693250

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

vangis:

Ja posiadam kilka list z 1992 (np. 525) mam też nagrane 800 wydanie z Piotrem Kaczkowskim (pamiętne kubeczki z wkładką które rozdawał pan Piotr) a Wy ?

forum.gazeta.pl:

Serdecznie zapraszamy do dyskusji na temat wad i zalet trUjki na forum: Jedyne normalne forum poświęcone trUjce. Tylko u nas merytoryczne dyskusje o wadach i zaletach trUjki i całkowity brak spamerów. Na tym forum od dawna są pustki i nic się nie dzieje (zostali tylko spamerzy, którzy od czasu do czasu nasrają jakimś kałem), tu nie ma już żadnych perspektyw, ...

forum.gazeta.pl:

Witam. Poważne i merytoryczne rozmowy o trUjce toczą się na tym (bardzo znienawidzonym przez Stefana) forum: Zapraszamy! Nasze forum żyje i ma się dobrze, a to forum już od dawna jest umarłe. Morgotroth, proszę nie próbować reanimować tego forum, to się już nie uda, naprawdę. Większość forumowiczów już dawno stąd odeszła i nigdy nie wróci. Teraz to już tylko jacyś ...

morgoroth:

I na tym polega problem tego forum. Człowiek chce dodać komentarz na temat naszego radia i dostaje odpowiedź "Litwo ojczyzno moja", a ktoś wkleja tu takie głupoty. Mam sygnał od kilku osób, że nie mogą dodawać komentarzy. A problemy z Trójką są i warto byłoby pogadać. Nie na forum Trójki, ale właśnie tutaj.

Piotr Z.:

Cześć. Jestem Piotr, Mam 24 lata, jestem mondry, kulturalny, z poczóciem humoru, z wyższym wykrztałceniem, bez nałoguw, nie pije i nie pale, lubie czytać ksionszki i czasopisma, słuchać dobrom muzyke, pozatym chodze tesz do teatru i do filcharmoni, bardzo chciał bym poznać jakomś fajnom mondrom dziewczyne, ktura się nie szlaja nocom po mieście, nie puszcza z byle kim, nie upija, ma ambitne ...

Marek Niedźwiecki - Angora, 11 sierpnia 2002

Nie zmienię się na tyle, żeby grać to, czego nie lubię
Nie wierzę w życie pozaradiowe
Rozmowa z MARKIEM NIEDŹWIECKIM



MAREK NIEDŹWIECKI Marek Niedźwiecki, lat 48, Baran, jeden z najpopularniejszych dziennikarzy radiowych, od 1982 roku związany z Trzecim Programem Polskiego Radia, gdzie stworzył i do dziś prowadzi słynną Listę Przebojów „Trójki”, która obchodzi jubileusz 20-lecia istnienia. W grudniu 2001 roku został szefem muzycznym tej stacji. Nie akceptuje zmian, nie modyfikuje formuły swojej listy, co wywołuje liczne kontrowersje. Część słuchaczy chce, aby nadal była taka jak do tej pory, inni twierdzą, że musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, bo ma ogromną konkurencję wśród stacji komercyjnych i musi przyciągnąć do radioodbiorników nowych słuchaczy. Jakie jest zdanie Marka Niedźwieckiego?

O to postanowiłem zapytać słynnego radiowca, składając mu wizytę w „Trójce”.

Podobno pana legendarna Lista Przebojów przeżywa kryzys, a jej losy niepokoją fanów, a nawet samego twórcę, czyli pana. Jakiego rodzaju są to niepokoje?

Lista Przebojów Programu Trzeciego nigdy nie była zagrożona, bo nie zabija się kury, która znosi złote jaja i nie rezygnuje z programu, który jest sztandarowym w tej stacji i jednym z najchętniej słuchanych w Polskim Radiu. Lista Przebojów ma się więc bardzo dobrze. Nigdy nie była uzależniona od gustu prezentera i sterowana odgórnie przez szefów i polityków. Za to zawsze była wyznacznikiem tego, czego chcieli słuchać słuchacze. Nie gramy Britney Spears czy Backstreet Boys ani Ich Troje, bo nie ma takiej konieczności. Mamy w Polsce 250 stacji komercyjnych, każdy gra co chce... Koncentrujemy się na muzyce rockowej, wiedząc, że Ich Troje świetnie się sprzedają bez naszego udziału. Zespół ma swoich odbiorców i radia, które go lansują. Przed zagładą uchronił nas Internet. Mamy obecnie w bazie 25 tysięcy ludzi, którzy chcą głosować na listę i piosenka zajmująca pierwsze miejsce ma około 1500 głosów. Lista tylko wtedy ma sens, jeśli słuchacze chcą głosować, a u nas chcą.

