237691
Jak bohatersko Targalskiego broniono
Pięć razy PiS-owscy członkowie rady nadzorczej publicznego radia chodzili do kancelarii premiera Kaczyńskiego po instrukcje, jak ratować swojego wiceprezesa PR przed odwołaniem. Instrukcje wykonali - Jerzy Targalski rządzi w PR do dziś
Konflikt wokół wiceprezesa rozgorzał, gdy w połowie kwietnia 2007 r. "Gazeta" ujawniła jego skandaliczne zachowanie wobec zwalnianych dziennikarzy. Targalski ich poniżał, obrażał, wyrzucał z radia bez względu na ich kwalifikacje i doświadczenie. Skargi pracowników na Targalskiego badała już radiowa komisja etyki.
Sprawą zajęła się rada nadzorcza radia w całości obsadzona ludźmi ówczesnej koalicji (pięciu na dziewięciu członków to ludzie rekomendowani przez PiS, LPR i Samoobrona dostały po dwa miejsca).
21 kwietnia rada jednogłośnie zawiesiła Targalskiego, wywołując protesty środowisk związanych z PiS. W jego obronie stanęli ludzie działający z nim w opozycji. - Wiedzieliśmy, że nasza decyzja zaniepokoiła rząd - mówi nam jeden z członków rady. - Nie rozumieli, jak kontrolowana przez nich rada nadzorcza mogła zawiesić "ich" człowieka.
I wtedy Adam Lipiński, szef gabinetu politycznego premiera Jarosława Kaczyńskiego, wzywał PiS-owską część rady do siebie. Tak się złożyło, że właśnie wtedy, kiedy rada miała zająć się Targalskim.
Wizyta pierwsza. 23 kwietnia szefowa rady nadzorczej Irena Kleniewska (z rekomendacji PiS, radna Warszawy; bez sukcesu kandydowała w wyborach do Sejmu w 2005 r. z list PiS) została zaproszona do kancelarii premiera przez Lipińskiego. Jej wizytę odnotowało biuro przepustek kancelarii.
Wizyta druga i trzecia. Następne wizyty Kleniewska złożyła ministrowi Lipińskiemu 21 i 23 maja - przed kolejnym zaplanowanym na 25 maja posiedzeniem rady nadzorczej w sprawie Targalskiego.
- Nie dziwię się, że to Kleniewska była wzywana do kancelarii - mówi nasz rozmówca z rady. - Jako przewodnicząca ma ogromny wpływ na ustalanie porządku obrad, de facto decyduje, czy będziemy jakiś wniosek głosować, czy nie.
Rada w tym czasie ma już niekorzystny dla wiceprezesa radia raport komisji etyki. Komisja uznaje, że Targalski szkodzi wizerunkowi PR, i potwierdza, że zwalniając ludzi z pracy, zachowywał się obcesowo i ich skrzywdził. Mimo to rada nadzorcza Targalskiego nie odwołuje, blokuje to właśnie część pisowska (do odwołania potrzeba sześciu głosów). Rada decyduje, że jeśli Targalski przeprosi za swoje zachowanie, to go odwiesi.
Wizyta czwarta i piąta (i to tego samego dnia). Na trzy dni przed posiedzeniem rady, na którym ma się rozstrzygnąć los Targalskiego, Lipiński intensyfikuje kontakty z radą. 6 czerwca aż dwa razy gości u niego pisowska trójka: Kleniewska, Mirosława Bielecka i Mariusz Siembiga. - To najbardziej propisowska część rady, nie dziwi, że akurat oni chodzili po instrukcje - komentują niepisowscy członkowie rady.
Maciej Łętowski, b. szef Informacyjnej Agencji Radiowej w PR, twierdzi, że "na tym spotkaniu pisowska część rady nadzorczej usłyszała, że Targalski powinien bezwarunkowo zostać". I faktycznie, 9 czerwca pięciu pisowskich członków rady głosuje za odwieszeniem Targalskiego. O postawionym mu wcześniej warunku, że ma przeprosić, nie ma już mowy. Targalski nadal zasiada w zarządzie radia.
Adam Lipiński najpierw nie pamięta swoich spotkań z członkami rady, mówi, że może raz spotkał się z Ireną Kleniewską, którą zna od kilku lat, zresztą spotykał się z nią poza kancelarią premiera. Gdy przedstawiam mu dane z biura przepustek, milknie, a potem przypomina sobie, że faktycznie spotkał się z Kleniewską, bo chciał się dowiedzieć, o co chodzi w tej awanturze o Targalskiego.
To dlaczego było tych spotkań tak wiele i nie tylko z szefową rady? Dlaczego zbiegały się z posiedzeniami rady nadzorczej?
Lipiński: Pyta pani, czy wpływałem na nich? Nie, oczywiście, że nie. Apelowałem tylko o racjonalne decyzje. Gdybym miał złe intencje, tobym się spotykał z panią Kleniewską poza kancelarią.
Przecież wcześniej mówił pan, że spotykał się pan z nią poza kancelarią.
- Tak, ale to było przy okazji jakichś pisowskich imprez.
Czy wtedy, kiedy rada decydowała o losie Targalskiego, spotkał się pan z szefową rady poza kancelarią?
- Pewnie tak, dokładnie nie pamiętam.
Lipiński nie pamięta też, czy o tych spotkaniach wiedział premier Kaczyński: - Opowiadałem mu o sytuacji Targalskiego w radiu, ale nie sądzę, bym wspominał o rozmowach z członkami rady.
Mariusz Siembiga, inny członek rady zapraszany do Lipińskiego, też w pierwszym odruchu zaprzecza: - Byłem w kancelarii tylko kilka razy w życiu, ostatni raz parę lat temu.
Gdy ujawniam, że znam daty tych wizyt, przypomina sobie, że faktycznie był u Lipińskiego: - Ale minister był krótko, potem zostaliśmy we własnym gronie.
Członkowie rady nadzorczej radia obradowali w siedzibie rządu?
- No, nie wiem.
To po co pan tam poszedł?
- Na zaproszenie pani przewodniczącej.
Rozmawialiście o Targalskim? Żeby go nie odwoływać?
- Nie pamiętam.
Irena Kleniewska nie mogła rozmawiać. Obiecała oddzwonić...
GW, Agnieszka Kublik ____________
Tekst pochodzi z Gazety Wyborczej.
2008-01-31
powrót ::