274173
Media a koalicja – opinia radiowca
Coraz głośniej mówi się o tym, że to media kreują politykę i polityków, że w coraz doskonalszy sposób opanowują sztukę manipulacji odbiorcami. A jednak, w ramach kampanii przedwyborczej, dyskusja o kształcie mediów, a mediów publicznych w szczególności odbywała się gdzieś na dalekim planie. Raz po raz pojawiały się propozycje prywatyzacji a to jednego programu, a to więcej lub wręcz całych mediów publicznych. W moim przekonaniu to wielce niebezpieczne głosy. Dobre dla komercji, ale niedobre dla społeczeństwa.
Obserwuję to, co dzieje się na rynku radiowym. Rozgłośnie komercyjne z niewielkim wyjątkiem nie zasługują na miano – radia. To raczej dźwiękowe słupy reklamowe otoczone szumem zwanym muzyką.
Radio publiczne, to ogólnopolskie i to lokalne, zamiast przedstawić alternatywną ofertę programową, zamiast tworzyć mądre radio, ustawiło się w kolejce za stacjami komercyjnymi usiłując konkurować z nimi podobnym programem. W rezultacie ostatnie lata to dewastacja publicznego radia, które wchodziło w czasy wolnego rynku z bogatym zapleczem technicznym i intelektualnym. Nie potrafiono jednak tego wykorzystać. W pogoni za utrzymaniem słuchalności zaczęto stosować metody dobre dla handlu butami, ale nie dla tworzenia wartości niematerialnych. Coraz mniej kompetentne gremia kierownicze, dobierane na zasadzie polityczno-towarzyskiej, pozbywały się dziennikarzy, najlepszych twórców programów, którzy mieli inne poglądy niż owe gremia i umacniały oraz rozbudowwywały struktury biurokratyczne.
O najnowszej „reformie” Polskiego Radia mówi się w kręgach radiowców, że takiego chaosu i niekompetencji nie było w tej instytucji od początku jej istnienia. Jako zło konieczne decydenci naszych mediów publicznych traktują misję, a więc to, co jest podstawą istnienia tych mediów. Po to właśnie obywatele płacą abonament żeby mieć ochronę przed komercją i równocześnie najtańszy dostęp do informacji, kultury, edukacji, rozrywki. Misja to nie jedna audycja w grupie audycji komercyjnych, najlepiej umieszczona w godzinach nocnych, ale cały program od rana do wieczora i od wieczora do rana. Misja to promowanie określonego modelu życia, postępowania, uwrażliwiania na kulturę i sztukę, na najlepsze tradycje, to język niezachwaszczony, to przyjacielska porada, a także rozrywka na poziomie.
Medialni „znawcy” zakrzykną, że takiego programu nikt nie będzie chciał oglądać i słuchać, bo nie będzie sformatowany i bez play-listy. Ale to tylko będzie znaczyło, że „znawcy” nie potrafią połączyć treści misyjnych z atrakcyjną formułą. A to zrobić oczywiście można, tylko to wymaga przyciągnięcia do mediów publicznych najwybitniejszych twórców i mądrych organizatorów, bez względu na ich przynależność partyjną i sympatie polityczne. I na to powinny być przeznaczone fundusze publiczne. Natomiast wielka czapa biurokratyczna, czyli te wszystkie rady nadzorcze, rady programowe, Krajowa Rada, wieloosobowe zarządy, biura i rozbudowane dyrekcje powinny odejść w niepamięć. Wtedy okaże się, że pieniędzy będzie więcej na program. Krajową Radę Radiofonii i Telewizji z powodzeniem może zastąpić międzyresortowa komisja przy Ministerstwie Kultury. W końcu do czegoś to Ministerstwo chyba jest.
I na koniec refleksja natury ogólnej. Z pieniędzy publicznych wypada rozliczać się publicznie. Jeżeli ktoś rządzi niegospodarnie, doprowadza do strat finansowych, to ponosi odpowiedzialność sądową. Natomiast za niszczenie wartości, które powinien nieść program publicznych mediów nie ma odpowiedzialności. Program Trzeci Polskiego Radia jest tu najlepszym przykładem. Z Programu, który był najbardziej opiniotwórczym programem radiowym uczyniono więcej niż mierną rozgłośnię komercyjną. Uczyniono to wbrew kilkuletnim, protestom słuchaczy, największym protestom w całej historii Polskiego Radia. I co, czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność?
