693237

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

Podregulować potwora – Polityka, nr 23/2005

Zamach na Internet

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji czujnie dostrzegła, że Internet to medium przyszłości. Jak wiadomo, przyszłości nie sposób przewidzieć, co nie znaczy, by nie można jej było regulować. Takie właśnie pomysły ma KRRiTV, zapominając, że istotą Internetu jest wolność.

Państwo dba o rozwój polskich mediów elektronicznych oraz polskiej produkcji programowej i zawartości mediów elektronicznych, w tym Internetu” – piszą z troską autorzy „Strategii Państwa Polskiego w dziedzinie mediów elektronicznych na lata 2005–2020”, przygotowanej w maju br. przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Jednym ze sposobów dbania jest polityka koncesyjna, która zgodnie ze Strategią wyglądać ma następująco: „Procedurze koncesyjnej podlegać będzie rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych niezależnie od systemu dystrybucji sygnału (zalicza się do tego m.in. DSL, multipleks). W przyszłości należy rozważyć objęcie tą regulacją również Internetu i ewentualnie innych nowych form dystrybucji sygnału”.

Publikuj co chcesz

Szybki Internet upowszechnia się coraz bardziej, stając się konkurencyjną formą dostępu do treści, które jeszcze do niedawna można było konsumować tylko za pomocą odbiorników radiowych lub telewizyjnych. Jak zauważają sami autorzy „Strategii”, w technologicznym świecie dzieją się cuda. Oto upowszechnia się technologia DSL (to m.in. coraz popularniejsza w Polsce Neostrada oferowana przez TP SA), zamieniająca niewielkim kosztem zwykłe połączenie telefoniczne w szybką magistralę informacyjną. Dla operatorów telewizji kablowych hasłem dnia jest usługa triple play. Wystarczy mieć gniazdko udostępniające kablówkę, by mieć również dostęp do szybkiego Internetu i do telefonu. Pionierskie działania podejmują samorządy terytorialne. Np. w Tychach realizowany jest program e-Tychy, w ramach którego w ciągu najbliższych kilku lat do szybkiej sieci transmisji danych podłączone będą wszystkie mieszkania. Już wkrótce na rynku pojawi się technologia WiMax, umożliwiająca budowanie rozległych, szybkich i tanich sieci komputerowych w oparciu o transmisję radiową.

Nadchodzi informacyjne tsunami, epoka komunikacyjnej obfitości, w której każdy będzie mógł nie tylko oglądać, słuchać i czytać, co chce, ale również będzie mógł co chce publikować. Powoli odchodzi w przeszłość przekleństwo ciążące nad stuletnim rozwojem mediów elektronicznych wynikające z ich naturalnego uzależnienia od pewnego dobra rzadkiego: częstotliwości radiowych. Dotychczas, jedynym sposobem taniego dotarcia do dużej liczby odbiorców była radiodyfuzja. Ponieważ jednak pojemność częstotliwościowego spektrum jest ograniczona, pojawić się musiał regulator czuwający nad podziałem tego cennego zasobu. Regulator, czyli państwo, jak każdy monopolista, szybko odkrył, że panowanie nad radiowym spektrum jest źródłem finansowych wpływów i zapewnia niemałą władzę.

Nadgorliwość biurokratów

Jak zauważył jeden z bardziej przenikliwych analityków rozwoju technologii medialnych, amerykański politolog Ithiel de Sola Pool, rewolucja techniczna doprowadziła do paradoksalnego skutku: rozwój radia i telewizji spowodował regres w obszarze wolności wypowiedzi. „Wolność obywatelska funkcjonuje dziś w zmieniającym się kontekście technicznym. Przez pięćset lat toczona była walka, i tylko w nielicznych krajach skończyła się zwycięstwem, o to, by ludzie mogli mówić i drukować swobodnie, bez licencji, bez cenzury, bez kontroli. Ale nowe technologie komunikacji elektronicznej mogą dziś zepchnąć stare i wolne media komunikacji, takie jak czasopisma i pamflety, do narożnika publicznego forum. Elektroniczne formy komunikacji przesuwają się na środek sceny” pisał de Sola Pool w 1983 r. w książce „Technologies of Freedom” (Technologie wolności).