W „Trójce” widać zmiany programowe. Jak mają się do tego, co pan robi w radiu?

Gdybyśmy się nie zmieniali, to zapewne już by nas nie było. Od kiedy powstały stacje komercyjne, słuchalność zaczęła nam spadać. Często zdarzało się, że słuchacze odchodzili od nas do innej stacji, a następnie powracali do „Trójki”, pisząc, że wracają do tego, co najlepsze, co kochają. Jeżeli chodzi o mnie, to zmieniłem się chyba najmniej. Lista też, poza godziną nadawania.

Mówi się, że Niedźwiecki jest zbyt konserwatywny, nie chce się zmienić, unowocześnić i dlatego traci najmłodszych słuchaczy?

Nie zmienię się na tyle, żebym grał to, czego nie lubię. Staram się grać tylko to, co mi się podoba. Wiem, że jest to zachowawcze, ale dzięki temu osiągnąłem sukces. Nie grałem dla wszystkich i dla każdego, lecz dla wybranych. Wśród prezenterów muzyki w radiu byłem bardzo otwarty na wszystko, co się wokół nas działo. Nadal słucham nowości i jestem na wszystko otwarty. Nie będę się ścigał z młodymi prezenterami, żeby w gronie starszych słuchaczy mieć kilkunastolatków. W moim życiu nie pora już na drastyczne zmiany.

Do jakiego więc odbiorcy teraz kieruje pan swoją listę przebojów?

Wśród moich słuchaczy są ludzie bardzo młodzi, ale również babcie z wnuczkami. Generalnie jest to lista adresowana do słuchaczy „Trójki”, którzy wiedzą, jakiej muzyki mogą się spodziewać w „Trójce”.

Jaki słuchacz był pana odbiorcą w latach 80.?

Jak na tamte lata byliśmy bardzo nowocześni, graliśmy muzykę rockową i nagle ludzie poczuli, że w tym bardzo trudnym okresie stanu wojennego jest taka oaza w Polskim Radiu, gdzie można było posłuchać bardzo fajnej muzyki i wtedy „Trójka” była na absolutnym topie. „Jedynka” grała tylko muzykę polską, „Trójka” była otwarta i różnorodna, grała dla większości słuchaczy. Przenosiła to, co najlepsze w muzyce z lat 70., a jednocześnie dawała powiew świeżości.

Dwadzieścia lat temu to pan wprowadził do radia luz, swobodę i inny sposób narracji oraz rozmowy ze słuchaczami. Teraz ten luz w stacjach komercyjnych jest aż za duży, a swoboda prezenterów wręcz nonszalancka. Jak daleko można się posunąć w zbrataniu ze słuchaczem i na co można sobie pozwolić na antenie?

Cieszę się, że pan to zauważył, bo w latach 80. na antenie zaczęły się pojawiać odgłosy i dźwięki, które wcześniej były wycinane. Ale słuchacz to uwielbiał, bo nagle to radio pokazywało ludzką twarz. Na początku chciałem, żeby lista przebojów była stateczna, poważna, ale kolega realizator podpowiedział, że mogłoby to być nudne i stąd wziął się pomysł na wesołego Romka, który został przeze mnie wykreowany jako nowa postać radiowa. Obecnie drażni mnie w stacjach komercyjnych kolesiowanie, sztuczne obniżanie głosu, taki nadmierny „luzik”. Jeżeli chodzi o mnie, to nigdy nie mówię na antenie: „Cześć, witam was, kochani”, za to - „Dzień dobry państwu”, bo zdaję sobie sprawę, jak różni słuchacze są przy radioodbiornikach. Tak robiłem przez lata i nigdy z tego nie zrezygnowałem. Jestem przeciwko temu, co słyszę w stacjach komercyjnych i na każdym kroku staram się to zauważać i piętnować.

Jakich stacji radiowych poza „Trójką” stara się pan słuchać?

