693248
Listy słuchaczy Programu 3 P.R. - Tygodnik Powszechny, kwiecień/maj 2001
Nie słucham już Trójki
list do Tygodnika Powszechnego - nr 16, 21 Kwietnia 2002
Ucieszyłem się tekstem Agnieszki Sabor (TP nr 14/2002), ale powinienem chyba płakać. Na tym radiu wychowałem się i dzięki niemu nauczyłem się słuchać (tego, co mówią inni) i słyszeć (dobre dźwięki dobrych muzyków). Trójka dała mi pewna formację intelektualną, o którą w latach 80. i 90. w innych mediach było trudno. Muzyczna oferta programowa zaspokajała miłośników muzyki najróżniejszych gatunków. Do dzisiaj wśród znajomych, również wychowanych na Trójce, posługujemy się zwrotem: ładnie grają, panie Doktorze. Niestety, ładnie grali, panie Doktorze do ubiegłego roku. Teraz, tworząc radio dla wszystkich, nie tworzy się go dla mnie. Wolę należeć do 7 proc. populacji łaknącej, jak kania dżdżu, inteligentnego radia szanującego wychowanego przez siebie słuchacza, niż zgadzać się na to, co oferuje obecnie program trzeci PR.
Z Trójką pożegnałem się kilka miesięcy temu. W pracy i domu słucham regionalnego Radia Białystok. Chciałbym, aby moje dzieci poznawały złożoność świata i ludzi dzięki profesjonalnym dziennikarzom, ale obecna Trójka na pewno im takiej szansy nie stworzy. Hołdując nowym modom, a może w myśl rock'n'rollowego hasła żyj szybko, umrzyj młodo, Trójka umarła dla mnie przed 40-tką.
Smutno i straszno
list do Tygodnika Powszechnego - nr 17, 28 Kwietnia 2002
Jestem słuchaczem, który nie mieści się w grupie docelowej, do której chyba kierują swoją ofertę obecni szefowie Trójki. Podobnie jak dla Agnieszki Sabor, autorki tekstu Pogrzeb Trójki? (TP nr 14/2002), radio było zawsze dla mnie ważne, ale teraz będę mógł sprzedać odbiornik. Wszystko, co było barierą odgradzającą mnie od stacji komercyjnej, okazuje się być w nowej Trójce zaletą. Zastanawiam się, dlaczego szefowie Trójki chcą się mnie pozbyć i kim chcą mnie zastąpić? Dlaczego utraciłem prawa do przynajmniej jednego eteru w kraju? Co takiego niesamowitego stało się w Polsce w ostatnich dwóch latach, że nagle przestałem być interesującym dla programu trzeciego słuchaczem? Chce mi się płakać, gdy próbuję słuchać Trójki: muzyka przeistoczyła się ze sztuki w tapetę, trudniejsze programy są skracane, a sposób ich prezentowania upraszczany. Dlaczego nikt nie pomyślał w Trójce, że takie zabiegi muszą spowodować także straty? Nie potrafię zrozumieć, o co w tym chodzi, a jeśli nie wiadomo, o co chodzi... itd. Smutno mi i straszno. Szkoda mi radia, którego przez prawie 30 lat czułem się nie tylko słuchaczem, ale prawie jego fragmentem. Czy musi umierać formuła radia, która sprawdza się nawet teraz, w dobie drapieżnego kapitalizmu?
Powab krótkich spódniczek
list do Tygodnika Powszechnego - nr 17, 28 Kwietnia 2002
Dzięki Trójce nie odczuwałam potrzeby posiadania telewizora. Stację tę cenię (jeszcze) przede wszystkim ze względu na to, co do mnie MÓWI. Radio nie mówiące Jest wynaturzeniem wyprodukowanym przez współczesne, nie tęskniące za pogłębioną refleksją, masy społecznego odbiorcy. Stało się chyba jednak coś niedobrego, jeżeli redaktor Trójki, w odpowiedzi na krytykę denerwująco-eremefowskiego dżingla (Trójka, twoje pierwsze radio), uzasadnia jego sensowność tym, że chórzystki mają krótkie spódniczki. Nadal jednak jest to tylko obrona, nie przekraczająca jeszcze granic dobrego smaku. Jeśli jednak inny redaktor mówi o piosenkarce, że to jeden z najbardziej powabnych tyłeczków świata, nie wiem, czy mój odbiornik nie przestawił się sam na którąś ze stacji przez całą dobę emitujących bezmyślne bleblanie na przemian z sieczką, którą nie zawsze można nazwać muzyką.
