693248
Marek Niedźwiecki w rozmowie z Moniką Połowską, 25 kwietnia 2002
Marek Niedźwiecki, dziennikarz Trójki. W czwartek brał udział w dyskusji panelowej Świętej pamięci rock'n'roll
Lista Przebojów Trójki skończyła w środę 20 lat. Pamiętasz pierwsze notowanie?
Pamiętam, bo byłem przerażony, miałem drgawki na całym ciele i myślałem, że nie dożyję do końca notowania, a dożyłem do 1055. Po tym pierwszym okazało się, że gruchnęło to w Polskę i zaczęły przychodzić setki, tysiące kartek pocztowych. Potem lista zaczęła przygasać i gdyby nie internet, to pewnie już by nas nie było.
Prowadzenie tej samej audycji tak długo... Nie znudziłeś się, nie wpadłeś w rutynę?
Gdyby to była rutyna, to chyba przestałbym to robić. To coś tak niesamowitego, że ciągle jest przyjemnością. Lista wzięła się z mojej pasji i hobby. Urodziłem się i wychowałem w małym miasteczku i od zawsze marzyłem o tym, że jak dorosnę, to będę takim panem Markiem, który robi listy przebojów w Trójce. Spełniło się moje największe marzenie, robię to, co lubię i jeszcze mi za to płacą.
W czym tkwi sukces tej listy?
Tak naprawdę, to nie wiem. Może w tym, że staram się zawsze zrobić ją na 100 proc., może w formule listy, w tym, że jest ona tylko raz w tygodniu. A może w tym, że sama w sobie stała się instytucją, bo to nie jest lista przebojów Marka Niedźwieckiego, to jest lista przebojów Trójki i żyje swoim życiem. Wiele rzeczy złożyło się na sukces tej audycji, m.in. to, że bawiłem się słowem, dźwiękiem i wykonywałem na antenie takie rzeczy, które wcześniej uznawane były za brud antenowy. Na przykład kawa się rozlała, gryzłem jabłko czy spóźniałem się do studia i byłem zdyszany. Lista była na żywo, to przechodziło i nagle ludzie chcieli, żebym częściej spadał z krzesła. Nigdy nie mam scenariusza, że dzisiaj przyjdę do studia i będę wesoły albo będę ubrany na czarno. Nie ma takich samych wydań listy.
Pamiętasz zabawne historie o gościach listy?
Kiedyś na liście pojawił się szkocki zespół Nazareth. Oni mówią takim angielskim, że ja po prostu kompletnie nie wiedziałem, co wokalista do mnie powiedział. Audycja oczywiście na żywo. Jego koledzy widząc moje przerażone oczy, mówią co, nic nie zrozumiałeś, nie przejmuj się my od dwudziestu lat nie wiemy, co on do nas mówi. Albo uczyłem Madonnę, żeby powiedziała Lista Przebojów Programu Trzeciego, a ona mówiła - przepojów, przebojów jej nie wyszło.
Lubisz jak ktoś cię zastępuje na antenie?
Lubię, bo wtedy wyjeżdżam.
Słuchasz wtedy listy?
Nie, nigdy. Chyba że byłem chory, to oczywiście słuchałem i nie mogłem się powstrzymać od tego, żeby wsiąść w samochód, pojechać do studia i coś zrobić. Bo zwykle zastępował mnie Grześ Miecugow, który używał sobie na mnie, że Niedźwiedź śpi czy niedomaga. Wtedy odbywało się wodzenie Niedźwiedzia. A w zasadzie każdy wyjazd to dla mnie katorga. Myślę tylko o tym, żeby wrócić.
Czy Marek Niedźwiecki przejdzie kiedyś na emeryturę?
Przejdzie. Nie wiem, jak długo jeszcze będę mógł robić listę. Kiedyś odstawią mnie do archiwum.
Co słychać u Aliny?
Wczoraj trochę się obraziła, bo nie mówiłem o niej rano na antenie. To nieprawda, bo wspominałem, że jest moją najdłuższą partnerką. Szczęśliwie udało mi się wydać ją za Holendra i dlatego mamy teraz korespondentkę w Holandii. Dobrze nam idzie razem na antenie. Ja w ogóle lubię gnębić kobiety w czasie listy. Najpierw była Maria, potem Pierzasta, a teraz jest Helena.
Podobają ci się zmiany w Trójce?
Nie akceptuję wszystkiego, co się teraz w radio dzieje. Mówię to otwarcie i jest mi przykro, kiedy ludzie mnie oskarżają o zmiany. Bo ja jestem szefem redakcji muzycznej, czyli małym trybikiem w całym kieracie. Trójka musiała się zmienić, ale nie podoba mi się to, że zaczynamy przejmować wszystkie najgorsze rzeczy z komercji, które kiedyś krytykowaliśmy: dżingle czy muzyczkę pod wiadomościami. Ale jeśli to jest dobry sposób, żeby słuchacze do nas wrócili, to trudno - niech będzie.