Słucham Radia Zet i RMF FM, bo są najwięksi na rynku. Lokalnych stacji lubię słuchać, kiedy jadę samochodem, aby sprawdzić, co robią, jak grają, co nadają. Kilka lat temu, gdy panowała większa wolność tych stacji, cieszyło mnie, jak słyszałem klony „Niedźwiedzia” w wykonaniu młodych ludzi, którzy wzorowali się na mnie. Jestem zwolennikiem lokalnych stacji i uważam, że to jest siła, która napędza całe radio. Szkoda tylko, że wszystkie grają to samo, bo słuchacze nie mogą się zdecydować, jakiej z nich słuchać.

Podobno jest pan fanatykiem radia?

Jestem radiotą. Sam wymyśliłem to określenie, łącząc radio z idiotą, bo radio najpierw jest moją pasją, a dopiero później zawodem i sposobem na zarabianie pieniędzy. Do pracy przychodzę z przyjemnością, a to, co robię, daje mi ogromną satysfakcję. Wraz z kolegą układam playlistę, w sobotę prowadzę 4-godzinny program „Markomania”, w którym gram trochę nowości, trochę klasyki rocka, trochę jazzu. Na więcej nie mam czasu, ani ochoty, bo nie chciałbym, żeby było mnie za dużo na antenie.

W jednym z wywiadów powiedział pan: „Mam świadomość, że w ciągu tych 20 lat pracy w radiu moja lista wyrosła nade mnie i powinna być, dopóki ludzie jej potrzebują”. Czy wyobraża pan sobie pożegnanie z tym programem?

Kiedyś myślałem, że pojawi się ktoś, kto przejmie po mnie ten program. Mam przecież swoje lata i siwe włosy. Tylko nie wyobrażam sobie nagłego i dramatycznego rozstania z dnia na dzień oraz sytuacji, gdy ktoś mi powie: „Nie robi już pan tego programu”. Niestety, chyba nie posiadam zdolności pedagogicznych i nie potrafię nauczyć kogoś tego, co sam robię. Mam asystentów, którzy starają się mnie podpatrywać. Może kiedyś będę nauczycielem radia i wtedy będę przekazywał młodym to, czego sam się nauczyłem. Nie ma u nas na razie szkoły dla radiowców. Radia uczy się na własnych błędach. Na razie żyję dniem dzisiejszym, może poprowadzę jeszcze z 500 wydań listy, może więcej, a może mniej... Lista na antenie będzie tak długo, dopóki będą przychodziły głosy od słuchaczy.

Czy taka popularna audycja wiąże się przede wszystkim z jej autorem, czy ze stacją, w której jest emitowana?

Po trosze i z tym, i z tym. Jeśli wypracuje się coś przez 20 lat i ludzie ciągle włączają radio, żeby tego posłuchać, to program wiąże się z anteną. Ale wiem, że ludzie włączają „Trójkę” także dla mnie, że identyfikują się z moim gustem muzycznym.

Jakich stacji pan kiedyś słuchał, na jakich się wzorował?

Na początku słuchałem „Jedynki”, bo „Trójka” nie docierała do mojej miejscowości Szadek koło Łodzi. Moja ulubiona audycja nazywała się „Popołudnie z młodością” i tam pracowali moi ówcześni idole, a później koledzy, czyli Piotr Kaczkowski, Andrzej Turski... Później przerzuciłem się na „Trójkę”, w której się zakochałem. Radio traktowałem jak teatr wyobraźni. Nie miałem telewizora, w domu stało radio Pionier i to było prawdziwe okno na świat. Od radia odebrałem wykształcenie ogólne, miłość do muzyki, do słowa, do teatru radiowego. Nie wzorowałem się na nikim, chciałem być sobą i jedynym problemem było to - czy udało się mi sprzedać własne pomysły radiowe.

Pracował pan także w telewizji. Na łamach „Życia Warszawy” powiedział pan, że „Różnica między pracą w radiu i w telewizji polega na tym, że w telewizji można ze mnie zrobić wszystko, a w radiu to ja mogę zrobić wszystko ze słuchaczami”. Jak wspomina pan swoją pracę w telewizji?

Epizod mojej współpracy z telewizją trwał kilka lat, a od września powracam do telewizji, gdzie w MTV Classic będę prezentował wideoklipy klasyczne z lat 70., 80. i 90. Telewizja nigdy nie była moim wyborem, to ona wybierała mnie. Najpierw współpracowałem z magazynem 102, później była Wzrockowa Lista Przebojów, z której odszedłem po 10 latach, gdy ogólnie dostępna stała się stacja MTV. Teraz rozważam sens powrotu, bo w zalewie tego, co nas otacza, może dałoby się wybrać rzeczy wartościowe.