Oburza mnie rugowanie z Trójki merytorycznego słowa na rzecz bzdur mających przyciągnąć do odbiorników osoby, których obraz świata nie wykracza poza powab tyłeczków. Nie wydaje mi się też, aby dobrym kierunkiem rozwoju było poszerzanie kręgu odbiorców kosztem ich poziomu. Media, zamiast podnosić poziom, w imię słuchalności schlebiają odbiorcy, zniżając się do jego oczekiwań. Ludziom przyjemniej przecież słucha się tych, przy których nie czują się gorsi i którzy dowartościowują ich, zachowując się podobnie jak oni. A przecież, jak mawia ojciec Józef Puciłowski OP, najcięższym grzechem, z którego co gorsza nikt się nie spowiada, jest głupota.
Listy do Tygodnika Powszechnego
Tygodnik Powszechny - nr 20, 19 maja 2002
Dwójka - moje miejsce w eterze
W ostatnich tygodniach łamy Tygodnika obfitują w listy żałobne dotyczące nowej formuły oferowanej przez radiową Trójkę (TP nr 16-17/2002). W swoim, choć nie tylko, imię niu chciałbym pogratulować decydentom z ul. Myśliwieckiej w Warszawie. Dziękuję za efektywną działalność misyjną na polu krzewienia kultury wysokiej. To w znacznej mierze dzięki Państwu, Drodzy Reformatorzy Dobrego Na Lepsze, zmuszony zostałem wziąć przyspieszony kurs wychowania do muzyki poważnej, współczesnej, folkloru, publicystyki radiowej najwyższej próby i oddać swój głos w eterze na Program Drugi PR. Przyznaję się bez bicia, że kiedy jeszcze Trójka była Trójką, wykazywałem niebywałe opory wobec oferty, wymagającej względem słuchacza, Dwójki. Wystarczało mi znane i lubiane, choć także wyśmienite, brzmienie dobrej muzyki młodzieżowej, dopołudniowych audycji publicystycznych, wieczornych jazzów, a zwłaszcza zagadek literackich i Magazynu bardzo kulturalnego.
Jeszcze raz dziękuję, drodzy fachowcy od słuchalności! Taka Trójka, jaką zmontowaliście nie daje cienia wątpliwości, gdzie jest teraz moje miejsce w eterze. Postawiła mnie w świetle nowych, dwójkowych wartości. Po wielu miesiącach mozolnej adaptacji, wiem, że warto było! Czyja i wielu moich znajomych nawróciłoby się na Dwójkę, gdyby nie wasza misja? Zachęcam do tego kroku także inne sieroty po starym Programie Trzecim PR.
Nie jestem tylko konsumentem
Trójka była moją stacją. Budziła mnie (ile pracy wymagało usprawnienie, by mechaniczny budzik uruchamiał odbiornik radiowy, wiem tylko Ja) i była ze mną od rana do wieczora. Towarzyszyła w najlepszym tego słowa znaczeniu. MiniMax, W tonacji Trójki, Gitarą i Piórem, sobotnie muzyczne Zapraszamy do Trójki, Książka Tygodnia, Winien i ma, Informator ekonomiczny, Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego, czy wreszcie codzienna Powtórka z rozrywki były programami tworzącymi pozycję tej stacji. Program III osiągnął szczyt swoich możliwości, gdy dyrektorem został Piotr Kaczkowski.
Od ponad tygodnia moje radio coraz częściej milczy. Gdy 20 kwietnia wprowadzono nową ramówkę, nadawany jest program w stylu: muzyka - dżingiel - reklama - dżingiel - wiadomości - dżingiel - konkursik - dżingiel - rozmowa ze słuchaczami - dżingiel - dżingiel - dżingiei i tak w kółko, cały dzień. Odstręcza poziom komentarzy osób prowadzących. Zdjęto z anteny wiele audycji, zmienioną formułę popołudniowej edycji Zapraszamy do Trójki prowadzonej przez Kubę Strzyczkowskiego. Miejsce bezpośrednich telefonów od słuchaczy, znanych z Trójkowej anteny jeszcze z czasów poprzedniego reżimu, zajęły zmontowane opinie nadawane z taśmy (czyżby dyrekcja programu obawiała się krytyki na antenie?). Nawet Dziennik Muzyczny, powołany do życia kilka miesięcy temu, komuś przeszkadzał. To, co pozostało do słuchania, pokawałkowano, rozrzucono w programie i kołacze się gdzieś po antenie późnym wieczorem lub nocą. W sam raz dla cierpiących na bezsenność, ale nieosiągalne dla mnie - osoby czynnej zawodowo. Coraz mniej jest na antenie trójkowych głosów. Coraz więcej ludzi przyznających, że nie znają klimatu stacji, do której przyszli. Przekonanych za to, że Trójkę trzeba reformować. Szkoda, że nie będę już mógł usłyszeć dzięki tej stacji rzadkich nagrań muzycznych ani poznać tajników ciał kosmicznych.