Lista Przebojów Trójki skończyła w środę 20 lat. Pamiętasz pierwsze notowanie?
Pamiętam, bo byłem przerażony, miałem drgawki na całym ciele i myślałem, że nie dożyję do końca notowania, a dożyłem do 1055. Po tym pierwszym okazało się, że gruchnęło to w Polskę i zaczęły przychodzić setki, tysiące kartek pocztowych. Potem lista zaczęła przygasać i gdyby nie internet, to pewnie już by nas nie było.
Prowadzenie tej samej audycji tak długo... Nie znudziłeś się, nie wpadłeś w rutynę?
Gdyby to była rutyna, to chyba przestałbym to robić. To coś tak niesamowitego, że ciągle jest przyjemnością. Lista wzięła się z mojej pasji i hobby. Urodziłem się i wychowałem w małym miasteczku i od zawsze marzyłem o tym, że jak dorosnę, to będę takim panem Markiem, który robi listy przebojów w Trójce. Spełniło się moje największe marzenie, robię to, co lubię i jeszcze mi za to płacą.
W czym tkwi sukces tej listy?
Tak naprawdę, to nie wiem. Może w tym, że staram się zawsze zrobić ją na 100 proc., może w formule listy, w tym, że jest ona tylko raz w tygodniu. A może w tym, że sama w sobie stała się instytucją, bo to nie jest lista przebojów Marka Niedźwieckiego, to jest lista przebojów Trójki i żyje swoim życiem. Wiele rzeczy złożyło się na sukces tej audycji, m.in. to, że bawiłem się słowem, dźwiękiem i wykonywałem na antenie takie rzeczy, które wcześniej uznawane były za brud antenowy. Na przykład kawa się rozlała, gryzłem jabłko czy spóźniałem się do studia i byłem zdyszany. Lista była na żywo, to przechodziło i nagle ludzie chcieli, żebym częściej spadał z krzesła. Nigdy nie mam scenariusza, że dzisiaj przyjdę do studia i będę wesoły albo będę ubrany na czarno. Nie ma takich samych wydań listy.
Pamiętasz zabawne historie o gościach listy?
Kiedyś na liście pojawił się szkocki zespół Nazareth. Oni mówią takim angielskim, że ja po prostu kompletnie nie wiedziałem, co wokalista do mnie powiedział. Audycja oczywiście na żywo. Jego koledzy widząc moje przerażone oczy, mówią co, nic nie zrozumiałeś, nie przejmuj się my od dwudziestu lat nie wiemy, co on do nas mówi. Albo uczyłem Madonnę, żeby powiedziała Lista Przebojów Programu Trzeciego, a ona mówiła - przepojów, przebojów jej nie wyszło.
Lubisz jak ktoś cię zastępuje na antenie?
Lubię, bo wtedy wyjeżdżam.
Słuchasz wtedy listy?
Nie, nigdy. Chyba że byłem chory, to oczywiście słuchałem i nie mogłem się powstrzymać od tego, żeby wsiąść w samochód, pojechać do studia i coś zrobić. Bo zwykle zastępował mnie Grześ Miecugow, który używał sobie na mnie, że Niedźwiedź śpi czy niedomaga. Wtedy odbywało się wodzenie Niedźwiedzia. A w zasadzie każdy wyjazd to dla mnie katorga. Myślę tylko o tym, żeby wrócić.
Czy Marek Niedźwiecki przejdzie kiedyś na emeryturę?
Przejdzie. Nie wiem, jak długo jeszcze będę mógł robić listę. Kiedyś odstawią mnie do archiwum.
Co słychać u Aliny?
Wczoraj trochę się obraziła, bo nie mówiłem o niej rano na antenie. To nieprawda, bo wspominałem, że jest moją najdłuższą partnerką. Szczęśliwie udało mi się wydać ją za Holendra i dlatego mamy teraz korespondentkę w Holandii. Dobrze nam idzie razem na antenie. Ja w ogóle lubię gnębić kobiety w czasie listy. Najpierw była Maria, potem Pierzasta, a teraz jest Helena.
Podobają ci się zmiany w Trójce?
Nie akceptuję wszystkiego, co się teraz w radio dzieje. Mówię to otwarcie i jest mi przykro, kiedy ludzie mnie oskarżają o zmiany. Bo ja jestem szefem redakcji muzycznej, czyli małym trybikiem w całym kieracie. Trójka musiała się zmienić, ale nie podoba mi się to, że zaczynamy przejmować wszystkie najgorsze rzeczy z komercji, które kiedyś krytykowaliśmy: dżingle czy muzyczkę pod wiadomościami. Ale jeśli to jest dobry sposób, żeby słuchacze do nas wrócili, to trudno - niech będzie.
Rozmawiała
Monika Połowska
Monika Połowska
powrót ::