Od paru lat jest pan nieobecny na festiwalach piosenki w Opolu i Sopocie. Dlaczego, przecież to dwie największe imprezy muzyki rozrywkowej w tym kraju?

Wydaje mi się, że z festiwali bardziej przetrwał ten w Sopocie, bo jest tam nadal specyficzna atmosfera. Jeżeli chodzi o festiwal w Opolu, to bardzo mi się nie podoba to, co tam się dzieje. Dlatego to nie jest już mój festiwal i dlatego jest mi go żal. Kiedy wszyscy krytykowali festiwale, ja mówiłem i pisałem w prasie, że tam trzeba być, gdyż telewizja nigdy nie oddaje tego, co się tam dzieje. Może dlatego ludzie ciągle kupują bilety i zapełniają duże widownie.

A może jest pan trochę obrażony na organizatorów, którzy nie zapraszają Marka Niedźwieckiego do roli festiwalowego konferansjera?

Nie, nie... Zresztą festiwalu w Opolu nigdy nie zapowiadałem. W Sopocie musiałem uważać, żeby towarzysząca mi partnerka nie wykonała jakiegoś nieprzewidzianego ruchu. Musiałem myśleć za siebie i za nią. Na jednym z sopockich festiwali zapowiadałem sam i czułem się jak ryba w wodzie. Bardziej niż zapowiadanie rajcowało mnie, że mogę porozmawiać z Paulem Youngiem czy Lionelem Richie.

Czyli występy na estradzie to nie jest pana domena?

Nie jest. Zawsze bardzo przeżywałem wszystkie swoje występy estradowe, a później je odchorowywałem. Jeżeli daję się namówić, to raczej z próżności, aby pokazać się i udowodnić, że ja też umiem to robić.

Co jeszcze frapuje pana w dziennikarstwie muzycznym?

Ciągle frapują mnie rozmowy z artystami. Przeprowadziłem około tysiąca wywiadów, ale niektóre powodowały u mnie coraz więcej stresów, szczególnie te z gwiazdami zagranicznymi, które nie wiedzą kim ja jestem. Np. Jonowi Bon Jovi zadałem 70 pytań, na które odpowiadał bardzo zdawkowo, jakby od niechcenia, czasami jednym słowem lub zdaniem, bo wyraźnie mu się nie chciało. Nieustannym wyzwaniem jest dla mnie żywa antena radiowa. Tu nie ma mowy o rutynie, bo każdą swoją audycję realizuję na sto procent. Jak wyjdzie gorzej, wychodzę ze studia zdruzgotany i jest mi źle. Dobry program uzależniony jest od bardzo wielu czynników: pogody, samopoczucia, realizatora, telefonów i listów od słuchaczy itp.

Czy Program Trzeci PR odnalazł się już w nowych realiach czy dopiero próbuje to zrobić?

Myślę, że „Trójka” się odnalazła. Teraz musi wyjść z reklamą do telewizji, na billboardy, do gazet i zaznaczyć, że jest i ma ciekawą ofertę. Część ludzi zrezygnowała ze słuchania „Trójki”, bo nie odnalazła się w nowej ramówce, w nowych głosach, nowych osobowościach i propozycjach, ale jestem więcej niż pewien, że oferta jest dobra, a my jesteśmy konkurencją dla innych stacji.

Jak wykazały badania, słucha was ok. 5% społeczeństwa, to bardzo mało, tym bardziej że pod koniec 1996 roku słuchało was 13%. Co pan na to?

Nie jestem mocny w tych badaniach, ale jak doszliśmy do tych 5 procent, to trzeba było coś zmienić, bo za chwilę mogło być 4 procent i... nie ma nas w reklamie. Dlatego zmiany były konieczne. Jak współpracuje się panu z nową dyrekcją „Trójki”?
Dyrekcja bardzo mnie dopieszcza, być może dlatego, że zdaje sobie sprawę, że jestem nie tylko „Niedźwiedziem”, ale także koniem pociągowym. Podejrzewam, że promocja zewnętrzna „Trójki” będzie się opierała także na Liście Trójki. Z dyrektorem do spraw programowych Adamem Fijałkowskim współpracuje mi się szczególnie dobrze, bo ma „wielką głowę” do prowadzenia radia. Nowi szefowie dokonali niesamowitego wyczynu, bo „Trójka”, która zdawała się być programem niereformowalnym, jednak została zreformowana. Nie obyło się bez ofiar, ale tak zawsze jest na wojnie.

