446083

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

Redakcja:

Nas słuchasz? Nas słuchać nie możesz, bo jesteśmy jedynie fanami PR3, a nie samym PR3.

GOŚĆ:

rano w audycji komentuje gość z gościa niedzielnego, już nie słucham trójki. Mam nadzieję,że Niedźwiedź wróci do złote przeboje. ta sytuacja to cała twarz zakomlpeksionego PISu i zemsta prezesa Jareczka.

karolasek:

Niestety, większość z Was ma rację. Z jednej strony Kaczkowski (bo wróci), Mann (jak nie odejdzie), J Ptaszyn Wróblewski, a z drugiej p. Szydłowska i p. Stelmach. Kiedyś można było słuchać Trójki całą dobę, dzisiaj trzeba ciągle "gasić i zapalać". I ten Semka........... ręce opadają.

"Gala" rozmawia z Krzysztofem Skowrońskim

12. numer Gali przynosi wywiad z Krzysztofem Skowrońskim
Krzysztof Skowroński
Cukier puder z nieba
Do niedawna Krzysztof Skowroński, szef radiowej Trójki. Teraz sam jest bohaterem audycji i publikacji. Stracił pracę po kontroli przeprowadzonej w Polskim Radiu. Zarzucono mu nieprawidłowości finansowe. Słuchacze, którzy dzięki niemu odzyskali zaufanie do stacji, chcą jego powrotu. Jaki jest w domu człowiek, który tak zamieszał w eterze?
GALA: Odchodzi pan z gabinetu szefa radiowej Trójki w atmosferze skandalu.

Krzysztof Skowroński: Czuję się trochę jak szaleniec, który chodzi z kartką, macha nią wszystkim przed nosem i mówi: „Jestem niewinny”. Albo jak właściciel psa, który musi udowodnić, że jego pupil nie jest wściekły. Mam takie oświadczenie specjalistki od finansów w Programie Trzecim, że przez cały czas mojej pracy w Trójce wszystkie dokumenty wychodziły zgodnie z procedurą i docierały do adresata, czyli do mojego przełożonego. Wszystko było więc w porządku.

Według „Gazety Wyborczej” księgowa, która zwróciła uwagę na nieprawidłowości, dostała naganę.

Przez miesiąc zastępowałem Michała Karnowskiego, który prowadził poranne wywiady. Miałem w związku z tym wyższe wynagrodzenie, które zakwestionował prezes radia, bo przekroczyłem limit zarobków obowiązujący w systemie. Księgowa dostała za to naganę, o czym nie wiedziałem, bo byłem na urlopie. Żeby być w porządku, zrezygnowałem z honorarium w następnych miesiącach. Ale w świat poszła informacja, że była jakaś nieuczciwość z mojej strony. Żadnej nieuczciwości nie było.

Audyt był źle przeprowadzony?

Na posiedzeniu rady nadzorczej Polskiego Radia osoby przeprowadzające audyt wyraźnie powiedziały, że są jedynie proceduralne niedociągnięcia po stronie działów finansowych Polskiego Radia. W żaden sposób nie byłem zobligowany do pilnowania, by prezes podpisał moje wynagrodzenie.

Ale wysokość odprawy została panu podniesiona.

Tak. Na moje własne żądanie. Chciałem mieć gwarancję dłuższą niż 6 miesięcy. Tyle rzeczy robiłem bez gwarancji, że chciałem mieć dłuższe zabezpieczenie. W Radiu ZET miałem 9-miesięczną odprawę. Człowiek na takim stanowisku jak moje, który tyle wie o firmie, dla jej bezpieczeństwa powinien mieć tak długi okres wypowiedzenia. Mój poprzednik nie miał długiego okresu wypowiedzenia i wskutek tego mógł ściągnąć do swojej nowej firmy Marka Niedźwieckiego. Ze stratą dla Trójki.

Wypłacał pan sobie kwartalne nagrody w wysokości 15 tysięcy złotych?

System nagród jest w Trójce ten sam od wielu lat. To była decyzja prezesa, czy i ile mi wypłaci. Kwoty były różne. Raz dostawałem, raz nie.