Internet jeszcze wówczas praktycznie nie istniał, choć już powoli rozwijały się nowe formy komunikacji polegające na wymianie informacji między komputerami połączonymi w sieć. W formach tych de Sola Pool dostrzegł potencjał wolności, przedłużenie dorobku twórców obywatelskiej prasy drukowanej, która stała się jedną z podstaw demokracji. Ale też już wtedy, blisko ćwierć wieku temu, ostrzegał przed gorliwością biurokratów, którzy będą chcieli regulować wolność: „Łatwy dostęp, tani koszt, rozproszona inteligencja nowoczesnych środków komunikacji pozwalają żywić nadzieję. Powodem do obaw jest, paradoksalnie, jak ostrzegał Alexis de Tocqueville, demokratyczny impuls, by regulować zło. Największym powodem do niepokoju jest brak zrozumienia techniki przez polityków i ich skłonność, by rozwiązywać problemy prywatności, konfliktu, monopolu, praw własności intelektualnej przez zastosowanie biurokratycznej rutyny”.

Czy komputer to telewizor?

De Sola Pool dostrzega, że nowe media, dzisiaj uosabiane przez Internet, unieważniają techniczne powody, dla których na rynku komunikacji społecznej pojawił się regulator. O ile jest on jeszcze potrzebny w obszarze radiodyfuzyjnym, to nie ma żadnych technicznych powodów, by decydował o dostępie producentów treści do sieci informatycznych. Trudno jednak przyznać się do własnej zbędności. Regulator, który rozpaczliwie próbuje obronić swoją pozycję w strukturze władzy i pieniędzy, uzna raczej, że nowe media nie są przedłużeniem prasy drukowanej, ale kontynuacją rozwoju radia i telewizji. Wszak komputer podłączony do sieci wygląda bardzo podobnie do telewizora i też jest na prąd, a w związku z tym: „Jedynie zintegrowana i kompleksowa polityka Państwa obejmująca wszystkie media elektroniczne będzie adekwatna do rzeczywistości oraz pozwoli na wykorzystanie pełnego ich potencjału rozwojowego i gospodarczego. Stąd konieczność objęcia pojęciem »mediów elektronicznych« zarówno radiofonii i telewizji, jak i nowych technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT)”.

Niestety, w takim rozumowaniu kryje się nie tyle adekwatna do rzeczywistości definicja nowych mediów, ile zapowiedziany przez autora „Technologies of Freedom” brak zrozumienia ich istoty. W Internecie się nie nadaje, tylko podobnie jak w prasie publikuje, tyle że komunikat przybiera różne formy medialne. Odbiorca, jeśli chce ten komunikat przeczytać, obejrzeć, wysłuchać, musi się pofatygować na odpowiednią stronę, by pobrać interesujący go materiał (podobnie jak muszę iść do kiosku kupić gazetę).

Wydawcą w Internecie może być każdy, każdy może założyć swoją radiostację lub telewizję i robi to coraz więcej osób prywatnych. W ostatnich miesiącach rośnie lawinowo zjawisko podcastingu. Tysiące internautów przygotowują własne audycje, które rejestrowane są w przyjaznym dla internetowej dystrybucji formacie mp3. Autorzy najciekawszych podcastów mają nawet dziesiątki tysięcy odbiorców. Podobnie szybko rozwija się zjawisko vblogingu, polegające na tworzeniu autorskich serwisów wzbogaconych o sekwencje dźwiękowe i wideo. Forma ta ewoluuje i jedną z jej mutacji jest mobloging i vmobloging, polegający na prowadzeniu serwisu za pomocą telefonu komórkowego, zaopatrzonego w aparat cyfrowy lub nawet kamerę. Jeśli jakiś blog lub podcast spodoba mi się, mogę go zaprenumerować, podobnie jak ulubiony tytuł. Gdy tacy niezależni wydawcy skrzykną się, powstaje duży serwis, jak np. koreańska witryna OhMyNews, której misję określa najlepiej motto: „Każdy może być reporterem”.

