Marek Niedźwiecki - Rzeczpospolita
|
Marek Niedźwiecki, prezenter radiowy Jutro na antenie Programu 3 Polskiego Radia tysięczne notowanie listy przebojów
fot. ANDRZEJ WIKTOR Marek Niedźwiecki - od kwietnia 1982 roku prezenter Programu 3 Polskiego Radia i prowadzący listę przebojów. Obecnie nadawana jest ona w każdy piątek o godz. 19.05. Jutro wieczorem poznamy przebój wszech czasów wybrany przez słuchaczy spośród trzydziestu piosenek najdłużej utrzymujących się na pierwszym miejscu. Jak pan zaczyna dzień? MAREK NIEDŻWIECKI: O szóstej rano wyłączam budzik i włączam radio. Słucha pan czasem innych rozgłośni niż Trójka? Tak. I nie jestem zadowolony z tego, co słyszę. Dlaczego? Zbyt dużo tam piosenek, na które szkoda mi czasu w moich audycjach. Nie chcę wymieniać nazw, ale nie gustuję w tych wszystkich "włosko-niemieckich" zespołach. Część winy za niską jakość wielu utworów w stacjach komercyjnych ponoszą firmy fonograficzne, które prowadzą politykę "singlową". Ja, "Niedźwiedź" z Trójki, mogę sobie pozwolić na wyciągnięcie z płyty piosenki, której nie wydano na singlu. A prezenterzy stacji prywatnych albo czasem boją się narazić fonograficznym potentatom, albo nie dostrzegają potrzeby selekcji. Zdarza się, że dostaję dwadzieścia singli w tygodniu, a z czystym sumieniem mogę wybrać najwyżej pięć takich, które zaprezentuję na antenie. Czuje się pan odpowiedzialny za gust Polaków? Teraz niewiele mogę o tym guście powiedzieć. Program 3 nie ma już dawnych 30 procent słuchaczy w Polsce. Czy w latach 80. uważał się pan za nauczyciela muzyki? Nie. Dopiero teraz, kiedy czytam wspomnienia ludzi z pokolenia 1982-1985, dociera do mnie, jak ważna była dla nich lista przebojów Trójki. Dorośli dzisiaj ludzie przyznają się do tego, że piosenki z listy kojarzą im się z najistotniejszymi wydarzeniami w ich życiu. Nie czułem się nauczycielem, po prostu starałem się prezentować to, co w muzyce wydaje mi się wartościowe. Wolałem nadać Stinga, Dire Straits, Pink Floyd niż Modern Talking. Jutro dowiemy się, jaki jest przebój tysiąca wydań prowadzonej przez pana listy. Na co pan by głosował? Na "Autobiografię" Perfectu. To zapis także mojej młodości. Piotr Kaczkowski wylansował ten utwór w jeden wieczór i stał się on hymnem pokolenia. Nie twierdzę, że to moja ulubiona piosenka wszech czasów, ale kiedy myślę o liście, słyszę "Autobiografię". Zresztą a propos gustu muzycznego Polaków, jeśli przejrzy się notowania z lat 1982-1989, widać, że ten gust był dobry. To był fantastyczny okres polskiego rocka, największe hity Perfectu, Lady Pank, Maanamu, Republiki. Ma pan sentyment do tych zespołów? Oczywiście, że tak. Czy dla dzisiejszych pana słuchaczy to nie są już "dinozaury"? Pewnie dla tych młodszych - tak. Kiedy ja byłem młody i słyszałem, że Czerwone Gitary obchodzą dwudziestolecie istnienia, łapałem się za głowę. Teraz "dwudziestkę" kończy Republika... Ale przecież nie zmienię się i nie będę udawał, że jestem młodszy. To jest muzyka mojego pokolenia i cieszę się, że te zespoły utrzymują dobrą formę. Czy to nie jest piękne, że Budka Suflera osiągnęła swój największy sukces komercyjny po 25 latach wspólnego grania. A jak po 19 latach ma się lista przebojów Trójki? Znakomicie. 90 procent głosów przychodzi do nas pocztą elektroniczną. Co tydzień swoje typy przysyła około 20 tysięcy ludzi. To daje satysfakcję. Miewa pan jeszcze tremę przed wejściem do studia? Tak. Choćby przed jutrzejszym, tysięcznym wydaniem. Nigdy nie reżyserowałem swoich audycji, nie mam zeszytu, gdzie wpisuję sobie antenowe grepsy. To, jak prowadzę listę, zależy od wielu czynników: od pogody, nastroju, listów, które przychodzą, kondycji realizatora. Zwykle, kiedy o godz. 19.05 wchodzę na antenę, adrenalina skacze mi w górę. I czasem zostaje na wysokim poziomie, a czasem opada. Trochę się boję, bo co będzie, gdy jutro przytrafi mi się psychiczny "dołek"? Takie wydanie zdarza się przecież raz na tysiąc... Na szczęście przed listą zagrają Republika i Myslovitz, więc mam nadzieję, że słuchacze będą rozgrzani. Zaprosiłem też do studia wielu gości, którzy powspominają dawne dzieje. Wierzę, że będzie ciekawie.
Rozmawiał Krzysztof Feusette
|