Będzie się pan procesował?

Pytanie, czy warto tracić energię na walkę, która może potrwać lata? Wolę tworzyć coś nowego, niż chodzić po sądach, ale oczywiście będę dbał o swoje dobre imię.

Trwa debata, czy Trójka była radiem inteligenckim, czy PiS-owskim?

Na pewno nie PiS-owskim. Zostałem dyrektorem Trójki dlatego, że się znam na radiu i radio jest moim żywiołem. Stworzyłem radio wielowymiarowe. Uwolniłem je od playlisty. A w sprawach politycznych to, co robiłem, było rozszerzeniem zakresu. Dla Trójki komentowali dziennikarze zarówno „Gazety Wyborczej”, jak i „Rzeczpospolitej”. W przeglądach prasy cytowaliśmy tytuły od lewa do prawa. W niczym nie naruszyłem równowagi medium publicznego. To było radio autorskie. O jego niezależności świadczą podpisy tak wielu ludzi zebrane pod listem w obronie Trójki.

Dlaczego jeździł pan do domu Jarosława Kaczyńskiego? Po wywiad?

Pojechałbym i do Donalda Tuska, i do Adama Michnika, gdyby mi powiedzieli: „Udzielę ci wywiadu pod warunkiem, że przyjedziesz do mnie do domu o 22.30, w piątek”. Jeździmy za politykami wszędzie, gdzie się da. I to jest naturalne. Nienaturalne jest robienie wywiadu i dawanie go do ocenzurowania politykowi. Kaczyński nie miał prawa do autoryzacji. Zresztą jeździł do niego TOK FM, RMF FM, Tomasz Lis.

Do domu Aleksandra Kwaśniewskiego też by pan pojechał?

W moim życiu nieraz za nim w różne miejsca jeździłem.

Lubił pan władzę?

Nie rządziłem, pozwalałem rozwijać się mojej wyobraźni. Nie byłem kontrolerem ludzi, lecz snułem wizje. Nie byłem dyrektorem, mocarzem, bo często, gdy mówiłem bzdury i żartowałem, brano to na poważnie, a gdy mówiłem poważnie, to wszyscy się śmiali.

To dobrze świadczy o dyrektorze dużej stacji radiowej?

Dobrze. Byłem dyrektorem, który nie używał aparatu represji. Na szczęście o czasie swojego dyrektorowania nie muszę świadczyć sam. Można przeczytać tekst Wojciecha Manna w „Dzienniku”.

Czego jest panu najbardziej żal?

Ludzi oczywiście. Czułem się w tym radiu fantastycznie. To była twórczo rozgrzana do czerwoności maszyna. Ale przecież zdawałem sobie sprawę, że to jest sztafeta i że pałeczkę muszę przekazać komuś innemu. Szkoda, że to się kończy tak.

Już raz tracił pan pracę w głośny sposób, w Radiu ZET.

Radio ZET to był dom. Z domu się nie chce odchodzić.

Co będzie pan teraz robił?

Nie wiem. Mam wiele pomysłów.

Może praca w wodociągach i kanalizacji? Nie pytam bez powodu.

Nie jestem specjalistą od wodociągów, ale mój dziadek Wiktor Petrozolin był jednym z dyrektorów warszawskich Filtrów. Projektował jedno z ujęć wody dla Warszawy. Napisał też dla studentów politechniki podręcznik o rurach. Nawet chciałem go kiedyś przeczytać, ale się nie udało. Całkiem niedawno, kiedy przechodziłem koło Filtrów, zacząłem rozmowę z wartownikiem. Okazało się, że pamiętał mojego dziadka. Byłem tym wzruszony.

A czy zna pan scenariusz filmowy, który dziadek napisał przed wojną?

Nie, ale widziałem bajkę, którą napisał w czasie wojny, z pięknymi ilustracjami. Świat bajki można nazwać ucieczką od rzeczywistości, ale fajniejsze byłoby stwierdzenie, że to powrót do rzeczywistości.

Pan podobno najlepiej czuje się w zaczarowanym, dziecięcym świecie.