Siłę nowych form komunikacji odkrywają również profesjonaliści i potentaci. Kevin Sites, były dziennikarz CNN, stracił pracę w stacji, bo pracując jako korespondent w Iraku prowadził jednocześnie własny blog internetowy. Notatki z bloga przedstawiały jednak nieco inny obraz irackiej rzeczywistości niż oficjalne korespondencje, co wywołało konflikt. Sites odkrył jednak, że sam może być sienenem, wystarczy satelitarny telefon, cyfrowa kamera i przenośny komputer oraz witryna internetowa jako miejsce sprzedaży korespondencji. Tak się narodził solo journalism. Z kolei Microsoft widząc siłę i rolę blogów w środowiskach informatycznych zatrudnił na etat kultowego w branży blogera, wychodząc z założenia, że dziś jeden dobry blog jest więcej wart niż cały dział public relations.

Raczej samoregulacja

W Internecie każdy może być nie tylko wydawcą, ale również producentem muzycznym, filmowym, multimedialnym. Co więcej, przy odrobinie szczęścia może liczyć na satysfakcjonującą grupę odbiorców na całym świecie. Chris Anderson, redaktor naczelny miesięcznika „Wired”, nazywa to zjawisko „efektem długiego ogona”. W tradycyjnym systemie producenckim, zdominowanym przez duże korporacje medialne, na zaistnienie mogli liczyć tylko twórcy gwarantujący odpowiednio wysoką sprzedaż, pokrywającą koszty promocji i dystrybucji. Ale w sieci koszty dystrybucji maleją do zera, pośrednik staje się zbędny (autorzy „Strategii” dostrzegają to zjawisko, nazywając je „dezintermediacją”), gdy ze swoją produkcją mogą od razu trafić do odbiorcy. Nawiązanie skutecznego kontaktu umożliwiają coraz liczniejsze serwisy internetowe wykorzystujące antycypowaną przez Ithiela de Sola Pool inteligencję rozproszoną sieci. Większość z nich jest bezpłatna.

Taka wolność niepokoi, bo w świecie, gdzie można powiedzieć wszystko, mówi się również rzeczy brzydkie. W świecie, gdzie tak łatwo przekazywać produkty kultury bez udziału i kontroli pośrednika, pojawić się musi zjawisko piractwa i zwykłego złodziejstwa.

Autorzy „Strategii” dostrzegają tę ciemną stronę sieci: „Wraz z masowym upowszechnianiem dostępu do Internetu coraz powszechniejsza staje się świadomość i waga związanych z tym zjawiskiem zagrożeń, a Państwo ma obowiązek zajęcia stanowiska w tym zakresie”. Jakiego? Podobnego do proponowanego przez Unię Europejską, a więc państwo ma zachęcać uczestników rynku internetowego do samoregulacji, pomagać przy współregulacji, a gdy trzeba – karać. A gdyby to wszystko nie pomogło, to „w miarę upływu czasu, jeżeli okaże się, że praktyczna realizacja ww. działań wykazuje skutki niewspółmierne do oczekiwanych lub w przypadku wystąpienia silnego nasilenia społecznego poczucia zagrożenia nielegalnymi lub szkodliwymi treściami przekazywanymi w Internecie albo też w przypadku stwierdzenia rozmywania się odpowiedzialności za funkcjonowanie powyższego systemu przewiduje się powołanie odrębnego regulatora ds. Internetu, bądź powierzenie tych obowiązków jednemu z istniejących organów regulacyjnych, przy którym zostanie powołana Rada Konsultacyjna złożona z przedstawicieli internautów, operatorów oraz dostawców treści i usług”.

Goniec z chorągiewką

Miał rację de Sola Pool, tego typu pomysły muszą budzić poważne obawy, nawet jeśli płyną one z „demokratycznego impulsu”. Na razie, skutecznie regulują Internet takie kraje jak Chiny, Singapur i wiele autokracji muzułmańskich. Czy w trosce o moralność nieletnich i godność osoby ludzkiej, potrzebne są specjalne regulacje jawnie ingerujące w swobodę komunikacji społecznej? Czy nie wystarczą, jak w przypadku prasy, przepisy prawa ogólnego i instytucje takie jak policja, prokuratura i sądy, by prawo to egzekwować?

Nowe technologie zawsze stwarzały regulacyjne pokusy. Kierowcy pierwszych pojazdów mechanicznych byli zmuszani przez regulatorów do wysyłania przodem gońca z chorągiewką, by zapowiadał przerażonej gawiedzi nadejście potwora.

Edwin Bendyk
2005-06-10

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.