Czy Program III musi być podobny do innych stacji na skali odbiornika? Musi stać się nierozpoznawalny? W imię czego? Gdy zniknie stara formuła Trójki, drugi taki eter w kraju już nie powstanie. Statystyka jest nieubłagana-większości społeczeństwa kultura nie jest potrzebna. Czy jednak te kilkanaście procent słuchaczy nie godzących się na zalew tandety, jaką karmi nas większość mediów, nie zasługuje na radio dla siebie?
Nie wyrzucajcie radioodbiorników!
Lektura listów czytelników rozczarowanych zmianami w radiowej Trójce oraz wcześniejsze batalie Waszego pisma o ludzki kształt telewizji, pozwalają mi wierzyć, żem nie jedyny niezadowolony dziwak na tym zakrzyczanym świecie. O ile nie wypowiem się na temat telewizji, bo to obce dla mnie medium, o tyle radiosłuchaczom ośmielam się podpowiedzieć nie wyrzucajcie radioodbiorników. Jest jeszcze Dwójka, czyli Program Drugi PR, o którego przeżycie walczył także Tygodnik w 1997 r To radio pełne ciekawych, mądrych słów i pięknych dźwięków. Młodzieży polecałbym Radio Bis - okno otwarte na różne strony świata. Do brze, że niezadowoleni krytykują, ale na szczęście nie żyjemy jeszcze na pustyni. Są miejsca na skali częstotliwości, gdzie słuchacz jest traktowany jak istota ludzka: wrażliwa i myślą ca, a nie jak statystyczny konsument sterowany reklamą.
list do Tygodnika Powszechnego - nr 16, 21 Kwietnia 2002
Ucieszyłem się tekstem Agnieszki Sabor (TP nr 14/2002), ale powinienem chyba płakać. Na tym radiu wychowałem się i dzięki niemu nauczyłem się słuchać (tego, co mówią inni) i słyszeć (dobre dźwięki dobrych muzyków). Trójka dała mi pewna formację intelektualną, o którą w latach 80. i 90. w innych mediach było trudno. Muzyczna oferta programowa zaspokajała miłośników muzyki najróżniejszych gatunków. Do dzisiaj wśród znajomych, również wychowanych na Trójce, posługujemy się zwrotem: ładnie grają, panie Doktorze. Niestety, ładnie grali, panie Doktorze do ubiegłego roku. Teraz, tworząc radio dla wszystkich, nie tworzy się go dla mnie. Wolę należeć do 7 proc. populacji łaknącej, jak kania dżdżu, inteligentnego radia szanującego wychowanego przez siebie słuchacza, niż zgadzać się na to, co oferuje obecnie program trzeci PR.
Z Trójką pożegnałem się kilka miesięcy temu. W pracy i domu słucham regionalnego Radia Białystok. Chciałbym, aby moje dzieci poznawały złożoność świata i ludzi dzięki profesjonalnym dziennikarzom, ale obecna Trójka na pewno im takiej szansy nie stworzy. Hołdując nowym modom, a może w myśl rock'n'rollowego hasła żyj szybko, umrzyj młodo, Trójka umarła dla mnie przed 40-tką.
GRZEGORZ KAZBERUK
(dziennikarz TYP SA w Białymstoku)
(dziennikarz TYP SA w Białymstoku)
Smutno i straszno
list do Tygodnika Powszechnego - nr 17, 28 Kwietnia 2002
Jestem słuchaczem, który nie mieści się w grupie docelowej, do której chyba kierują swoją ofertę obecni szefowie Trójki. Podobnie jak dla Agnieszki Sabor, autorki tekstu Pogrzeb Trójki? (TP nr 14/2002), radio było zawsze dla mnie ważne, ale teraz będę mógł sprzedać odbiornik. Wszystko, co było barierą odgradzającą mnie od stacji komercyjnej, okazuje się być w nowej Trójce zaletą. Zastanawiam się, dlaczego szefowie Trójki chcą się mnie pozbyć i kim chcą mnie zastąpić? Dlaczego utraciłem prawa do przynajmniej jednego eteru w kraju? Co takiego niesamowitego stało się w Polsce w ostatnich dwóch latach, że nagle przestałem być interesującym dla programu trzeciego słuchaczem? Chce mi się płakać, gdy próbuję słuchać Trójki: muzyka przeistoczyła się ze sztuki w tapetę, trudniejsze programy są skracane, a sposób ich prezentowania upraszczany. Dlaczego nikt nie pomyślał w Trójce, że takie zabiegi muszą spowodować także straty? Nie potrafię zrozumieć, o co w tym chodzi, a jeśli nie wiadomo, o co chodzi... itd. Smutno mi i straszno. Szkoda mi radia, którego przez prawie 30 lat czułem się nie tylko słuchaczem, ale prawie jego fragmentem. Czy musi umierać formuła radia, która sprawdza się nawet teraz, w dobie drapieżnego kapitalizmu?