Słyszałem, że panują u was minorowe nastroje?

Jeżeli ktoś zostaje zwolniony z pracy, to wiadomo, jaka panuje atmosfera. Części kolegów nie udało się ochronić, ale zostali rozmieszczeni w innych programach Polskiego Radia i nic złego nikomu się nie stało.

Podobno powstał Społeczny Komitet Protestacyjny składający się z najwierniejszych słuchaczy?

Ten komitet urządził pogrzeb „Trójki” na ul. Myśliwieckiej w Warszawie. Jego członkowie pojawiają się przed siedzibą naszego radia, mają transparent protestacyjny. Dyrekcja ich przyjmuje, kiedyś zostali poczęstowani herbatą. Z drugiej strony, to wielka sprawa, że radio ma takich zagorzałych słuchaczy, którzy domagają się przywrócenia tych wszystkich, którzy zostali zdjęci z anteny, odwołania dyrekcji, przywrócenia poprzedniej.

Czy do pana też mają pretensje?

Czasami dostaję nieprzyjemne listy, że też powinienem odejść, bo podczas gdy inni zostali zwolnieni, ja radzę sobie świetnie. To mnie boli. Każda taka szpilka odbija się na mojej kondycji antenowej.

Na czym więc polega siła „Trójki”?

Na wyjątkowości jej słuchaczy.

Ale władze Polskiego Radia i szefowie „Trójki” nie ustępują i konsekwentnie realizują swój program. Do czego to może doprowadzić?

Tylko do tego, że wzrośnie nam słuchalność i wtedy nie będzie żadnych argumentów, że poczyniony krok został zrobiony w złym kierunku.

Jak ważne jest dla pana to, co myślą o panu i o radiu słuchacze?

Jest to bardzo ważne, może nawet za bardzo.

Pan nigdy nie schlebiał gustom masowego odbiorcy i nie zabiegał o jego względy?

Nie schlebiałem, i dlatego nie mogę się teraz zmienić. Zawsze szedłem swoją drogą i nie narzekałem.

Czy posiada pan inny sposób na życie poza radiem?

Nie wierzę w życie pozaradiowe. Radio decyduje o wszystkim, co się ze mną dzieje. Czasami lubię uciec na koniec świata, na przykład do Australii, w której byłem już 4 razy i w tym roku pojadę po raz piąty. Byłem też w Nowej Zelandii i na Tasmanii. Lubię wracać w miejsca, w których już byłem. Spodobała mi się Korsyka i byłem tam 5 razy. Nie zachwycił mnie Meksyk i dlatego więcej tam nie pojadę. Lubię wizyty w Stanach Zjednoczonych, bo tam są znakomicie zaopatrzone sklepy z płytami, od których jestem uzależniony. Lubię także Indie, bo w poprzednim wcieleniu byłem Hindusem. Jestem fotografem amatorem i robię dużo zdjęć z tych podróży.

Wnioskuję, że jest pan pracoholikiem?

Jestem. Biorę urlop i... przychodzę do pracy.

Ile czasu dziennie zajmuje panu obcowanie z muzyką?

Gdybym nie lubił spać, to zapewne 24 godziny, ale ponieważ lubię spać 7 godzin, trzeba je odjąć. Zaraz po przebudzeniu włączam radio i podsłuchuję, co mówią i robią koledzy. Ostatnią czynnością kończącego się dnia jest wyłączanie radia lub radia i telewizora, które grają jednocześnie. Do tego dochodzi przesłuchiwanie płyt, ale na szczęście nigdy mnie nie męczyło, bo to jest moje hobby.

Nie odczuwa pan nigdy przesytu muzyką i zwykłego zmęczenia?

Nie. Czasami przychodzę zmęczony do radia, ale kiedy wchodzę na antenę i zapala się światełko, zmęczenie mija.

Jak ładuje pan swój wewnętrzny akumulator, jak zbiera się do dalszej pracy?

Żyję z dnia na dzień. Nie planuję zbyt dużo. Cieleśnie ćwiczę w Gymnazjonie (fitness club Jacka Wszoły). Uwielbiam to robić, bo to mnie odstresowuje. Muszę wyjąć dwie godziny z dnia, żeby być tam 3-4 razy w tygodniu. Spalam wtedy około 1200 kalorii i od razu czuję się lepiej!
____________
Rozmawiał: BOHDAN GADOMSKI
 

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.