Refleksje nad stanem korespondencji – Joanna Grochowska
21.03.2005 roku został wystosowany przeze mnie i Mirosława Hardka z Krakowa, list otwarty do czterech najważniejszych osób w państwie, czyli Prezydenta RP, Premiera RP i Marszałków Sejmu i Senatu, w sprawie niekorzystnych zmian w Programie 3 PR, które od czterech lat „toczą” jak rak tę antenę, bądź co bądź, radia publicznego. Zdumiewający okazuje się fakt, że żadna z tych osób nie zareagowała, a szczególnie zdumiewa brak reakcji Premiera Marka Belki, bowiem sprawia wrażenie człowieka, konkretnego, krytycznego, który potrafi mieć własne zdanie i zdanie to otwarcie komunikować.
W międzyczasie list otwarty, zamieszczony na protestacyjnej stronie www.trojka.net/protest, podpisało kilka setek osób, co jednoznacznie świadczy o tym, że tylko dla władz radia protestanci stanowią grupę oszołomów, którym śni się radio prawdziwie misyjne.
Już od dawna niezmierzona siła „wolnych” mediów polega na tym, że żyje w nich tylko to, co służy partykularnym interesom „grupy trzymającej władzę”, a niekoniecznie to, o co upominają się podatnicy wnoszący miesięczny haracz w postaci podatków i abonamentu. Reszta jest bowiem skrupulatnie przez ich „cenzurę” przesiewana, by z głosów krytycznych uczynić nic nie znaczący margines.
Nie odpowiadając, nie nadają formalnego biegu sprawie, bowiem zarozumiałość grupy sprawującej władzę nie sięga poziomu racjonalnej i obiektywnej oceny sytuacji, w której podjęto wiele chybionych decyzji. Wygórowane amozadowolenie decydentów karze im wierzyć, że władza ich jest nieograniczona, a samowola nie podlega odpowiedzialności.
Przeciętnego słuchacza można, mówiąc językiem „targetu” – jak obecnie określa się słuchaczy, „olać”, przecież władza ma zawsze rację, bo jej mentalność, skażona czasami jedynie słusznymi, nie dopuszcza do jakiejkolwiek racjonalnej weryfikacji.
Świadczy to źle o osobach pełniących najwyższe funkcje w państwie, w dodatku osobach mieniących się luminarzami i „nauczycielami” demokracji, które gdyby nie owo mentalne skażenie, umiałyby ocenić skutki nieprzestrzegania zasad tej najtrudniejszej z form społecznego funkcjonowania. źle też świadczy o posłach, którzy zamiast pochylić się nad treścią listu, przesyłali go dalej albo wrzucili do kosza, jakby problem radia publicznego nie był sprawą wszystkich obywateli tego kraju, a oni wybierani byli tylko przez uprzywilejowanych do określania priorytetów.
To właśnie nasza bezradność spowodowała odwoływanie się do najwyższych osób w państwie, a nie do organów prawnie do „reklamacji” uprawnionych, które przez 5 lat nie zrobiły kompletnie nic, by sytuację bodaj zbadać przez wiarygodne sondaże, wspomniany w liście panel, czy ankietę.
List, oprócz Adresatów, został wysłany do ponad 70 odbiorców, w 99% do posłów i senatorów, zwłaszcza tych, którzy posługują się błyskotliwym, acz populistycznym językiem gdy demagogicznie przemawiają, w „trosce” o losy naszego kraju i jego obywateli!
Tak więc otrzymali go: Przewodniczący Sejmowej i Senackiej Komisji Kultury i środków Przekazu i Komisji Ustawodawczej; Przewodnicząca Rady Etyki Mediów, Prezesi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych, Minister Skarbu Państwa, posłowie i senatorowie.
Przewodniczący Sejmowej Komisji Ustawodawczej łaskawie przesłał nasz list do Przewodniczącej KRRiT i Przewodniczącego Sejmowej Komisji Kultury i środków Przekazu, zamiast podjąć inicjatywę ustawodawczą, by abonament stał się częścią finansów publicznych i tym samym podlegał dyscyplinie budżetowej, co bezpośrednio skutkowałoby jego racjonalnym, a nie rozrzutnym dysponowaniem, zwłaszcza w obliczu najnowszych poprawek do ustawy o radiu i telewizji.
Przewodniczący Sejmowej i Senackiej Komisji Kultury i środków Przekazu po raz kolejny wybrali milczenie jako sposób załatwiania problemu, podobnie jak pozostali odbiorcy listu. Posłowie także nie uznali za stosowne sprawie się przyjrzeć, bowiem aktualnie są zajęci pewnie kampanią wyborczą, a z misji i abonamentu nie mogą uczynić atrakcyjnej kiełbasy wyborczej.
Tylko poseł Jan Rokita, który już 4 lata temu był jednym z sygnatariuszy listu otwartego do ówczesnego Przewodniczącego KRRiT, Juliusza Brauna w tej samej sprawie, po raz drugi wsparł swoją życzliwością nasz apel i uczynił obietnicę likwidacji KRRiTu po dojściu do władzy PO.
Inni liderzy zbliżających się wyborów, Donald Tusk, bracia Kaczyńscy, Roman Giertych, Jarosław Kalinowski czy Andrzej Lepper nie zadali sobie cienia trudu, by zmierzyć się z tematem i budować swój elektorat także na problemach przeciętnego obywatela, szczególnie, że chodzi o niezależne media publiczne.
Wnioski nasuwają się same: demokracja w RP nie istnieje, państwo prawa jest fikcją, a posłowie mają, mówiąc kolokwialnie, „w nosie” swoich wyborców.
Joanna Grochowska