MIROSŁAW CHMIEL
(pracownik naukowy Politechniki Śląskiej w Gliwicach)
(pracownik naukowy Politechniki Śląskiej w Gliwicach)
Powab krótkich spódniczek
list do Tygodnika Powszechnego - nr 17, 28 Kwietnia 2002
Dzięki Trójce nie odczuwałam potrzeby posiadania telewizora. Stację tę cenię (jeszcze) przede wszystkim ze względu na to, co do mnie MÓWI. Radio nie mówiące Jest wynaturzeniem wyprodukowanym przez współczesne, nie tęskniące za pogłębioną refleksją, masy społecznego odbiorcy. Stało się chyba jednak coś niedobrego, jeżeli redaktor Trójki, w odpowiedzi na krytykę denerwująco-eremefowskiego dżingla (Trójka, twoje pierwsze radio), uzasadnia jego sensowność tym, że chórzystki mają krótkie spódniczki. Nadal jednak jest to tylko obrona, nie przekraczająca jeszcze granic dobrego smaku. Jeśli jednak inny redaktor mówi o piosenkarce, że to jeden z najbardziej powabnych tyłeczków świata, nie wiem, czy mój odbiornik nie przestawił się sam na którąś ze stacji przez całą dobę emitujących bezmyślne bleblanie na przemian z sieczką, którą nie zawsze można nazwać muzyką.
Oburza mnie rugowanie z Trójki merytorycznego słowa na rzecz bzdur mających przyciągnąć do odbiorników osoby, których obraz świata nie wykracza poza powab tyłeczków. Nie wydaje mi się też, aby dobrym kierunkiem rozwoju było poszerzanie kręgu odbiorców kosztem ich poziomu. Media, zamiast podnosić poziom, w imię słuchalności schlebiają odbiorcy, zniżając się do jego oczekiwań. Ludziom przyjemniej przecież słucha się tych, przy których nie czują się gorsi i którzy dowartościowują ich, zachowując się podobnie jak oni. A przecież, jak mawia ojciec Józef Puciłowski OP, najcięższym grzechem, z którego co gorsza nikt się nie spowiada, jest głupota.
MONIKA POGODA
(polonistka ze Szczecina)
(polonistka ze Szczecina)
Listy do Tygodnika Powszechnego
Tygodnik Powszechny - nr 20, 19 maja 2002
Dwójka - moje miejsce w eterze
W ostatnich tygodniach łamy Tygodnika obfitują w listy żałobne dotyczące nowej formuły oferowanej przez radiową Trójkę (TP nr 16-17/2002). W swoim, choć nie tylko, imię niu chciałbym pogratulować decydentom z ul. Myśliwieckiej w Warszawie. Dziękuję za efektywną działalność misyjną na polu krzewienia kultury wysokiej. To w znacznej mierze dzięki Państwu, Drodzy Reformatorzy Dobrego Na Lepsze, zmuszony zostałem wziąć przyspieszony kurs wychowania do muzyki poważnej, współczesnej, folkloru, publicystyki radiowej najwyższej próby i oddać swój głos w eterze na Program Drugi PR. Przyznaję się bez bicia, że kiedy jeszcze Trójka była Trójką, wykazywałem niebywałe opory wobec oferty, wymagającej względem słuchacza, Dwójki. Wystarczało mi znane i lubiane, choć także wyśmienite, brzmienie dobrej muzyki młodzieżowej, dopołudniowych audycji publicystycznych, wieczornych jazzów, a zwłaszcza zagadek literackich i Magazynu bardzo kulturalnego.
