693239
Usłyszysz więcej... muzyki polskiej nocą
Gdyby głupota mogła latać, to pani fruwałaby jak gołębica mawiał stary doktor Strosmajer do pielęgniarki w serialu Szpital na peryferiach, tymczasem
absurdy wymyślone przez Polskie Radio rządzone przez towarzysza prezesa Siezieniewskiego Andrzeja oraz jego moskiewskiego kolegę Witolda Wiesława Laskowskiego osiągają poziom zenitu. Otóż redaktorzy Janusz Kosiński i Barbara Podmiotko są kolejnymi autorami, którym – niejako z rozdzielnika – wolno grać jedynie muzykę polską. W ten sposób derekcja(sic!) piecze kilka pieczeni na jednym ogniu.
Po pierwsze, załatwia w nocnych programach obecność muzyki polskiej na antenie trUjki, czyli tzw. misję radia (nie)publicznego, dając hołubionej przez siebie pani Agnieszce Szydłowskiej – osobie nieudolnej i płytkiej, której żaden normalnie myślący właściciel radia nie dopuściłby w takim wymiarze do mikrofonu – możliwość grania nieograniczonego niczym chłamu.
Po drugie stara się udowodnić, że programy prowadzone przez wymienione wyżej osobowości radiowe tracą słuchaczy i zapewnić sobie alibi na trwałe usunięcie ich programów z anteny.
Pozostaje z nadzieją czekać, że odchodzący w niebyt obecny prezes Siezieniewski Andrzej, zabierze ze sobą swojego pupila, który podczas czteroletniego panoszenia się na Myśliwieckeiej nie osiągnął niczego, prócz niezadowolenia słuchaczy, zaś magiczne słupki, bożyszcze Witolda Laskowskiego, jak stały, tak stoją.
Dla pocieszenia pozostaje mu jedynie moralna gotowość na 30% słuchalności i tylko jeszcze raz potwierdza się stare porzekadło, że nie rzuca się pereł przed wieprze.
Po pierwsze, załatwia w nocnych programach obecność muzyki polskiej na antenie trUjki, czyli tzw. misję radia (nie)publicznego, dając hołubionej przez siebie pani Agnieszce Szydłowskiej – osobie nieudolnej i płytkiej, której żaden normalnie myślący właściciel radia nie dopuściłby w takim wymiarze do mikrofonu – możliwość grania nieograniczonego niczym chłamu.
Po drugie stara się udowodnić, że programy prowadzone przez wymienione wyżej osobowości radiowe tracą słuchaczy i zapewnić sobie alibi na trwałe usunięcie ich programów z anteny.
Pozostaje z nadzieją czekać, że odchodzący w niebyt obecny prezes Siezieniewski Andrzej, zabierze ze sobą swojego pupila, który podczas czteroletniego panoszenia się na Myśliwieckeiej nie osiągnął niczego, prócz niezadowolenia słuchaczy, zaś magiczne słupki, bożyszcze Witolda Laskowskiego, jak stały, tak stoją.
Dla pocieszenia pozostaje mu jedynie moralna gotowość na 30% słuchalności i tylko jeszcze raz potwierdza się stare porzekadło, że nie rzuca się pereł przed wieprze.
2005-09-08
powrót ::