o duże próby losowe, a zwłaszcza o upodobania ludzi dorosłych, ponieważ są one w miarę stałe. Wierzę w wyniki badań popularności partii czy słuchalność dużych stacji. Kompletnym fiaskiem kończą się natomiast badania młodzieży, ponieważ jest to zupełnie inna grupa, niepokorna, często robiąca sobie w czasie badań żarty, nierozpoznana przez dorosłych badaczy i szybko zmieniająca swoje gusta. Jeszcze rok temu najpopularniejszą marką sportowego obuwia była dla młodych ludzi "Puma", dziś – jest ona już passe. W tej sytuacji analiza rynku przeprowadzona kilka miesięcy temu okazuje się często całkowicie nieprzydatna i nadająca się jedynie do archiwum. Dlatego, aby robić coś dla młodzieży, potrzebny jest ktoś, kto ma z nią bezpośredni kontakt. A ja zawsze dbałem, aby go utrzymywać – zarówno kiedyś w Radiostacji, jak i teraz w 4fun.tv.

– Na jakiej zasadzie kształtowałeś program Radiostacji?

– Zdałem sobie sprawę, że nie da się zrobić czegoś zupełnie nowego na podstawie badań. Jeśli ktoś chce się rozwijać, musi je rzucić w kąt i zawierzyć swojej intuicji. Tak też uczyniłem.

– Ramówka Radiostacji przypominała jednak model radia z lat 80., ponieważ stawiała na audycje autorskie.

– Bo to jest najlepszy model radia, który wróci prędzej czy później. Nie widzę sensu puszczania tej samej muzyki w niedzielę o 22, co w środę o 13. To inne emocje, inna energia, inni ludzie. W Radiostacji od rana do popołudnia była playlista, a potem zaczynały się audycje skierowane do konkretnego grona słuchaczy – dla miłośników hip-hopu, techno, house'u, drum and bassu, punka, metalu czy folku.

– Skąd brałeś autorów poszczególnych programów – prawdziwych "freaków" na punkcie swych ulubionych dźwięków?

– Ponieważ wiedziałem, że najlepszym specjalistą od czarnej muzyki będzie Bobby z zespołu Zgoda, powiedziałem na antenie, żeby się zgłosił do rozgłośni. Koleś się pojawił i zaczął robić program "Czarna lista". Znałem też wielu specjalistów od różnych gatunków, pozapraszałem więc ich do współpracy. Czasem przychodzili do nas słuchacze sami, proponując nowe programy. Z ogłoszenia prasowego pojawiła się Agnieszka Szydłowska, która jest dziś gwiazdą radiowej Trójki. W ten sposób miałem w rozgłośni samych fachowców, którzy mieli jednak zupełnie inne podejście do słuchaczy niż profesjonaliści w tradycyjnych radiach. Dzięki nim mocno wpłynęliśmy na edukację muzyczną polskiej młodzieży. Do 1998 r. każde nagrane z szeroko pojętej nowej elektroniki określane było w kraju jako techno. Dopiero nasi prezenterzy uświadomili wielu osobom, że ta muzyka dzieli się na różne gatunki: house, drum and bass, ambient.

– Bardzo Cię zabolało zwolnienie z Radiostacji?

– Nie było to przyjemne, ale szum medialny, jaki wokół tego powstał, zrobił mi taką reklamę, na jaką nigdy w życiu nie byłoby mnie stać. Wbrew pozorom, fakt ten dodał mi energii do dalszego działania. No, i mogłem sobie spokojnie spojrzeć w lustrze w oczy, bo to nie moimi rękami zmieniono Radiostację w rozgłośnię dla dresiarzy.

– Słuchasz dzisiaj Radiostacji?

– Jakiś czas po moim odejściu nie potrafiłem zdzierżyć tej muzyki, którą nadawała. Teraz trochę się poprawiło, ale nadal irytują mnie prezenterzy, którzy prowadzą programy jeszcze bardziej nachalnie i prostacko niż ci z największych stacji komercyjnych.

– Dlaczego porzuciłeś radio i zająłeś się tworzeniem nowej telewizji – 4fun.tv?

– Czuję się człowiekiem multimedialnym. Zainteresowało mnie to, że można robić coś na wzór starej Radiostacji w telewizji. Wykorzystuję energię rozbudzoną przez tamto medium do stworzenia czegoś zupełnie nowego. I wbrew pozorom nie jest to mój pierwszy kontakt z telewizją. W latach 90. byłem copywriterem w Canal+, a potem robiłem m.in. z Kubą Wojewódzkim i Robertem Leszczyńskim telewizję Tylko Muzyka pod kierownictwem Lecha Nowickiego.

– Są jednak zdecydowane różnice między Radiostacją a 4fun.tv.

– Oczywiście. Jest mnóstwo piosenek, których nie puściłbym nigdy w radiu, a puszczam je w telewizji, bo mają fajne klipy.

– 4fun.tv jest zupełną nowością na naszym rynku mediów: to telewizja interaktywna, łącząca tradycyjny przekaz telewizyjny z Internetem i telefonią komórkową.

– I to kolejny powód, dla którego się zaangażowałem w tę inicjatywę. Mimo że technologicznie wiele nam brakuje, bo nie mamy kilkunastu milionów dolarów na inwestycje, to jednak nadrabiamy pomysłowością i umiejętnościami zespołu. Jesteśmy prekursorami tego typu medium w Polsce. Fascynuje mnie ogromna dynamika takiego modelu telewizji. Rano dostaję klip, a w południe mogę go już zaprezentować. Za koszt zwykłego SMS-a każdy może wysłać nam zdjęcie ze swoim manifestem i natychmiast idzie ono na wizję...

– Skąd zaczerpnęliście pomysł na 4fun.tv?

– Oczywiście, są na świecie telewizje interaktywne różnego rodzaju. Najbardziej znaną w Polsce jest niemiecka VIVA Plus, w której widzowie mogą sami wybierać emitowane teledyski. Natomiast zainicjowany przez nas całodobowy czat internetowy prowadzących program zza klawiatury komputera z widzami, który jest transmitowany na wizji, to zupełna nowość w skali światowej.

– Przyznam szczerze, że ciężko jest patrzeć na ekran, na którym stale obok głównego obrazu otwarte są trzy okna z pojawiającymi się w nich napisami.

– Ile masz lat?

– 40.

– No, właśnie. My adresujemy naszą ofertę do tej samej grupy odbiorców, co kiedyś ofertę Radiostacji – młodzieży w wieku 15 – 25 lat. Oni mają zupełnie inne możliwości percepcji niż my. Jeśli masz dzieci w tym wieku, to na pewno zauważyłeś, że mają one niesamowitą wręcz podzielność uwagi. W tym samym czasie oglądają telewizję, odrabiają lekcje, grają w jakąś grę i jeszcze z tobą rozmawiają.

– Nie obawiacie się, że to bardzo zawęża grono odbiorców?

– Kiedy wprowadziliśmy możliwość wysyłania nam swoich zdjęć MMS-ami, okazało się, że wielu naszych widzów ma około trzydziestki. Mają jednak w sobie specyficzny rodzaj energii, typowy dla najmłodszego pokolenia.
___________
Tekst zamieścił krakowski Dziennik Polski.
2004-07-30

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.