Jeszcze raz dziękuję, drodzy fachowcy od słuchalności! Taka Trójka, jaką zmontowaliście nie daje cienia wątpliwości, gdzie jest teraz moje miejsce w eterze. Postawiła mnie w świetle nowych, dwójkowych wartości. Po wielu miesiącach mozolnej adaptacji, wiem, że warto było! Czyja i wielu moich znajomych nawróciłoby się na Dwójkę, gdyby nie wasza misja? Zachęcam do tego kroku także inne sieroty po starym Programie Trzecim PR.
IGOR STRAPKO
(Kalisz)
(Kalisz)
Nie jestem tylko konsumentem
Trójka była moją stacją. Budziła mnie (ile pracy wymagało usprawnienie, by mechaniczny budzik uruchamiał odbiornik radiowy, wiem tylko Ja) i była ze mną od rana do wieczora. Towarzyszyła w najlepszym tego słowa znaczeniu. MiniMax, W tonacji Trójki, Gitarą i Piórem, sobotnie muzyczne Zapraszamy do Trójki, Książka Tygodnia, Winien i ma, Informator ekonomiczny, Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego, czy wreszcie codzienna Powtórka z rozrywki były programami tworzącymi pozycję tej stacji. Program III osiągnął szczyt swoich możliwości, gdy dyrektorem został Piotr Kaczkowski.
Od ponad tygodnia moje radio coraz częściej milczy. Gdy 20 kwietnia wprowadzono nową ramówkę, nadawany jest program w stylu: muzyka - dżingiel - reklama - dżingiel - wiadomości - dżingiel - konkursik - dżingiel - rozmowa ze słuchaczami - dżingiel - dżingiel - dżingiei i tak w kółko, cały dzień. Odstręcza poziom komentarzy osób prowadzących. Zdjęto z anteny wiele audycji, zmienioną formułę popołudniowej edycji Zapraszamy do Trójki prowadzonej przez Kubę Strzyczkowskiego. Miejsce bezpośrednich telefonów od słuchaczy, znanych z Trójkowej anteny jeszcze z czasów poprzedniego reżimu, zajęły zmontowane opinie nadawane z taśmy (czyżby dyrekcja programu obawiała się krytyki na antenie?). Nawet Dziennik Muzyczny, powołany do życia kilka miesięcy temu, komuś przeszkadzał. To, co pozostało do słuchania, pokawałkowano, rozrzucono w programie i kołacze się gdzieś po antenie późnym wieczorem lub nocą. W sam raz dla cierpiących na bezsenność, ale nieosiągalne dla mnie - osoby czynnej zawodowo. Coraz mniej jest na antenie trójkowych głosów. Coraz więcej ludzi przyznających, że nie znają klimatu stacji, do której przyszli. Przekonanych za to, że Trójkę trzeba reformować. Szkoda, że nie będę już mógł usłyszeć dzięki tej stacji rzadkich nagrań muzycznych ani poznać tajników ciał kosmicznych.
Czy Program III musi być podobny do innych stacji na skali odbiornika? Musi stać się nierozpoznawalny? W imię czego? Gdy zniknie stara formuła Trójki, drugi taki eter w kraju już nie powstanie. Statystyka jest nieubłagana-większości społeczeństwa kultura nie jest potrzebna. Czy jednak te kilkanaście procent słuchaczy nie godzących się na zalew tandety, jaką karmi nas większość mediów, nie zasługuje na radio dla siebie?
Mirosław Hardek
(Kraków)
(Kraków)
Nie wyrzucajcie radioodbiorników!
Lektura listów czytelników rozczarowanych zmianami w radiowej Trójce oraz wcześniejsze batalie Waszego pisma o ludzki kształt telewizji, pozwalają mi wierzyć, żem nie jedyny niezadowolony dziwak na tym zakrzyczanym świecie. O ile nie wypowiem się na temat telewizji, bo to obce dla mnie medium, o tyle radiosłuchaczom ośmielam się podpowiedzieć nie wyrzucajcie radioodbiorników. Jest jeszcze Dwójka, czyli Program Drugi PR, o którego przeżycie walczył także Tygodnik w 1997 r To radio pełne ciekawych, mądrych słów i pięknych dźwięków. Młodzieży polecałbym Radio Bis - okno otwarte na różne strony świata. Do brze, że niezadowoleni krytykują, ale na szczęście nie żyjemy jeszcze na pustyni. Są miejsca na skali częstotliwości, gdzie słuchacz jest traktowany jak istota ludzka: wrażliwa i myślą ca, a nie jak statystyczny konsument sterowany reklamą.
JACEK GODLEWSKl
(Gdańsk)
(Gdańsk)
powrót ::