Do pewnego stopnia tak jest. U dzieci jest ciekawiej. Jeśli chodzi o nasze baśniowe życie rodzinne, jest ono zmonopolizowane przez moją żonę. Ania opowiada o Lisku Chytrusku i jego przygodach. Ponieważ wyobraźnia mojej żony jest potężniejsza, więc dzieci wciąż domagają się Liska Chytruska. Ale ostatnio udało mi się opowiedzieć bajkę, która zyskała ich aplauz. Duże wrażenie zrobiła na nich informacja, że my, ludzie, mamy wspólnego przodka – małża. Dzieci uznały więc, że ich wujem jest małż, i domagają się o nim opowieści.

Jaki był dom, w którym sam pan słuchał bajek?

Zostałem wychowany w domu, w którym panował matriarchat. Mój sposób myślenia nie został ukształtowany przez mężczyznę, czyli nie był dogmatyczny, nie było w nim nakazów i zakazów. „Surfowałem na miłości, która mnie otaczała”.

Gdzie był w tym czasie pana ojciec?

W kosmosie.

Czyli?

Gdzieś. Nie wiem. Nie było wtedy GPS-ów.

A gdyby były? Szukałby go pan?

To był mój świat zastany, w którym nie było ojca. Przez pewien czas dziwiły mnie domy, w których kręci się facet palący papierochy i oglądający mecze oraz przesiadujący przed telewizorem. Gdyby ojciec nagle odszedł z domu, byłaby w moim życiu przerażająca pustka. Ale w moim domu go nie było.

Nigdy pana nie ciekawiło, kim był? Dlaczego odszedł?

Nie ciekawiło mnie.

A gdzie podziała się pana słynna dociekliwość?

W ogóle sobie nie zadawałem takich pytań. Znałem legendę: wyjechał. OK. Nie ma. Koniec. Kropka.

Teraz, gdy sam jest pan ojcem, jak pan to postrzega?

Bez ojca świat jest uboższy. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Teraz jako ojciec sam tworzę rolę, nie odwołuję się do wzoru, ale sam go tworzę. Bycie ojcem jest cudowne.

Znajomi o pana rodzinie mówią: „utopia zrealizowana”. Jak pan to robi?

Z wychowaniem jest jak z Małyszem. Ten sport wydaje się czymś wyjątkowo trudnym, jak się zaczyna o tym myśleć. Natomiast jak Adam leci, to po prostu leci. Wychowanie to jest codzienność, w której człowiek manewruje, raz lepiej, raz gorzej. To wymaga pewnej mobilizacji i poświęcenia.

Dlaczego warto mieć dużo dzieci?

Bo każde dziecko to wszechświat. Mamy cztery wszechświaty!

Co jest warunkiem posiadania szczęśliwej rodziny?

Pozostanie dzieckiem. Sami musimy być dziećmi, żeby się z nimi bawić, mieć kontakt. Więc jeżeli Marysia wygląda przez okno i mówi: „Ale dużo cukru pudru spadło z nieba”, to naszym wyborem jest, czy uznajemy to za cukier puder, czy uprzemy się, że to jest śnieg.

A może lepiej nauczyć je dostosowywać się do świata, a nie budować inność, za którą kiedyś mogą zapłacić?

Chcę pokazać moim dzieciom, że w życiu liczy się wolność wewnętrzna i dystans. Tylko wtedy człowiek jest szczęśliwy.

Nadmierny dystans bywa jednak zabójczy.

Być może, ale odróżnianie zdarzeń ważnych i nieważnych jest fundamentem wewnętrznego spokoju.

Kim pan chciał być?

Kiedy byłem licealistą, chciałem być poetą, pisarzem albo filozofem. Wyobrażałem sobie, że będę żył zgodnie z XIX-wieczną tradycją polskiej emigracji: biedny, na poddaszu w Paryżu, piszący kryminały, których nikt nie czyta. Co można było wtedy robić w komunistycznej Warszawie? W najlepszym razie zostać alkoholikiem.

A dlaczego nie został pan filozofem? Wydaje mi się, że pan zawsze to kochał, a nie dziennikarstwo.