Żeby media publiczne nie były sterowane przez reklamodawców należałoby zrezygnować z reklam i zapewnić pełną ściągalność abonamentu. To perspektywa docelowa. Nie od razu może być zrealizowana. Ale świadomość takiego celu warto mieć na uwadze. I warto o tym porozmawiać.
____________
Nazwisko autora do wiadomości redakcji.
Obserwuję to, co dzieje się na rynku radiowym. Rozgłośnie komercyjne z niewielkim wyjątkiem nie zasługują na miano – radia. To raczej dźwiękowe słupy reklamowe otoczone szumem zwanym muzyką.
Radio publiczne, to ogólnopolskie i to lokalne, zamiast przedstawić alternatywną ofertę programową, zamiast tworzyć mądre radio, ustawiło się w kolejce za stacjami komercyjnymi usiłując konkurować z nimi podobnym programem. W rezultacie ostatnie lata to dewastacja publicznego radia, które wchodziło w czasy wolnego rynku z bogatym zapleczem technicznym i intelektualnym. Nie potrafiono jednak tego wykorzystać. W pogoni za utrzymaniem słuchalności zaczęto stosować metody dobre dla handlu butami, ale nie dla tworzenia wartości niematerialnych. Coraz mniej kompetentne gremia kierownicze, dobierane na zasadzie polityczno-towarzyskiej, pozbywały się dziennikarzy, najlepszych twórców programów, którzy mieli inne poglądy niż owe gremia i umacniały oraz rozbudowwywały struktury biurokratyczne.
O najnowszej „reformie” Polskiego Radia mówi się w kręgach radiowców, że takiego chaosu i niekompetencji nie było w tej instytucji od początku jej istnienia. Jako zło konieczne decydenci naszych mediów publicznych traktują misję, a więc to, co jest podstawą istnienia tych mediów. Po to właśnie obywatele płacą abonament żeby mieć ochronę przed komercją i równocześnie najtańszy dostęp do informacji, kultury, edukacji, rozrywki. Misja to nie jedna audycja w grupie audycji komercyjnych, najlepiej umieszczona w godzinach nocnych, ale cały program od rana do wieczora i od wieczora do rana. Misja to promowanie określonego modelu życia, postępowania, uwrażliwiania na kulturę i sztukę, na najlepsze tradycje, to język niezachwaszczony, to przyjacielska porada, a także rozrywka na poziomie.
Medialni „znawcy” zakrzykną, że takiego programu nikt nie będzie chciał oglądać i słuchać, bo nie będzie sformatowany i bez play-listy. Ale to tylko będzie znaczyło, że „znawcy” nie potrafią połączyć treści misyjnych z atrakcyjną formułą. A to zrobić oczywiście można, tylko to wymaga przyciągnięcia do mediów publicznych najwybitniejszych twórców i mądrych organizatorów, bez względu na ich przynależność partyjną i sympatie polityczne. I na to powinny być przeznaczone fundusze publiczne. Natomiast wielka czapa biurokratyczna, czyli te wszystkie rady nadzorcze, rady programowe, Krajowa Rada, wieloosobowe zarządy, biura i rozbudowane dyrekcje powinny odejść w niepamięć. Wtedy okaże się, że pieniędzy będzie więcej na program. Krajową Radę Radiofonii i Telewizji z powodzeniem może zastąpić międzyresortowa komisja przy Ministerstwie Kultury. W końcu do czegoś to Ministerstwo chyba jest.
I na koniec refleksja natury ogólnej. Z pieniędzy publicznych wypada rozliczać się publicznie. Jeżeli ktoś rządzi niegospodarnie, doprowadza do strat finansowych, to ponosi odpowiedzialność sądową. Natomiast za niszczenie wartości, które powinien nieść program publicznych mediów nie ma odpowiedzialności. Program Trzeci Polskiego Radia jest tu najlepszym przykładem. Z Programu, który był najbardziej opiniotwórczym programem radiowym uczyniono więcej niż mierną rozgłośnię komercyjną. Uczyniono to wbrew kilkuletnim, protestom słuchaczy, największym protestom w całej historii Polskiego Radia. I co, czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność?
Żeby media publiczne nie były sterowane przez reklamodawców należałoby zrezygnować z reklam i zapewnić pełną ściągalność abonamentu. To perspektywa docelowa. Nie od razu może być zrealizowana. Ale świadomość takiego celu warto mieć na uwadze. I warto o tym porozmawiać.
____________
Nazwisko autora do wiadomości redakcji.
2005-11-08
powrót ::