To, czy ktoś był filozofem, okazuje się, jak człowiek ma siwe włosy. A jeśli chodzi o filozofię akademicką, to ona jest zbyt skomplikowana jak na moją głowę. Jestem bardziej podobny do komara niż do filozofa. Wolę sobie brzęczeć, niż ogarniać duże obszary wiedzą, która tak naprawdę jest dosyć pusta.

I nie miał pan ulubionego filozofa?

Lubiłem tych, którzy usprawiedliwiali lenistwo. Np. Sokratesa, który mówił: „Wiem, że nic nie wiem”. I św. Augustyna, który powiedział: „Kochaj i rób, co chcesz”.

Proszę uważać, bo ojciec Rydzyk już skrytykował Jurka Owsiaka za ten cytat ze św. Augustyna.

Rozumiem to zdanie św. Augustyna w ten sposób: jeżeli nie złość czy nienawiść jest fundamentem twojego działania, to możesz sobie pozwolić na wszystko. Nie skrzywdzisz po drodze drugiej osoby.

Ciekawa jest biografia św. Augustyna. To był poganin, który nagle wszedł w kompletnie inny kosmos – w świat chrześcijański. Czy pan też miał taki moment zwrotny w życiu?

Takiego momentu nie miałem. Nie doznałem iluminacji. Św. Augustyn tak, ja nie.

A poznanie żony Ani nie było takim momentem?

To mnie pani załatwiła! Oczywiście, że było!

Mówi się o panu jako o człowieku prawicy. Albo: „nawrócony na konserwatyzm”.

Jan Paweł II, gdy przemawiał do polskiej młodzieży, powiedział: „Jedźcie do Paryża i powiedzcie, że jesteście od Mieszka”. I to jest to. Nieważna jest prawica czy lewica. Ja jestem od Mieszka.

Świetnie brzmi, ale co to znaczy?

Jestem także z tradycji tego, co się urodziło 31 sierpnia 1980 roku. Wtedy wróciło do nas to, co Polska zbudowała jako swój oryginalny ustrój, którym była zasada liberum veto. W XVIII wieku można było sobie pojechać na sejmik i powiedzieć: „Nie pozwalam!”. To się źle skończyło, ale było piękne! Pod Warszawą 10 tys. osób krzyczało: „Nie, ten Francuz nie! Chcemy Szweda na króla!”.

Frakcje, koterie, pijaństwo...

Pewnie tak było, ale sama myśl jaka piękna...

Pan nie jest takim „ukrytym anarchistą”? Spętanym dorosłością, funkcjami?

Oczywiście, wolę chaos niż porządek! Ale ten chaos musi się porządkować.

Jak godzi pan chaos z katolicyzmem? Boga należy wciągnąć w swoje życie, bo inaczej się pogubimy?

Boga się w nic nie wciąga. To Bóg wciąga. Bo co znaczy budować cywilizację miłości? Przecież wystarczy wyjść od szacunku do drugiego człowieka. Jeżeli uznaję maksymę „Kochaj i rób, co chcesz”, to wiem, że i tak się podzielę z innymi i dlatego niestraszne mi państwo liberalne.

Pełnione funkcje nie wymagały czasami rezygnacji z przekonań?

Nie. „Byłem urzędnikiem państwowym piątej klasy”. To chyba z Czechowa? Ani poeta, ani szaleniec. Tak naprawdę jestem przewidywalnym nudziarzem.

A czym jest tak znudzony Krzysztof Skowroński?

Nie jestem znudzony, tylko mówię, że jestem nudziarzem. Dodatkowo mam pustą głowę. Ale ponieważ mam pusto w głowie, jest mi łatwiej. Tak, życie z pustą głową jest o wiele łatwiejsze niż życie z pełną głową.

To świetny początek nowej bajki dla pana dzieci. Z pewnością zdobędzie pan ich aplauz.

Był sobie raz człowiek, którego głowa była zupełnie pusta... szybko i w takim stylu. Żyłem w świecie złożonym z dwóch radości: z radości wychodzenia do pracy i z radości wracania do domu.
____________
Gala, nr 12/2009
rozmawiała Anna Kaplińska
2009-04-05

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.